Hipokryzja w UE. Wolno było Tuskowi i Merkel, ale europosłom z PiS już nie?

/ Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

Olga Alehno

Szefowa działu „świat” w „Gazecie Polskiej Codziennie”. W tygodniku „Gazeta Polska” kieruje działem „Światowa prasa o Polsce”.

Kontakt z autorem

  

Gdy pani kanclerz Angela Merkel spotyka się z prezydentem Ilhamem Alijewym trzy razy, omawiając niemieckie interesy gospodarcze, to jest wszystko w porządku. (…) Ale gdy polscy politycy z obozu władzy spotkają się z Alijewym, to „jest to godne piekła i totalnego potępienia” – komentuje wzburzenie niektórych polityków PE po udziale m.in. polskich europosłów w misji obserwacyjnej w Azerbejdżanie europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

Dziś przedstawiciele Zespołu ds. Wspierania Demokracji i Koordynacji Wyborów PE (DEG) wykluczyli trzech europosłów EKR - Ryszarda Czarneckiego i Kosmę Złotowskiego i Brytyjczyka Davida Campbella Bannermana, ze wszystkich przyszłych misji obserwacyjnych wyborów z ramienia PE do końca obecnej kadencji. Zaznaczono przy tym, że „decyzja ma charakter natychmiastowy”. Co wywołało furię eurourzędników?

Trzecia do wielkości grupa polityczna w Parlamencie Europejskim, czyli Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR), wysłali misję obserwacyjną na wybory prezydenckie w Azerbejdżanie 11 kwietnia

- wyjaśnia b. wiceprzewodniczący PE Ryszard Czarnecki. Sam DEG nie wysłał w imieniu PE misji do tego kraju.

CZYTAJ WIĘCEJ: Europosłowie PiS wykluczeni z misji obserwacyjnych. "To przykład podwójnych standardów"

Uważaliśmy, że odwracanie się przez PE czy UE plecami do krajów obszaru postsowieckiego, a w tym wypadku Kaukazu Południowego, czyli Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu, jest błędem bo wpycha to te kraje w łapy Rosji. I zresztą nie ma co ukrywać, że dla nas bardzo ważna jest polityka, którą prowadził śp. prezydent RP Lech Kaczyński, który bywał w Azerbejdżanie, który przyjmował prezydenta Alijewa. Gdzie były wspólne wizje nie tylko polsko-azerskie, ale także polsko-azersko-gruzińsko-ukraińskie w sprawach energetycznych

- mówi europoseł PiS.

Tymczasem właśnie za udział w tej misji otrzymaliśmy podpisany przez niemieckiego przewodniczącego komisji spraw zagranicznych i brytyjską przewodniczącą podkomisji praw człowieka zakaz udziału w misjach obserwacyjnych do końca kadencji, czyli do przyszłego roku

- mówi Czarnecki. Jak podkreśla, jest to „bardzo charakterystyczny przykład hipokryzji unijnej”:

Bo gdy Donald Tusk po tych wyborach wysyła do prezydenta Alijewa gratulacje, to jest wszystko dobrze. Jeżeli pani Mogherini, szefowa europejskiej dyplomacji spotyka się z Alijewym trzykrotnie, w tym ostatni raz w lutym tego roku, to wszystko jest ok. Gdy pani kanclerz Merkel spotyka się z Alijewym trzy razy, omawiając niemieckie interesy gospodarcze, to jest wszystko w porządku. Gdy komisarz ds. rozszerzenia UE Hahn spotyka się dwa razy z prezydentem Azerbejdżanu, to też jest w porządku. Gdy były premier Włoch Renzi się spotyka, to wszystko jest w porządku. Gdy przewodniczący KE Juncker spotyka się dwukrotnie, wszystko jest w porządku. Ale gdy polscy politycy z obozu władzy spotkają się z Alijewym, to jest to godne piekła i totalnego potępienia. To jest przykład totalnej unijnej hipokryzji. Zresztą to kolejny taki przykład

- podkreśla europolityk.

Oczywiście, moje nazwisko jest pewną płachtą na byka dla pewnych środowisk w PE, które nie lubią polskiego rządu, czy chcą, żeby w Polsce były inne władze wygodniejsze dla nich. Czy po prostu Polski nie znoszą. To na pewno. Ale tutaj chodzi tak naprawdę o pytanie polityczne. Czy my mamy utrzymywać relacje z krajami postsowieckimi, czy też bojkotować je i wtedy umożliwić na przykład Niemcom pełnienie roli pośrednika między Europą, Unią Europejską, a krajami takimi jak Azerbejdżan, Armenia, Gruzja, czy kraje Azji Środkowej, takimi jak Kazachstan?

- tłumaczy sedno problemu Ryszard Czarnecki.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Niemcy kłócą się z USA ws. Nord Stream 2. „Nikt nam nie przeszkodzi”

/ fdecomite CC BY 2.0

  

Niemiecki socjaldemokratyczny minister spraw zagranicznych Heiko Maas oświadczył dziś, że nawet ewentualne sankcje USA nie wstrzymają zbudowania gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku.

- Nikt nie przeszkodzi - powiedział Maas uczestnicząc w politycznym forum dyskusyjnym agencji dpa. Karne posunięcia Stanów Zjednoczonych mogą wprawdzie skłonić niektórych udziałowców tego przedsięwzięcia, w tym koncerny niemieckie, do wycofania się, ale nie doprowadzą do fiaska całego projektu - zaznaczył. Dodał, że wtedy Rosja urzeczywistniłaby go sama i nie miałoby się już wtedy żadnego wpływu na kontynuowanie tranzytu gazu przez Ukrainę.

Jak wskazał Maas, negocjacje w sprawie ukraińskiego tranzytu prowadzone są obecnie z udziałem Unii Europejskiej. - Wszystko to obróciłoby się wniwecz, gdyby wprowadzono sankcje, a ten gazociąg zostałby potem zbudowany przez samych Rosjan - podkreślił szef niemieckiej dyplomacji.

Rzecznik ambasady USA w Berlinie potwierdził w niedzielę, że ambasador Richard Grenell wysłał do realizujących projekt gazociągu Nord Stream 2 zachodnich koncernów list z zapowiedzią objęcia ich amerykańskimi sankcjami, jeśli nie wycofają się z tego przedsięwzięcia.

- List przypomina, że jakakolwiek firma współpracująca z rosyjskim sektorem energetycznych rurociągów eksportowych naraża się na sankcje USA z tytułu CAATSA (Ustawy o Przeciwdziałaniu Przeciwnikom Ameryki poprzez Sankcje) - oświadczył rzecznik, dodając, że budowie drugiego bałtyckiego gazociągu z Rosji do Niemiec sprzeciwiają się także inne państwa europejskie.

Odnosząc się do listu, Maas powiedział dziś, że nie jest jego zadaniem mówienie ambasadorom o tym, co im wolno, niemniej „o tym, czy (taki) sposób eksponowania siebie leży w interesie Stanów Zjednoczonych, muszą zdecydować już same Stany Zjednoczone”.

Formalnie jedynym udziałowcem spółki odpowiedzialnej za projekt Nord Stream 2 jest rosyjski Gazprom, ale podpisała ona umowy o finansowaniu tego przedsięwzięcia przez niemieckie koncerny Wintershall i Uniper oraz holendersko-brytyjski Shell, francuski Engie (dawniej GDF Suez) i austriacki OMV. Wszystkie te firmy energetyczne byłyby odbiorcami dostarczanego nowym gazociągiem surowca.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl