Dziennikarski Pulitzer za ujawnienie seks-skandalu w Hollywood! Nagrodę otrzymała również urodzona w Bytomiu Martyna Majok

Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/CC0/Engin_Akyurt

  

Gazety "New York Times" i "The New Yorker" otrzymały Nagrodę Pulitzera w kategorii Służba Publiczna za publikację dotyczącą hollywoodzkiego producenta filmowego Harvey'a Weinsteina, oskarżanego o molestowanie kobiet. Nagrodę otrzymała także urodzona w Bytomiu, ale wychowana w Ameryce autorka sztuk teatralnych Martyna Majok.

Prestiżowe nagrody Pulitzera przyznawane są w USA od 1917 roku za wybitne osiągnięcia m.in. w dziennikarstwie, literaturze, teatrze i muzyce.

W poniedziałek, podczas tegorocznej ceremonii na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, troje dziennikarzy "New York Timesa" i "New Yorkera" - Jodi Kantor, Megan Twohey i Ronan Farrow - zostało wyróżnionych za artykuły, w których znalazły się relacje aktorek oskarżających wpływowego wówczas producenta filmowego Harvey'a Weinsteina o molestowanie seksualne.

Redakcje "New York Times" i "Washington Post" zostały wspólnie nagrodzone za informowanie o rosyjskiej ingerencji w wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych.

Za najlepszą sztukę teatralną - "Cost of Living" (Koszty życia) - nagrodę Pulitzera otrzymała urodzona w Bytomiu Martyna Majok. Do Ameryki przyjechała jako pięciolatka. Ukończyła wydział dramatu na Yale University i jest autorką kilkunastu sztuk. Zdobyła już wiele nagród i wyróżnień.

Sztuka "Cost of Living" opowiada m.in. o losach inwalidów, kłopotach finansowych z ubezpieczeniami i opieką zdrowotną.

Moi bohaterowie czegoś chcą, do czegoś dążą. Nie są ofiarami, nie są odpychający. Ich marzenia są wielkie, ale żyjemy w takim świecie, że otoczenie nie pozwala, żeby się spełniły. Nawet jednak, kiedy jest bardzo ciężko, nie brak nadziei. Czasem dochodzi do tragedii, ale zawsze jest gdzieś optymizm. Nie wydumany, ale ciężko zapracowany

 - mówiła Majok w styczniu 2017 roku.

Piszę sztuki polityczne, ale dbam o to, by miały osobisty charakter

 - podkreśliła.

Pisarz Andrew Sean Greer został nagrodzony za swoją powieść "Less".

W dziedzinie muzyki amerykański raper Kendrick Lamar otrzymał Pulitzera za album "Damn"

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezależna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Tego jeszcze nie było! Niemiecka dysydentka broni dekomunizacji przed... Michnikiem

Adam Michnik / Fotomag/Gazeta Polska

  

To jednak rzadki widok, by była wschodnioniemiecka dysydentka musiała bronić dekomunizacji przed… naczelnym „Gazety Wyborczej”. – Nie chcieliśmy, żeby byli agenci uczyli nasze dzieci – argumentowała Marianne Birthler. Co na to Adam Michnik? Brat byłego stalinowskiego sędziego oskarżył Jarosława Kaczyńskiego o (sic!) stalinowski język. 

Jak relacjonuje portal dw.com, Michnik i Birthler uczestniczyli dziś w Lipsku w dyskusji otwierającej zorganizowany przez niemiecką Federalną Centralę Kształcenia Politycznego cykl spotkań o zmianach politycznych w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1989-1991.

Podczas dyskusji, prowadząca ją Katharina Raabe zwróciła uwagę na „podnoszony przez środowiska prawicowe w Polsce brak lustracji po 1989 roku”.

Najpierw głos zabrał Michnik, brat Stefana Michnika, członka komunistycznego aparatu władzy, sędziego, który w czasach stalinizmu skazywał polskich bohaterów podziemia niepodległościowego. To co powiedział naczelny „Wyborczej” zdumiewa.

[polecam:https://niezalezna.pl/260313-sady-powinny-byc-niezalezne-sciganie-mnie-to-zemsta-mowi-nam-stefan-michnik]

– [Jarosław] Kaczyński posługuje się językiem stalinowskim. Kaczyński powiada jak Stalin: wraz z budownictwem socjalizmu zaostrza się walka klasowa. Opowiadanie, że w Polsce dzisiaj nieszczęścia się biorą z braku dekomunizacji, to kompletny idiotyzm. To nie komuniści dziś zagrażają

 – mówił.

Zdaniem Michnika dekomunizacja we Wschodnich Niemczech „skrzywdziła bardzo wielu ludzi”.

– Niemcy nie stały się w wyniku dekomunizacji ani lepsze, ani uczciwsze.
– stwierdził.

Michnik zakwestionował wiarygodność informacji zawartych w teczkach.

– Niemcy traktują archiwa Stasi jak Biblię.
– krytykował.

Dekomunizacji przed Michnikiem musiała bronić była wschodnioniemiecka dysydentka!

– Nie chcieliśmy, żeby byli agenci uczyli nasze dzieci
– protestowała Birthler.

– Teczki Stasi nie były piramidalnym kłamstwem, lecz były najważniejszych narzędziem pracy służb bezpieczeństwa. W ich interesie było rzetelne gromadzenie informacji. Są ważnym źródłem informacji, jeżeli podchodzi się do nich krytycznie

wyjaśniła.

Podkreśliła, że dzięki dokumentom wielu niesłusznie podejrzewanych o współpracę mogło oczyścić się z zarzutów. Birthler kierowała w latach 2000-2011 tzw. Urzędem Gaucka przechowującym archiwa byłej służby bezpieczeństwa NRD – Stasi.

Co na to Michnik? Przeszedł do zastanawiania się „nad przyczynami sukcesów ruchów populistycznych”. Stwierdził, że rządy po 1989 roku popełniły błąd polegający na „zapatrzeniu się w potrzebę modernizacji”, co doprowadziło do „zgubienia ludzi, którzy nie znaleźli sobie miejsca w tym autobusie”.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, dw.com,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl