W poniedziałek Sąd Najwyższy w Wielkiej Brytanii podtrzymał decyzję o odłączeniu przebywającego od 2016 r. w liverpoolskiej klinice Alder Hey dwuletniego Alfiego Evansa od medycznej aparatury podtrzymującej życie. Alfie cierpi na ciężką niezdiagnozowaną chorobę mózgu, a zajmujący się nim lekarze byli zdania, że bez respiratora chłopiec nie byłby w stanie przeżyć kilku minut. Tymczasem mija już trzecia doba od odłączenia Alfiego od aparatury, a chłopiec wciąż żyje. 

Gotowość do przyjęcia i dalszego leczenia chłopca wyraziła już wcześniej watykańska klinika Bambino Gesu. Dwulatkowi przyznano również włoskie obywatelstwo, co stanowiłoby duże ułatwienie w kwestii procedur. We wtorek wieczorem sędzia Wysokiego Trybunału w Manchesterze odrzucił jednak wniosek rodziców dziecka o przewiezienie go do Bambino Gesu w Rzymie. Przedstawiciele szpitala argumentowali, że to byłoby możliwe najwcześniej za kilka dni, a "w obecnej atmosferze wrogości wobec szpitala może być wręcz niemożliwe".

Wczoraj sąd apelacyjny negatywnie rozpatrzył odwołanie rodziców Alfiego od wtorkowej decyzji sądu. 

Portal niezalezna.pl dotarł do opinii osób, które doskonale znają realia brytyjskiej służby zdrowia. Dziwi ich tak mocny i niezrozumiały upór, aby chłopiec nie trafił do Włoch. Dlaczego? Nie wykluczają, że już wcześniej zapadła decyzja - po śmierci chłopca jego organy zostaną przeznaczona do przeszczepów.

W Polsce prawo dokładnie stanowi kryteria opisania "śmierci mózgowej" - sytuacji, w której nieodwracalnie ustały funkcje mózgu, ale wciąż pracuje serce (wspierane przez aparaturę medyczną). Taki stan, zdiagnozowany szczegółowo przez lekarską komisję, pozwala na zaprzestanie leczenia i możliwość pobrania od pacjenta zdrowych organów. 

W wypadku Alfiego Evansa nie ma mowy o śmierci mózgowej, a o ciężkim postępującym uszkodzeniu tkanki mózgowej, którego skutków - według lekarzy zajmujących się chłopcem - nie da się cofnąć. Jak twierdzi nasze źródło, istnieje możliwość, że organy Alfiego Evansa "zostały już przeznaczone do transplantacji". Zaznacza, że może to być przyczyną konsekwentnych decyzji sądu, nie pozwalających na wyjazd chłopca z Wielkiej Brytanii. 

Czy aż taki makabryczny cynizm byłby możliwy?

Szpital Alder Hey, w którym wciąż przebywa dwuletni Alfie Evans, cieszy się złą sławą w tej materii. Jak informuje "Gość Niedzielny", na przełomie lat 80. i 90. pobrano bez zgody rodziców i przechowywano w klinice organy ok. 850 zmarłych niemowląt. Według opublikowanego w 2001 r. raportu, nielegalne pobieranie organów od dzieci zmarłych w klinice Alder Hey miał zlecać holenderski patolog, Dick Van Velzen. Ujawniono również proceder sprzedaży organów firmom farmaceutycznym. W późniejszym czasie pojawiały się liczne doniesienia medialne o innych kontrowersyjnych sytuacjach w klinice w Liverpoolu.