Kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Gdańska Kacper Płażyński, syn zmarłego tragicznie w katastrofie pod Smoleńskiem Macieja Płażyńskiego, pytany dziś w radiowej Jedynce o tzw. "układ gdański", stwierdził, że chciałby, aby o Gdańsku mówiło się w innym kontekście.

- Nie jestem zaskoczony, że całą Polskę rozpala ten temat, bo to politycy powinni dawać przykład obywatelom, mieszkańcom, jak żyć transparentnie, uczciwie. W Gdańsku mamy swojego rodzaju tego zaprzeczenie, co wpływa na jakość życia samych mieszkańców

 - ocenił Kacper Płażyński.

Podkreślił, że chciałby, aby Gdańsk był znany z jego "setek lat pięknej historii królewskiego miasta portowego".

- Żeby ten atut położenia nad Wisłą, nad morzem, został przywrócony, dostrzeżony, żeby port gdański, polskie, gdańskie stocznie, turystyka, żeby to opierało się przede wszystkim o dostęp do wody, co świetnie koresponduje z dzisiejszą polityką rządu, który chce z jednej strony budować port centralny (CPK), z drugiej strony port centralny w porcie gdańskim

 - mówił Płażyński.

Zwrócił uwagę, że są to "ogromne inwestycje, które mają kosztować nawet 30 mld złotych". Dlatego - w jego ocenie - "w Gdańsku potrzebny jest prezydent, który będzie w stanie rozmawiać z tym rządem na partnerskich zasadach".

Na uwagę, że mimo kłopotów z prawem Adamowicz (oskarżony o podanie nieprawdziwych danych w oświadczeniach majątkowych) wciąż jest w Gdańsku bardzo popularny, Kacper Płażyński stwierdził:

- Jaki jest koń każdy widzi. Nie chcę się pastwić nad sytuacją obecnego prezydenta, sam sobie zasłużył. Ważne jest, że ta sytuacja (...) dotyczy codziennego życia każdego z mieszkańców, bo ta nierówność, promowanie pewnych przedsiębiorców kosztem drugich, przekłada się na codzienność mieszkańców Gdańska.

W ocenie Płażyńskiego, "na pewno jest wielu beneficjentów tego, jak wygląda sytuacja polityczno-gospodarcza w Gdańsku".

- Ale nie zgodzę się, że (Adamowicz) ma szerokie poparcie, co wynika wprost z frekwencji wyborczej. To znaczy w ostatnich wyborach w drugiej turze do urn poszło tylko 36 proc. mieszkańców Gdańska, to jest 4 proc. mniej niż średnia krajowa. To znaczy, że prezydent wcale tak szerokiego poparcia nie ma, biorąc pod uwagę, że 60 proc z nich zagłosowało na niego, a wielu z nich nie (zagłosowało) z jakąś szczególną ochotą

 - ocenił Płażyński.