Redaktor naczelny portalu niezalezna.pl, który na łamach tygodnika „Gazeta Polska” publikował regularnie wyniki dziennikarskiego śledztwa dotyczącego okoliczności tragicznych wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku, wspomniał pierwszy kontakt z ekspertami, którzy wskazywali wówczas na to, że samolot nie mógł się tak po prostu rozpaść w powietrzu.

- Zgłaszali się do nas eksperci, którzy tłumaczyli, że samolot nie mógł rozpaść się w ten sposób. Wtedy bali się mówić pod nazwiskiem, nie chcieli, żebyśmy ujawniali, gdzie pracują. Nas to uderzyło, że oni tak bardzo się bali. Drugą grupę stanowili funkcjonariusze służb, którzy przekazali sporo cennych informacji. Między innymi przekazali informacje o tym, że już 11 i 12 kwietnia Rosjanie kasowali zdjęcia z telefonów i aparatów fotograficznych pasażerów tupolewa. Zastanawialiśmy się wtedy, po co mieliby kasować zdjęcia pasażerów samolotu, który uległ - jak wówczas sugerowano – zwykłej katastrofie lotniczej – zwraca uwagę Grzegorz Wierzchołowski.

Ponadto w programie „Warto Rozmawiać” redaktor naczelny portalu niezalezna.pl zwrócił uwagę na próby prowokacji podejmowane w stosunku do dziennikarzy „Gazety Polskiej” zajmujących się tematem Smoleńska. Pojawia się tam choćby wątek osoby z kręgów WSI, która próbowała wprowadzić dziennikarzy w błąd i ośmieszyć ich śledztwo oraz całe środowisko badające wówczas kwestię katastrofy.