Szybko pojawiły się komentarze: "Jak w 17. republice CCCP", "Błękitna czapka NKWDzisty razi szczególnie".

Dziś jednak o "Dniu Zwycięstwa" przypomniał także w TVN Andrzej Sołtysik:

Święto 9 maja obchodzone było hucznie w Związku Sowieckim i krajach bloku socjalistycznego. Po upadku Sojuza w wielu krajach Europy Środkowo-Wschodniej obchody Dnia Zwycięstwa nieco straciły na znaczeniu. 

Kluczowe znaczenie dla świętowania Dnia Zwycięstwa ma jednak data. Niemcy podpisali akt kapitulacji, który wszedł w życie 8 maja, o godzinie 23.01 czasu środkowoeuropejskiego. Ceremonia (powtórzona) podpisania aktu kapitulacji odbyła się już zatem po północy czasu moskiewskiego, a więc już 9 maja. Przez tę rozbieżność, kraje Zachodniej Europy świętowały zakończenie II wojny światowej na kontynencie 8 maja, zaś Sowieci i kraje bloku wschodniego - 9 maja.

Polski Sejm dopiero w 2015 r. przyjął ustawę o Narodowym Dniu Zwycięstwa obchodzonym 8 maja, znosząc Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności 9 maja.

Polakom o jakimkolwiek "zwycięstwie" w kontekście 8 czy 9 maja mówić jednak trudno. Trudno też mówić, że dla Polaków ta wojna jednoznacznie skończyła się. Kraj znalazł się pod trwającą kilkadziesiąt lat sowiecką okupacją, a tysiące żołnierzy postanowiło podjąć walkę z nowym, czerwonym najeźdźcą, który ubrał się w szaty "oswobodziciela".