Dramat dziennikarki TVN. Chciała zabłysnąć, została oskarżona o... fake newsy!

/ fot. YouTube

  

Reprezentująca TVN Karolina Korwin-Piotrowska od kilku dni z dumą lansuje się w mediach społecznościowych jako "jedyna" rzetelna dziennikarka relacjonująca festiwal w Cannes. Problem w tym, że prezenterka prowadzi swoje sprawozdania z... Polski. Po tym, jak ten fakt wytknął jej pisarz Jakub Żulczyk, w sieci rozpętała się prawdziwa pyskówka. Tego nie można przegapić!

Wszystko zaczęło się od jakże niewinnego wpisu Karoliny Korwin-Piotrowskiej na Instagramie, gdzie dziennikarka pochwaliła się wiadomością od fanki dziękującej jej za "rzetelną" relację z festiwalu w Cannes:

Rzeczywiście, w ciągu ostatnich dni instagramowe konto Korwin-Piotrowskiej obfitowało w zdjęcia, filmiki i tzw. "insta-stories" dotyczące odbywającego się właśnie festiwalu. Dziennikarka posunęła się nawet do tego, że skrytykowała innych polskich reporterów relacjonujących imprezę:

 

Kiedy zobaczyłam, że polskie media bardziej interesuje Eurowizja, sukienka Julii Wieniawy i ślub księcia Harry'ego niż autentyczny polski sukces, pomyślałam sobie: „Ok, pobawimy się”. Wzięłam do reki telefon, ustawiłam relacje na żywo z Cannes na Facebooku, zaczęłam robić screeny z tego, jak nasi wchodzą na schody, chciałam pokazać tę atmosferę, tę radość. Byli przeszczęśliwi, było czuć wielkie emocje i dumę.

- tłumaczyła z dumą jeszcze dziś rano portalowi wirtualnemedia.pl.

To było jak w transie - screen za screenem, szybka selekcja, żeby wybrać najlepszy, otagowanie ich, po pokazie czekałam na pierwsze recenzje, bo wiedziałam, że będą. (…) Wykonałam robotę, którą powinny - tak mi się wydaje - wykonać polskie media, by świętować polski sukces. Nie miałam wątpliwości, że Pawlikowski zrobił dobry film. 

- emocjonowała się Korwin-Piotrowska.

Niestety, jej misterny plan zdemaskował pisarz Jakub Żulczyk, a dziennikarka była na tyle pewna siebie, że sama ujawniła jego zarzuty. O co chodzi? Ano o to, że Korwin-Piotrowska swoje szumne relacje prowadziła z... Polski, opierając się na materiałach innych reporterów.

To niebywałe, że jest Pani chwalona za relację z miejsca, w którym pani NIE MA. 

- zaczyna swój komentarz Żulczyk.

Ja też się cieszę, że Pawlikowski zrobił prawdopodobnie wybitny film, ale to, co Pani robi, to jakiś nowy poziom fake news [...] Gratuluję dobrego samopoczucia

- zmiażdżył dziennikarkę TVN pisarz. Korwin-Piotrowska zrobiła screena jego wypowiedzi i licząc na wsparcie fanów, wstawiła na Instagrama z jakże wymownym komentarzem "Kocham Polskę, dobranoc".

 

Na reakcję internautów i kolegów po fachu długo nie trzeba było czekać. Cóż, dziennikarka najwyraźniej się przeliczyła, bo zamiast wsparcia fanów i fanek zaliczyła... kolejny kubeł zimnej wody. Ajj, to musiało zaboleć!

Trudno się z Żulczykiem nie zgodzić. A ta "Polska", o której Karolino piszesz, widać w komentarzach Twoich obserwatorów, tfu, fanów, jak ich nazywasz. "Dupek", "co on zażywa", "zwariował", "żal d**ę ściska". I to wszystko za fakt, że się tylko z Tobą nie zgadza i kulturalnie to wyraził wprost

- napisał w odpowiedzi Piotrowskiej Patryk Chilewicz, redaktor naczelny prześmiewczego portalu "Vogule Poland".

