- To przede wszystkim święta spędzane w kręgu rodziny. Wierzący chodzą w tych dniach do cerkwi, ale wielu ludzi po prostu traktuje Wielkanoc jako okazję do rodzinnego spotkania

 – mówi mieszkanka Mińska Iryna.

Wielkanocna tradycja nakłada na wiernych sporo obowiązków jeszcze w tygodniu poprzedzającym święta, począwszy od Niedzieli Palmowej, kiedy święci się palemki.

W Wielki Czwartek, zwany wśród prawosławnych Czystym, powinno się oczyścić swoją duszę, ale także ciało, dlatego wiele osób udaje się do łaźni miejskich.

- Jajka malujemy całą rodziną. Staramy się, żeby koniecznie były na nich motywy religijne, a nie "zachodnie" zajączki

 – mówiła w piątek uczestniczka rozmowy na antenie białoruskiego radia państwowego.

Nie wszyscy Białorusini tak zasadniczo podchodzą do kwestii zdobienia jaj i chętnie korzystają z naklejek termicznych z różnymi motywami, które można kupić w każdym sklepie spożywczym.

Dla tych, którzy sami nie mają czasu na kraszenie, sklepy oferują jajka ze skorupkami już ubarwionymi w skorupkach cebuli. Za symbol Wielkanocy uważa się właśnie takie czerwone jajka.

W tym roku w sklepach pojawiły się nawet gotowe jaja, już poświęcone. Wywołały one jednak u wiernych mieszane uczucia, bo – zdaniem wielu z nich – oznacza to zbytnią komercjalizację tradycji.

W Wielką Sobotę w cerkwiach odbywa się święcenie, a ściślej – błogosławienie – pokarmów. W koszykach wierni przynoszą, oprócz jajek, ciasta, babki drożdżowe, mięso, wędliny, itd.

- Można przynieść to wszystko, od czego człowiek powstrzymywał się w czasie postu, a więc, jeśli np. nie pił kawy, to może do koszyka włożyć właśnie ją

 – tłumaczył na jednym z portali prawosławny duchowny.

- Nie ma natomiast sensu wkładanie do koszyka otwartego portfela, nowej czapeczki dla wnuka, czy podręcznika z testami na prawo jazdy

 – dodał.

Tradycyjnie w Wielkanoc prawosławni Białorusini bawią się w turlanie jajek lub stukanie się nimi (zwycięża ten, kto ma „silniejsze”, czyli niepęknięte jajko).