Legia dotychczas 18 razy zdobyła Puchar Polski, co jest rekordem rozgrywek. Arka triumfowała dwukrotnie – m.in. w ubiegłym roku, gdy niespodziewanie pokonała Lecha Poznań po dogrywce 2:1. W finale PP oba zespoły zmierzą się jednak po raz pierwszy.

Drużyny z Warszawy i Gdyni przystąpią do meczu w innych nastrojach. Legioniści wygrali trzy ostatnie mecze, w tym dwa w lidze.

Po ostatnich zwycięstwach atmosfera w zespole jest świetna, co oczywiście pomaga w przygotowaniu się do meczu. Wiemy jednak, że Arka to zespół pucharowy. Jest w stanie wygrać z każdym, potrafi skoncentrować się na jeden mecz

– podkreślił chorwacki szkoleniowiec Legii Dean Klafuric.

Tymczasem piłkarze Arki przegrali aż pięć z sześciu ostatnich spotkań, z czego cztery z rzędu w ekstraklasie.

Każdy mecz jest inny. Przegraliśmy cztery mecze w lidze, ale rok temu przed finałem byliśmy osiem czy dziewięć meczów bez zwycięstwa, w tym bodaj po sześciu porażkach, a jednak potrafiliśmy pokonać Lecha. Finał Pucharu Polski to nowy rozdział. Zobaczymy inną Arkę, będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony

– zapewnił trener gdynian Leszek Ojrzyński.

Zwycięzca w finale otrzyma milion złotych, a pokonany – 200 tysięcy. Do tego dochodzą jeszcze premie za przejście poprzednich rund.

Spotkanie poprowadzi Piotr Lasyk, który – po wniosku prezesa PZPN Zbigniewa Bońka do Polskiego Kolegium Sędziów - zastąpił wyznaczonego wcześniej do tej roli Bartosza Frankowskiego.

Zgodnie z przeprowadzonym w kwietniu losowaniem, gospodarzem finału będzie Arka, co ma znacznie np. przy wyborze strojów oraz szatni.

Tradycyjnie fani obu drużyn usiądą na trybunach za bramkami, ale większość kibiców z innych stref będzie trzymała kciuki za Legię. Szacuje się, że sympatyków drużyny Klafurica będzie tego dnia ok. 30 tysięcy, czyli około trzy razy więcej niż fanów Arki.