Sprawa pomnika Katyńskiego w Jersey City może i powinna stać się studium tego, jak należy rozwiązywać kryzysy, które mogą pojawić się równie niespodziewanie jak – wydaje się – pozytywnie rozwiązana kwestia przeniesienia monumentu dłuta Andrzeja Pityńskiego kończy batalię, która – mało brakowało – mogła przerodzić się w poważny problem

  - pisze dla portalu tvp.info Wojciech Mucha, publicysta "Gazety Polskiej Codziennie" i "Gazety Polskiej".

Przypomnijmy – stojący od 1991 r. na reprezentacyjnym deptaku Jersey City Pomnik Katyński stał się przedmiotem dyskusji po tym, jak burmistrz tego miasta Steven Fulop zapowiedział przeniesienie monumentu. Decyzję argumentował koniecznością rewitalizacji przestrzeni wokół pomnika. 

Jak wykazuje Wojciech Mucha, gdyby na tym się skończyło, byłoby to dla Polaków bolesne, ale pozostawiałoby pole do dyskusji. "Gorzej, że Fulop pokazał się jako bufon, kłamca i pieniacz – obraził w zasadzie całą Polskę, nazywając marszałka Senatu negacjonistą Holokaustu i nie chcąc zasiąść do stołu rozmów" - wykazuje. 

Dlatego dobrze się stało, że po początkowym szoku, w jaki niewątpliwie wpadła zarówno Polonia, jak i wszyscy, dla których pomnik stanowił ważne świadectwo prawdy o ludobójstwie z 1940 r., zwarto szyki i przystąpiono do obrony monumentu. Duża w tym zasługa samej Polonii, która wspólnie z konsulem RP z Nowego Jorku wstąpiła na drogę prawną i rozpoczęła poszukiwanie sojuszników

- podkreśla.

Okazało się bowiem, zaznacza Mucha, że wbrew powszechnym narracjom, tych mamy w USA całkiem sporo. "Dość powiedzieć, że udało się poruszyć kongresmenów, działaczy społecznych, weteranów wojny w Wietnamie i wielu zwykłych ludzi. W zasadzie w pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że na polu walki o usunięcie pomnika do magazynu burmistrz pozostał tylko z deweloperem i… „Gazetą Wyborczą”. Tak, to nie żart – pismo z Czerskiej nie mogło sobie odmówić kąsania w kostki i rozpisywało się o rzeko strasznym pomniku, którym matki w Jersey City mają straszyć dzieci". 

Spuśćmy jednak zasłonę milczenia na dziennikarzy „Wyborczej”. Jeśli ktoś potrafi wydusić z siebie słowa o „absurdalnym posągu wykrzywionego w agonii żołnierza”, który „szantażuje emocjonalnie i wizualnie tubylców, dla których zbrodnia katyńska jest tak odległa, jak księżyc czy gwiazdy”, to znaczy, że na Czerskiej odleciano już poza orbitę. Na tej zasadzie bowiem nie powinniśmy mieć w Polsce takich upamiętnień, jak te dotyczące Wielkiego Głodu na Ukrainie czy zamachów terrorystycznych z 11 września 2001

- wykazuje publicysta "Gazety Polskiej" i "Gazety Polskiej Codziennie". Jak dodaje, "np. w Kielcach znajduje się pomnik „Homo Homini” (łac. człowiek człowiekowi)". I "jest to pierwszy w Europie pomnik upamiętniający atak terrorystyczny na World Trade Center. Co ciekawe, odsłonięty dopiero w 2006 r.". 

Warto przy tym dodać, że na Pomniku Katyńskim w Jersey City po zamachach na wieże WTC (majaczące przez lata w jego tle) wmurowano pamiątkową tablicę z tym właśnie obrazem. Także dlatego pomnik jest częścią zbiorowej pamięci wszystkich mieszkańców JC. 

- podkreśla.

Jak zaznacza Mucha, teoretycznie „twarde prawo” było (i jest) po stronie Fulopa. "Wystarczyło, by burmistrz uparł się i stwierdził, że nie ma zamiaru słuchać głosów z Polski, a stojący od 1991 r. w reprezentacyjnym miejscu miasta pomnik trafiłby do magazynu, gdzie kurzyłby się przez bliżej nieokreślony czas".

Zdaniem publicysty stało się tak dlatego, że pierwotna decyzja o postawieniu pomnika (1986 r.), wskazująca jako jego miejsce teren położony w oddaleniu od obecnej lokalizacji, miała większą moc prawną (tzw. city ordinance) od tej (city resolution), na mocy której postawiono go nad rzeką Hudson, gdzie stał od 1991 r. Upraszczając – to mniej więcej jak różnica między ustawą a uchwałą. 

Gdyby więc Fulop zechciał postawić na swoim, pewnie okazałoby się, że w pierwotnej lokalizacji nie ma już dla pomnika miejsca i trafiłby on do magazynu, a potem – nie wiadomo gdzie. Ile by to trwało? Trudno powiedzieć. Pewne jest, że byłby to czas wielkiego wstydu. Nic to, że „moralnie racja była po naszej stronie”

- pisze.

Dlatego, wykazuje Mucha, za sukces należy uznać to, co osiągnięto przed sądem, który wydał decyzję o tym, że pomnika nie wolno tknąć przez najbliższe dni. "To dało paliwo do działania dyplomatycznego, którego zwieńczeniem jest decyzja o przesunięciu pomnika kilkadziesiąt metrów wzdłuż nabrzeża. Pomnik ma stanąć w miejscu, które ma analogiczną panoramę do dzisiejszej. To naprawdę kompromis".

Wszystko z powodu rzekomo sensacyjnych zdjęć i zrzutów z map Google, na których nowe miejsce oznaczono (nie wiedzieć czemu) jako „ujście ścieków do rzeki Hudson” z rzekomym „zaworem”, który jest starym elementem do cumowania statków 

- podkreśla, dodając zarazem, że rozmawiał z ludźmi, którzy byli obecni przy negocjacjach i oglądali samo miejsce, gdzie ma trafić pomnik.

Nic z fantastycznych teorii się nie potwierdza. Teren pod nasz monument ma być poddany rewitalizacji. To ważne, bo oznacza, że koszty w zasadzie pokryje miasto. Teren przechodzi na 99 lat w wieczystą dzierżawę dla Polaków. Nie ma mowy o żadnym fetorze ani „ujściu ścieków”. Widoczny na „sensacyjnych” fotografiach właz do kanału nijak ma się do twierdzeń o rzekomym upokorzeniu Polaków

- wykazuje i konstatuje, że zawsze "można wierzyć trollom i pieniaczom, a także tym, którzy są wyraźnie zasmuceni, że nie da się sprawy ciągnąć przez długie tygodnie". I oczywiście "tym, którzy w uniesieniu rozrywają szaty (na Twitterze) i ”mimochodem” przypominając, że burmistrz Fulop ma żydowskie korzenie (a Katyń to żydowska robota – wiadomo)".