Donald Tusk został wezwany do Sądu Okręgowego w Warszawie jako świadek w procesie szefa jego kancelarii Tomasza Arabskiego i czwórki innych urzędników ekipy PO-PSL oskarżonych o zaniedbania w organizacji wizyt z 7 i 10 kwietnia 2010 r.

Gdy na korytarzu sądowym pojawiał się Tusk, grupa skandowała: „Donald! Donald!” Choć było ich niewielu, robili duży hałas i wywoływali tumult swoim zachowaniem.

Wśród sympatyków Tuska, którzy przyszli wesprzeć "Króla Europy", oprócz kolegów z PO był dawny lider KOD Mateusz Kijowski. Agresywni obrońcy Tuska rzucali przekleństwa, lżyli swoich adwersarzy. Były też groźby pobicia rzucane wobec krytyków Tuska.

„Mówię ci spierd…j! Spieprz…j!” – krzyczała jedna z grupy kobiet, które wyzywały kilku krytyków byłego szefa rządu. Kobiety wpadły w prawdziwą irytację, gdy jedna z dziennikarek użyła słowa zamach.

Jest zamach! Tak ma pani rację! Jest zamach na nasze pieniądze, na Polaków, na Polskę! To jest kur…a zamach! (…) - Okradacie nas, na nagrody dla siebie macie, dla Rydzyka pieniądze macie! – krzyczała jedna z kobiet. – Hańba

– krzyczeli inni zwolennicy szefa rządu PO-PSL.

Do mężczyzny, który zwracał uwagę, że krzyczące osoby nie posługują się „językiem miłości” rzuciła się jedna z sympatyczek Tuska wymachując swoją kulą. – Zamknij się! Zaraz cię zdzielę tym! – krzyczała podnosząc swoją kulę. Nie mogła się uspokoić i powtarzała: „Zaraz go uderzę!” Podeszła i szarpnęła mężczyznę.

Nerwową reakcję wywołało pytanie naszego dziennikarza skierowane do jednej z aktywniejszych uczestniczek manifestacji poparcia - „skąd wiedzą, że to nie był zamach, skoro nawet Rosja nie skończyła swojego śledztwa”.

Kurna! Nie, idziemy stąd! To sekta!

– rzuciła kobieta.