Nie będę dyskutować z Tobą, bo zostanę od razu posądzona o homofobię

- wdała się w pyskówkę Korwin-Piotrowska, nawiązując do orientacji seksualnej Chilewicza.

Za brak argumentów raczej o coś innego... Nie przeszkadzam w dalszym robieniu screenów czyjejś pracy!

- uciął brutalnie Chilewicz.

"Niestety", nie zabrakło również słów krytyki ze strony "zwykłych" internautów:

Niestety, Żulczyk ma rację [...] to, co obecnie Pani robi już w tym momencie, to zwykły lans i chyba trochę zbyt duża ekscytacja tym, że ktoś Pani podziękował

- pisze użytkowniczka Instagrama.

 

Kocham Polskę #fakenews Dobranoc

Post udostępniony przez karolina korwin piotrowska (@karolinakp)

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Jak aferę pokazały media totalnych. Dorota Kania o podwójnych standardach

Zdjęcie ilustracyjne / Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

  

Od kilku dni obserwujemy akcję specjalną, która ma na celu skompromitować PiS, doprowadzić do dymisji ministra sprawiedliwości i wykluczyć z debaty publicznej konserwatywnych dziennikarzy . Przy sprawie „małej Emi” - czyli pani Emilii, która zajmowała się hejetem środowiska sędziowskiego w Internecie, po raz kolejny wyszły na światło dziennie podwójne standardy , którymi kierują się media wpierające „totalnych”.

Mimo, że sprawa dotyczy zdymisjowanego już wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka, telewizja TVN & consortes zajęli się tematem z takim zacięciem, jakby w kraju doszło do puczu, za którym miałby sam stać minister sprawiedliwości i wpierające go media.

„Gorące newsy”

W tej sprawie przekroczono kolejną granicę przyzwoitości i manipulacji: po publikacji Onetu w TVN „odpalono” wydanie specjalne, uruchomiono takie środki, jak by co najmniej wybuchła wojna, stała się jakaś wielka narodowa katastrofa czy tragedia, z dziesiątkami czy setkami ofiar (wtedy właśnie zmienia się ramówkę stacji ).

Żeby nie powtarzać podanych już tysiące razy szczegółów, domniemań, pytań, stwierdzeń i oskarżeń sprawa sprowadza się do faktów, które da się streścić w dwóch zdaniach. Onet opublikował materiał o niedopuszczalnych, praktykach: o tym, że internautka Emilia, zmagająca się notabene z dwoma poważnymi uzależnieniami - hejtowała kilku sędziów, o czym informowała wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka na zamkniętym forum internetowym.

Po błyskawicznej decyzji Zbigniewa Ziobro Łukasz Piebiak już wiceministrem nie jest, dotychczasowe stanowisko stracił też inny sędzia korespondujący z internautką.

Mimo tych działań w mediach sprzyjających totalnej opozycji pojawiły się materiały o tym, że „za wszystkim stał Ziobro”; sondaże – „czy Ziobro powinien podać się do dymisji”; felietony – jak to Ziobro psuje praworządność i uruchamia „fabryki trolli”? Skąd ta pewność co do „winnego”, skoro jego nazwisko czy imię nie pada choćby raz w „licznych materiałach ujawnionej afery”; skoro nie ma żadnej fabryki – bo co to i za fabryka, jedna internautka, to raczej „jednoosobowa działalność hejterska”, jeśli trzymać się szczegółów? Skąd w Onecie, TVN, „Gazecie Wyborczej” wiedzą, że winien jest minister? Przecież jest bardzo czytelne, że tak naprawdę chodzi o doprowadzenie do dymisji znienawidzonego przez opozycję ministra.

Natychmiastowe śledztwo

Prokuratura prowadzi już w tej sprawie śledztwo. Rzecznik rządu Piotr Müller powiedział wyraźnie, że „premier podjął decyzję o przyjęciu dymisji wice-ministra Piebiaka; w sensie politycznym ta odpowiedzialność już została poniesiona, w sensie dyscyplinarnym czy karnym te sprawy są oczywiście do rozstrzygnięcia; premier jest w stałym kontakcie z ministrem Zbigniewem Ziobro, podobnie jak jest w kontakcie z innymi ministrami”. Rzecznik dopowiedział też bardzo znamienne słowa: „Wiem, że niektórzy by chcieli, żeby wokół tej sytuacji zrobić sytuację nadzwyczajną”.

Ośmiorniczki pod dywanem

Przypomnijmy, jak zachowywały się media, które teraz przypuściły szturm na prawicowe środowisko. Klasyką jest już podejście do sprawy afery podsłuchowej w warszawskich restauracjach. Gdy ujawniono kompromitujące rozmowy podczas drogich kolacji ( za które często płacili pieniędzmi z budżetu) czołowych polityków w rządu PO-PSL i biznesmenów, wpierające ich media chciały narzucić narracje o „nielegalnym nagrywaniu prywatnych rozmów”, chociaż te rozmowy często dotyczyły bardzo ważnych dla państwa spraw. I chociaż ze stenogramów wynikało, że w niektórych przypadkach zachodzi podejrzenie korupcji, podległa PO-PSL prokuratura nie uznała, że do takiego przestępstwa doszło.

Atak na dziennikarzy

Główne ostrze zostało skierowane przeciwko dziennikarzom związanym z TVP, która najchętniej zostałaby zlikwidowana przez przeciwników obecnej władzy. Nic dziwnego – przekaz publicznej telewizji dociera do milionów Polaków i jest prawdziwą odtrutką na kłamstwa sączone z TVN i telewizji internetowych ( Agora, Onet itd.) związanych z opozycją.

Teraz media „totalnych” przypuściły atak na dziennikarzy ( Michał Adamczyk, Wojciech Biedroń, Michał Rachoń, Przemysław Wenerski), zrzucając im kontakty z „Małą Emi”.

Pusty śmiech ogarnia, gdy czyta się zarzuty kierowane pod ich adresem: do Michała Adamczyka, że zapyta wskazaną osobę, czy można udostępnić jej kontakt? Do Przemysława Wenerskiego, że jest zainteresowany nadużyciami w środowisku sędziowskim? Do Wojciecha Biedronia, że korzysta z informatora? Przecież to jest przysłowiowy kabaret.

Atakach portalu „Press” i „Gazety Wyborczej” na Michała Rachonia w rzeczywistości pokazał, jak powinno wyglądać prawdziwe dziennikarstwo: sprawdzanie informacji w kilku źródłach i dopiero o uzyskaniu potwierdzenia następuje jej upublicznienie. Jest to bardzo wyraźnie napisane w korespondencji, która opublikował „Press”.

Także w przypadku ataków na dziennikarzy wyszły na jaw podwójne standardy. Przypomnijmy, że np. Joanna Komolka w TVN 24 „ujawniając” rozmowę pilotów TU 154 M („ jak nie wyląduję to mnie zabije”) korzystała z wirtualnego źródła informacji ze wskazaniem, że jego korzenie są zza wschodnia granicą. Podobnie było w przypadku publikacji Wojciecha Czuchnowskiego i Agnieszki Kublik na temat rzekomej kłótni kpt Protasiuka z gen. Błasikiem do Smoleńska.

Kolejna kompromitacja mediów sprzyjających totalnej opozycji dotyczy taśm na taśm rzekomej afery z wybudowaniem wieżowców przy ul Srebrnej – tu z kolei (podobnie zresztą jak przy innych tego typu „aferach”) pojawia się mec. Roman Gierych, stały komentator wspomnianych wyżej mediów. Z afery nic nie wyszło a cała sprawa ( po raz kolejny) skompromitowała „Gazetę Wyborczą”, Agnieszkę Kublik, Wojciecha Czuchnowskiego i Jarosława Kurskiego.

Niewykluczone, że przed wyborami będą kolejne „gorące newsy” uderzające w konserwatywne środowisko  mediów związanych z totalną opozycją. Trzeba pamiętać, że celem jest skompromitowanie za wszelką cenę - za pomocą insynuacji, pomówień i kłamstw – znienawidzonych polityków i dziennikarzy a w konsekwencji odsunięcie Zjednoczonej Prawicy od władzy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl