Bardzo lubię prędkość i działające na mnie przeciążenia, ale najbardziej to uczucie, kiedy swoimi umiejętnościami poskramia się maszynę, wytrzymuje przeciążenia. Im bliżej granicy, tym trudniej o to. Gdy wszystkie elementy złożą się na udany przejazd, daje to naprawdę mnóstwo frajdy.

- mówi Maciej Kot w rozmowie z Polską Agencją Prasową. 

Jak twierdzi 27-letni skoczek, sporty motorowe mają wiele wspólnego ze skokami narciarskimi. Chodzi m.in. o prędkość, a także adrenalinę towarzyszącą zawodnikom. Adam Małysz po zakończeniu kariery skoczka przesiadł się do auta rajdowego, a czy podobne plany ma również Maciej Kot?

Na razie priorytetem zdecydowanie są skoki. Na nich skupiam się w stu procentach i niczego innego nie planuję. Nie wiem, ile jeszcze potrwa moja kariera. Sport bywa nieprzewidywalny. Nie da się też ukryć, że w motorsporcie olbrzymią rolę odgrywają pieniądze. Czasem trzeba też mieć trochę szczęścia. Może przyjdzie jakaś firma i powie: "Maciek, mamy auto dla ciebie. Ścigaj się przez cały sezon". Po zakończeniu kariery na pewno z radością przyjąłbym taką propozycję. Podejrzewam jednak, że gdybym miał na to wyłożyć własne, ciężko zarobione na skoczni pieniądze, to raczej bym się nie zdecydował, bo to są naprawdę olbrzymie sumy. Na razie zatem nadal będę jeździł dla własnej przyjemności i nie wiążę z tym zawodowej przyszłości, ale "nigdy nie mów nigdy"...

Maciej Kot w niedawno zakończonym sezonie narciarskim, zdobył brązowy medal Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu w konkursie drużynowym. W konkursach Pucharu Świata wystąpił 21 razy, zdobył 261 punktów i zajął 21. miejsce w klasyfikacji generalnej tego cyklu.