Chodzi opisywany przez polskie i ukraińskie media incydent, do którego doszło na Cmentarzu Orląt we Lwowie. Miała tam miejsce niewielka eksplozja. Nikt nie odniósł obrażeń i nie zostały uszkodzone nagrobki. Jednocześnie dyrektor Muzeum „Cmentarz Łyczakowski” Mychajło Nahaj informował wtedy, że wybuch miał miejsce na trawniku w odległości 15 metrów od pomieszczeń gospodarczych nekropolii.

- Wygląda na to, że przez mur ktoś rzucił na trawnik niezidentyfikowany przedmiot. (...) Od siły wybuchu powstał dołek o średnicy 30 centymetrów – mówił Nahaj, cytowany przez portal internetowy Rady Miejskiej Lwowa.

Tymczasem szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy ujawnił nowe fakty w tej sprawie. Jak się okazuje zatrzymano już sprawców, a tropy w związku z całą sprawą prowadzą do Rosji.

- Niedawno rozpracowaliśmy zorganizowaną grupę, która miała działać na zlecenie z Federacji Rosyjskiej. Dokonywali oni aktów wandalizmu na obiektach narodowego i kulturowego dziedzictwa ukraińskich mniejszości narodowych w różnych regionach Ukrainy [...] W tych dniach pracownicy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy zatrzymali dwóch sprawców wybuchu na polskim Cmentarzu Orląt, który znajduje się na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, którzy podpalili także polski autobus turystyczny. Według naszych informacji akty terrorystyczne były finansowane przez otoczenie zbiegłego (do Rosji – przyp. red.) byłego prezydenta (Wiktora Janukowycza – przyp. red.) pod kuratelą rosyjskich służb specjalnych – oświadczył szef SBU Wasyl Hrycak podczas wizyty w obwodzie odeskim.

Mówiąc o podpaleniu autobusu, Hrycak poinformował, że do tego incydentu doszło 23 marca. We Lwowie palił się wtedy autobus polskiej firmy turystycznej.

Cmentarz Obrońców Lwowa, nazywany powszechnie Cmentarzem Orląt, jest autonomiczną częścią Cmentarza Łyczakowskiego. Wśród pochowanych tam prawie 3 tys. żołnierzy znaczną część stanowi polska młodzież szkół średnich i wyższych poległa w wojnach w latach 1918-1920.