Okupowali biuro Jakiego. Sąd sprawę umorzył

/ Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Sąd Rejonowy w Opolu dziś umorzył postępowanie przeciwko grupie osób, które były obwinione o bezprawne zakłócanie pracy biura posła Patryka Jakiego (PiS). Postanowienie jest nieprawomocne.

Do zdarzenia doszło 30 listopada 2016 roku. Grupa przeciwników powiększenia miasta Opole o sąsiadujące ze stolicą regionu sołectwa przyszła do biura poselskiego wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego. Pracownikowi biura zapowiedzieli, że chcą spotkać się z wiceministrem, by porozmawiać z nim o negatywnych skutkach związanych z pomniejszeniem ich gmin. Niektórzy z niezapowiedzianych interesantów byli ubrani w koszulki z logo Prawa i Sprawiedliwości i przedstawili się jako wyborcy tej partii, którzy chcieli rozmawiać ze swoim przedstawicielem w Sejmie.

Przeciwnicy powiększenia Opola domagali się od pracownika biura, by ten wyznaczył im termin spotkania z posłem. Dyrektor biura poselskiego, której zdaniem pobyt tak dużej grupy osób uniemożliwiał pracę, wezwała policję. Funkcjonariusze wyprowadzili protestujących z pomieszczeń zajmowanych przez parlamentarzystę. Do spotkania protestujących z posłem nie doszło. Wniosek o ukaranie przeciwko 9 obwinionym, wśród których był m.in. rzecznik opolskich struktur Partii Razem, do sądu skierowała komenda miejska policji w Opolu. Wniosek o włączenie w charakterze oskarżyciela posiłkowego złożył także pełnomocnik posła, jednak ze względu na przekroczenie ustawowych terminów, został on oddalony przez sąd.

Dziś sędzia Zdzisław Niklasiński wydał postanowienie, zgodnie z którym postępowanie zostało umorzone, gdyż sąd nie dopatrzył się w postępowaniu obwinionych cech czynów zabronionych opisanych w kodeksie wykroczeń.

Część osób przyszła do biura chcąc powziąć wiedzę od posła na temat ich przyszłości zawodowej wobec obaw przed utratą pracy, która miała zostać spowodowana rozszerzeniem granic miasta Opole, zaś pozostała grupa motywowała swoją obecność potrzebą wysłuchania przez posła wobec wcześniej nie zrealizowanych spotkań

- wyjaśniał sędzia.

Zdaniem sądu, obwinieni mieli prawo i powód, by spotkać się z posłem, a ich emocjonalne zachowanie wywołane m.in. obawą przed utratą pracy nie może być uznane za wybryk, co zarzucał im oskarżyciel. Sąd uznał także, że nie ma dowodów, aby ich pobyt uniemożliwiał działanie biura poselskiego.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalena.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Zatrważający odsetek deklarujących chęć sprzedania głosu. Socjologowie wskazują na... niski wynik

/ pixabay.com/@janeb13

  

Z opublikowanego we wtorek sondażu Filii Gallupa wynika, że „11 proc. ankietowanych dorosłych obywateli Bułgarii jest gotowych sprzedać swój głos w nadchodzących w niedzielę wyborach samorządowych”. Socjologowie zgodnie wskazują, że to względnie niski odsetek.

81 proc. ankietowanych twierdzi, że nigdy nie sprzedałoby głosu, a 8 proc. nie jest w stanie zdecydować. 

Wśród tych, którzy z pewnością udadzą się na wybory, odsetek przyznających się do gotowości sprzedaży głosu wynosi jedną dziesiątą. Spekulacją jest szacowanie, ilu w rzeczywistości jest gotowych głosować za pieniądze lub pod przymusem, gdyż nie wszyscy przyznają się do tego

- wynika z badania.

Najwyższy odsetek osób deklarujących gotowość do sprzedaży głosu występuje w najuboższych grupach ludności, w tym wśród Romów, którzy stanowią według szacunków ok. 20 proc. ludności Bułgarii.

W środowisku romskim gotowość do sprzedaży głosu wynosi ok. 40 proc. Według autorów badania gotowość ta najwyższa jest wśród młodych i, jak wskazują socjolodzy, wynika z sytuacji demograficznej i coraz silniejszej gettoizacji Romów.

Innym czynnikiem zniekształcającym wyniki wyborów jest głosowanie pod przymusem. Odnotowano je w małych miejscowościach z jednym przeważającym pracodawcą, niezależnie czy jest to przedsiębiorstwo prywatne czy samorządowe. W ostatnich latach sygnalizowano wiele przypadków, kiedy miejscowej ludności grożono zamknięciem zakładu lub niewypłaceniem pensji za „nieprawidłowe” wyniki wyborów.

Cena głosu w obecnych wyborach według Gallupa wynosi 150-200 lewów (75-100 euro). Minimalna płaca w Bułgarii obecnie to 510 lewów (255 euro).

Zjawisko kupowania głosów pojawiło się w Bułgarii zaraz po transformacji politycznej z 1989 r. Objęło romskie dzielnice i małe miejscowości. Na początku rozdawano tam żywność, a później pieniądze. W niektórych dzielnicach romskich masowo umarzano rachunki za prąd. W środowiskach romskich pojawili się tzw. dealerzy, sterujący głosowaniem. Trudno powiedzieć, czy z dużych sił politycznych są takie, które nie korzystałyby z tej praktyki.

Kilka lat temu parlament zmienił kodeks karny i wprowadził penalizację sprzedaży i kupna głosu. Obecnie każdy spot wyborczy w radiu i telewizji obowiązkowo powinien kończyć się sformułowaniem: „Kupno i sprzedaż głosu są przestępstwami”. Według socjologów w pewnym stopniu ograniczyło to skalę zjawiska, ale jest ono dalekie od zniknięcia.

Sondaż przeprowadzono wśród 796 pełnoletnich obywateli w okresie od 4 do 11 października. Głosować na określonego kandydata za pieniądze praktycznie jest gotowych ok. 600 tys. z 5,5 mln obywateli uprawnionych do głosowania.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl