Putin, sport i mdłości

Boris Johnson, szef brytyjskiej dyplomacji, powiedział, że wizja gloryfikacji Władimira Putina za pomocą mundialu 2018 w Rosji wzbudza w nim mdłości. Porównał piłkarskie mistrzostwa świata Rosja 2018 do igrzysk olimpijskich Berlin 1936. Szkoda tylko, że zachodni przywódcy i zachodnie społeczeństwa dopiero teraz, po próbie otrucia byłego rosyjskiego szpiega w Wielkiej Brytanii niezwykle niebezpieczną substancją, odczuwają mdłości.

Mało kto odczuwał mdłości, gdy Rosja dostała w 2010 r., a więc dwa lata po agresji na Gruzję, prawo organizacji tegorocznego mundialu. Już wtedy liczba ofiar rosyjskiego reżimu (wojen w Czeczenii, zabitych skrytobójczo dziennikarzy i działaczy praw człowieka) sięgała setek tysięcy.

Zachód powstrzymał swoje mdłości, gdy pojawiły się poważne oskarżenia (mediów brytyjskich oraz prokuratury szwajcarskiej i FBI), że wyborowi Rosji na gospodarza mistrzostw 2018 (i przy okazji Kataru na gospodarza mistrzostw 2022) towarzyszyła korupcja. Doszło do trzęsienia ziemi w FIFA i wymiany władz, ale ani Rosji, ani Katarowi nikt nie odebrał mundialu.

Zachód powstrzymał też odruch wymiotny, gdy w Soczi odbywały się zimowe igrzyska olimpijskie w 2014 r. Był to czas pomiędzy masakrą ok. 100 ludzi na kijowskim Majdanie a agresją rosyjską na Ukrainie. Mało kto przejmował się też doniesieniami, że igrzyska te należały do najdroższych w historii, a budowa infrastruktury wiązała się z korupcją i ludzkimi dramatami, np. wysiedlanych mieszkańców albo przedsiębiorców.

Zachód długo nie miał mdłości, gdy pod koniec 2014 r. wybuchła afera – rosyjska lekkoatletka Julia Stiepanowa i jej mąż Witalij, pracownik autoryzowanej przez światowe organizacje Rosyjskiej Agencji Antydopingowej, uciekli z ojczyzny i ujawnili niemieckiej telewizji ARD, że rosyjska „królowa sportu” i jej sukcesy opierają się na wspomaganym przez państwo dopingu. Dziś Stiepanowowie ukrywają się gdzieś w USA, najprawdopodobniej objęci programem ochrony świadków. To od nich rozpoczęła się lawina. Rosyjscy lekkoatleci, poza nielicznymi wyjątkami, od dwóch lat nie mogą startować w mistrzostwach świata i Europy oraz w igrzyskach. Większość rosyjskich przedstawicieli sportów zimowych nie mogła wystartować na ostatnich zimowych igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu. Ci, którzy wzięli w nich udział, startowali pod flagą olimpijską. Czy ten wstrząs i kary były dla świata wystarczające? Wątpliwe. Liczy się sport i dobra zabawa

Zostawmy politykę i uznajmy, że Rosja może organizować wielkie imprezy, skoro organizowały je już rządzona przez wyjątkowo krwawą juntę Argentyna (mundial 1978) czy reżim Chińskiej Republiki Ludowej (igrzyska olimpijskie Pekin 2008). Jednak to sama Rosja wprowadziła politykę do sportu. I to do samego jądra sportu, budując, jak się później okazało, w pełni tworzony i kontrolowany przez państwo, w tym służby specjalne (!), system farmakologicznej produkcji mistrzów. Jak ekscytować się rywalizacją sportową z udziałem sportowców z Rosji, skoro może ona być ustawiona przez tajną policję przy milczącej aprobacie wolnego świata?

Czy w świetle już ujawnionych i udokumentowanych afer dopingowych w Rosji oraz bezczelności Kremla, który odpowiedzialnego za sport urzędnika Witalija Mutkę już po aferach awansował, można mieć stuprocentową gwarancję, że mundial będzie przebiegał uczciwie? I nie chodzi tylko o doping. Gospodarzom ściany potrafią pomagać na wszelkie sposoby. O tym pomieszaniu polityki i sportu w wydaniu rosyjskim i uwikłaniu w chory układ reszty świata jest dokumentalny film „Ikar” autorstwa Amerykanina Bryana Fogela. W tym roku obraz ten dostał Oscara za pełnometrażowy film dokumentalny. W Polsce można go obejrzeć na jednej z platform dostarczających filmy i seriale na żądanie.

W dzisiejszych czasach sport jak w soczewce skupia wiele problemów współczesnego świata dotyczących polityki, gospodarki, obyczajów, kondycji państw itd. Przekonał się o tym dobitnie ten amerykański dziennikarz. Znalazł się w samym środku wydarzeń, i jednocześnie w kręgu zainteresowania rosyjskich służb, zupełnie przez przypadek.

Fogel nie chciał tworzyć filmu ani o Rosji, ani o polityce. Mało chyba w ogóle wiedział o tym kraju, przystępując do realizacji dokumentu. Szef amerykańskiego laboratorium antydopingowego polecił mu swojego rosyjskiego kolegę i odpowiednika Grigorija Rodczenkowa. Rodczenkow za pośrednictwem Skype’a instruował, jakie środki dopingujące należy zażyć, a następnie przesłane próbki autoryzował w swoim rosyjskim laboratorium (jego wyniki uznawano na całym świecie). Wyglądało na to, że świetnie się bawił, aż w trakcie kręcenia filmu wybuchł skandal spowodowany ujawnieniem prawdy o laboratorium Rodczenkowa przez wspomnianych Stiepanowów. Według nich to nie było laboratorium antydopingowe, lecz tak naprawdę instytucja, w której naukowo i systemowo szprycowano sportowców. To był punkt zwrotny. Fogel ze swoim filmem, wcale tego nie planując, wszedł za zasłony historii i dotknął czegoś lepkiego i przerażającego.

W uścisku tajnych służb

Po ujawnieniu afery przez Stiepanowów Rodczenkow, co widać na filmie, dostał paranoi. Zdecydował się uciec do USA i opowiedzieć wszystko Fogelowi, a potem innym amerykańskim dziennikarzom. Ubiega się o status świadka koronnego. Przedstawia dokumenty, które wywiózł z Rosji, sugerujące, że rozkazy dla niego płynęły poprzez wspomnianego Witalija Mutkę od Putina. I że systemowy doping panuje praktycznie we wszystkich rosyjskich dyscyplinach.

Najlepiej udokumentowane miał ustawienie igrzysk 2014 w Soczi. Twierdzi, że prawie połowa rosyjskich złotych medali została zdobyta nieuczciwie dzięki specoperacji FSB. Po latach specjalna komisja WADA potwierdza większość jego zarzutów. Ostatecznie Rodczenkow zostaje objęty programem ochrony świadków FBI i znika. Taka jest ta opowieść, ale najciekawsze dzieje się „między słowami”. Najbardziej wstrząsająca jest scena, gdy Rodczenkow nagle dowiaduje się z telewizji, że zmarł na serce jego były współpracownik z laboratorium w Moskwie Nikita Kamajew, który zdecydował się zostać w ojczyźnie. Rodczenkow z przerażeniem opowiada, że kolega nigdy nie chorował na serce. Uważa, że zabiły go służby, sugeruje, że na zlecenie samego Mutki.

Niezwykłą, wręcz literacką postacią jest sam Rodczenkow. Jak zresztą wielu Rosjan. Niewątpliwie ma taką typowo rosyjską, w dobrym tego słowa znaczeniu, charyzmę. Każdy, tak jak Fogel, chciałby się z nim zaprzyjaźnić. Ale przecież Rodczenkow przez lata budował system kłamstwa. W pewnym momencie mówi z rozbawieniem: „My, Rosjanie, jesteśmy mistrzami w oszukiwaniu”. Jawi się jednocześnie jako ważny twórca systemu, jak i jego ofiara. Identyfikuje się z Winstonem, bohaterem „Roku 1984” Orwella, który został zmuszony do „dwój myślenia”. Fogel przekonuje swoim filmem, że Rodczenkow, zostawiając Rosję, wybrał wolność i prawdę. Trudno to ocenić.

„Ikar” to nie jest film antyrosyjski. Otwierają go archiwalne zdjęcia z triumfów słynnych amerykańskich czy kanadyjskich sportowców (np. Ben Johnson, Florence G. Joyner czy właśnie Lance Armstrong), którzy zostali przyłapani na dopingu. Fogel pokazuje, że nieuczciwość sportu wyczynowego to problem wszystkich tych krajów, a już szczególnie, w których kultura sportowa nakazuje wygrywać za wszelką cenę i przegranymi się gardzi. Za ujawnianie skandali sportowców z Zachodu można jednak też zostać bohaterem, jak irlandzki dziennikarz, który dostał Pulitzera za opisanie dopingu w kolarstwie. Zmowa milczenia co jakiś czas pęka, nikt nie traci życia za zeznania. Prokuratura, policja i sądy traktują uwikłanych jak kryminalistów lub świadków. Natomiast w Rosji...

Dziedzictwo komunizmu

Rosja używa służb w innym celu. „Koksowanie” staje się sprawą państwową i tajemnicą państwową. Tak było już w czasach komunistycznych, w ZSRS czy NRD. NRD już nie ma, ale w Rosji rządzą te same służby specjalne. Spaczone podejście do rywalizacji sportowej, spaczona kultura sportowa są państwowym wymogiem. Moskwie chodzi o to, by jej było na wierzchu. Bez względu na koszty. I nie tylko w sporcie. Nieważne, czy Zachód będzie miał od tego „mdłości”, czy nie. Zwłaszcza że sam jest uwikłany, bo przecież dla niego pieniądze i spokój są najważniejsze, a sam przecież nie ma czystego sumienia. 

 


Źródło:

#MŚ 2018 #afera dopingowa #Rosja #Władimir Putin

Marcin Herman
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo