Zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych postawiła dziś białostocka prokuratura b. wiceministrowi finansów i b. szefowi Służby Celnej Jackowi K, w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości związanych z rynkiem automatów do gier. Chodziło o „niedopełnienie obowiązków służbowych w celu osiągnięcia korzyści majątkowej dla innych osób, w łącznej kwocie ponad 21 mld zł”. Prokuratura nie złożyła wniosku o areszt.

Powrót do afery sprzed lat jest też okazją do przypomnienia, jakie emocje wywoływała ona w latach minionych. Wówczas stanowiska stracili ministrowie sprawiedliwości i sportu, wiceminister gospodarki, a nawet wicepremier i szef MSWiA, czyli Grzegorz Schetyna, który później stanął przez sejmową komisją śledczą.

Zapytany „Panie Pośle, ma Pan żal do premiera za tę dymisję?” – Schetyna nerwowo się uśmiechnął:  „Może prosić o uchylenie pytania, tak?”. Jednak po namyśle dodał: „Nie, nie! Nie mam żalu. To jest tylko polityka”.

Obejrzyj nasze nagranie z 2010 r. z przesłuchania obecnego szefa PO. Tam jest więcej ciekawych scen:


Przypominamy tekst Doroty Kani z 2011 roku:

Dzięki Mirosławowi Sekule (PO) komisja hazardowa skończyła działalność tak absurdalnie, jak zaczęła. Najpierw głosami PO i PSL przyjęła raport końcowy, a następnie większość jej członków odcięła się od niego – zdanie odrębne zgłosił nawet Sekuła, który przygotował projekt sprawozdania, a także Franciszek Stefaniuk (PSL), którego głosem przyjęto projekt Sekuły.

Po dziewięciu miesiącach komisja hazardowa przyjęła projekt Mirosława Sekuły jako swój raport końcowy. Dzięki posłom Platformy Obywatelskiej komisja zmuszona była do pracy w zabójczym tempie, wiążącym się z powierzchownym potraktowaniem wielu wątków afery. To swoiste kuriozum, bo inne komisje, m.in. badająca już trzy lata samobójczą śmierć posłanki SLD Blidy, celowo rozwlekają swoje prace i spotyka się to z cichą aprobatą koalicji rządzącej. Finisz prac komisji przyćmiewał bite przez nią poprzednie rekordy pracy na czas: przewodniczący Sekuła dał jej członkom jedynie dobę na sporządzenie zdania odrębnego. Aby mieć obraz tego tempa, wystarczy wspomnieć, że dokument taki liczy dziesiątki stron maszynopisu.

Mimo protokolarnego przyjęcia zdań odrębnych posłów PiS oraz posła SLD Bartosza Arłukowicza, do momentu zamknięcia tego numeru w poniedziałek 9 sierpnia nie zostały one zamieszczone na sejmowej stronie komisji. Sekuła zamieścił tam za to... swoje zdanie odrębne.

Zaczęło się od „Yeti”, czyli korupcja w wymiarze sprawiedliwości

Śmiało można stwierdzić, że afera hazardowa została wykryta przez Centralne Biuro Antykorupcyjne zupełnie przypadkowo, ponieważ funkcjonariusze Biura prowadzili działania związane z zupełnie inną sprawą. Jak ujawnił w maju br. „Dziennik. Gazeta Prawna”, CBA prowadziło działania związane z korupcją w wymiarze sprawiedliwości. Ściśle tajna operacja o kryptonimie „Yeti” objęła bardzo znanych prawników: adwokatów, radców prawnych i sędziów.

Sprawa zaczęła się dwa lata temu, gdy do CBA dotarła informacja o możliwości korupcji w wymiarze sprawiedliwości. Szef CBA Mariusz Kamiński, występując jako świadek przed hazardową komisją śledczą, tak mówił o tej sytuacji: „Dlaczego CBA interesuje się Ryszardem Sobiesiakiem? Proszę państwa, niestety, muszę tutaj być bardzo oszczędny w słowach. Mogę tylko powiedzieć tak: istniało podejrzenie, istnieje podejrzenie udziału Ryszarda Sobiesiaka w bardzo poważnych przestępstwach korupcyjnych. My nie zajęliśmy się Ryszardem Sobiesiakiem w lipcu 2008 r. dlatego, że lobbuje w sprawie ustawy. My się o tym dowiedzieliśmy dopiero, kiedy się zaczęliśmy zajmować innymi sprawami korupcyjnymi. Funkcjonariusze prowadzili, z bardzo dużym rozmachem bardzo poważne przedsięwzięcia operacyjne w różnych sprawach związanych z osobą pana Sobiesiaka i jego środowiskiem. Sieć powiązań pana Sobiesiaka jest ogromna. Naprawdę proszę mi uwierzyć, że, no, czasami byliśmy w szoku. Dzwoni zastępca komendanta wojewódzkiego z jednej z jednostek Policji, prawda, i zaprasza pana Rysia na kawę do siebie do gabinetu. Dzwoni prokurator Prokuratury Krajowej, prawda, mówi mu, że: »Słuchaj, Rysiu, właśnie jadę na międzynarodową konferencję, będę reprezentował państwo ludowe czy tam państwo polskie na temat przestępczości zorganizowanej. Jak wrócę, to wpadnę, prawda, na imprezę. A przyjmij w międzyczasie moją córkę do swojego ośrodka«. No, to są rzeczy szokujące” – stwierdził Kamiński.

W 2009 r. śledztwo wszczęła krakowska prokuratura, która nadzorowała działania Biura. Zebrany przez CBA materiał dowodowy był na tyle poważny, że sąd bez wahania wydał zgodę na podsłuchiwanie prawników.

Jak się dowiedziała „Gazeta Polska”, to właśnie nagrane rozmowy są najważniejszym, a zarazem najmocniejszym materiałem dowodowym w krakowskim śledztwie. Zakres i zasięg tej sprawy był niespotykany do tej pory w polskim wymiarze sprawiedliwości – dotyczy elity adwokatów i radców prawnych oraz sędziów Sądu Najwyższego. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że wśród nich znajdują się bardzo znani prawnicy – niektórzy z nich reprezentowali osoby z pierwszych stron gazet ze świata polityki i biznesu.

Informacje na temat prowadzonego śledztwa przedstawili posłom z komisji hazardowej na początku 2010 r. ówczesny szef Prokuratury Krajowej Edward Zalewski oraz nadzorujący to postępowanie krakowski prokurator Marek Wełna. Pytany przez posłów z komisji o znajomości dolnośląskich prokuratorów z bohaterem afery hazardowej Ryszardem Sobiesiakiem, Edward Zalewski stwierdził, że odpowiadając na to pytanie, ujawniłby tajemnicę państwową.
Według naszych informacji, dolnośląscy prokuratorzy są nagrani przez CBA właśnie w związku z operacją „Yeti” oraz w operacją „Black Jack”, której dotyczy afera hazardowa.

Sprawa jest niezwykle poważna – „GP” ustaliła, że wysocy rangą dolnośląscy prokuratorzy znają się doskonale z Ryszardem Sobiesiakiem; m.in. bywali w jego ośrodku wypoczynkowym, o zażyłości świadczą również treści nagranych przez CBA rozmów.

Jak ujawnił „Dziennik. Gazeta Prawna”, Ryszard Sobiesiak, który był stroną procesową cywilnego procesu w Sądzie Najwyższym, chciał sobie za łapówkę załatwić korzystny wyrok.

Sprawa dotyczy obrotu gruntami na Bielanach Wrocławskich, których właścicielami byli Ryszard Sobiesiak i jego przyrodni brat Józef Matkowski. Według danych z Krajowego Rejestru Sądowego, wśród udziałowców jednej z wielu firm, w których zasiadał Józef Matkowski, można znaleźć Ryszarda Sobiesiaka, jego córkę Magdalenę i syna Marka. Chodzi o spółkę Maverso, której siedziba znajduje się na Bielanach Wrocławskich, a jej prezesem jest Marek Sobiesiak.
Spółka, w której zasiadali obydwaj bracia, najpierw korzystnie zakupiła ziemię, a później ją z dużym zyskiem sprzedała. Po tej transakcji pomiędzy braćmi rozgorzał konflikt i sprawa trafiła do sądu. Po przegranej Józef Matkowski złożył kasację do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, jak się okazało – bezskutecznie.
Kto zawiadomił CBA o korupcji w Sądzie Najwyższym i dostarczył dowody, na podstawie których wszczęto całą operację – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że bardzo pewnie czuli się prawnicy, których rozmowy były podsłuchiwane przez funkcjonariuszy Biura za zgodą sądu. O szczegółach załatwiania sprawy rozmawiali przez telefon i te rozmowy zostały nagrane.

W trakcie prowadzonej operacji „Yeti” CBA zarejestrowało rozmowy Sobiesiaka ze Zbigniewem Chlebowskim, w jednej z nich pada słynne zdania „Na 90 procent, że załatwię”. Z postępowania dotyczącego korupcji w wymiarze sprawiedliwości wyłączono materiały dotyczące korupcji przy tworzeniu ustawy za rządów Platformy Obywatelskiej. I właśnie ta zupełnie nowa operacja została opatrzona kryptonimem „Black Jack” i miała za zadanie odkryć mechanizm afery hazardowej.

Co ustalili posłowie

O poszczególnych wątkach afery prasa rozpisywała się wielokrotnie. Posłowie Beata Kempa i Andrzej Dera w swoim zdaniu odrębnym udowadniają, że w aferze chodzi o bezprawny lobbing z udziałem funkcjonariuszy państwa.

„Ryszardowi Sobiesiakowi i Janowi Koskowi, jako przedstawicielom rynku hazardowego, chodziło o to, aby minister Mirosław Drzewiecki zajął stanowisko zgodne z interesem branży hazardowej. O pomoc w tym zakresie zwrócili się także do Zbigniewa Chlebowskiego, szefa Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej i przewodniczącego Sejmowej Komisji Finansów Publicznych, a na pewnym etapie procesu legislacyjnego najprawdopodobniej także do wicepremiera Grzegorza Schetyny” – czytamy w zdaniu odrębnym posłów PiS.

Oto główne wnioski Kempy i Dery wynikające z przedstawionego przez nich przebiegu zdarzeń:

„I. Celem bezprawnej działalności Sobiesiaka i Koska było spowodowanie wykreślenia z projektu ustawy hazardowej przepisu o dopłatach od gier, co planowali osiągnąć poprzez wpłynięcie na stanowisko ministra Drzewieckiego, jakie ten był uprawniony zajmować podczas prac nad rządowym projektem ustawy. Założony cel Sobiesiak i Kosek osiągnęli 30 czerwca 2009 r., kiedy Drzewiecki podpisał pismo do wiceministra Kapicy w sprawie wykreślenia z projektu ustawy przepisu o dopłatach.

Zeznania Sobiesiaka i Koska, składane przed Komisją Śledczą, były w ocenie autorów zdania odrębnego zeznaniami niewiarygodnymi. W szczególności w tym zakresie, w którym dotyczyły okoliczności i przebiegu spotkań, jakie Sobiesiak i Kosek odbywali w okresie od lipca 2008 r. do listopada 2009 r. z Chlebowskim, Drzewieckim i Schetyną. Zachodzi tutaj uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa składania fałszywych zeznań przez Sobiesiaka i Koska i z tego powodu powinno zostać przeprowadzone śledztwo w kierunku art. 233 kodeksu karnego.

II. Postępowanie ministra Drzewieckiego w toku prac nad rządowym projektem o grach i zakładach wzajemnych było działaniem obliczonym na zabezpieczenie interesów Sobiesiaka i Koska, a nie ekonomicznego interesu państwa. Polecenie przygotowania, a następnie podpisanie i skierowanie na ręce wiceministra Kapicy pisma z 30 czerwca 2009 r. należy uznać za działanie na szkodę interesu publicznego. W tym też zakresie minister Drzewiecki dopuścił się, co najmniej, niedopełnienia swoich służbowych obowiązków, a tym samym swoim zachowaniem wyczerpał znamiona ustawowe przestępstwa nadużycia władzy (tj. czynu z art. 231 § 1 i 2 kodeksu karnego). W ocenie autorów zdania odrębnego Drzewiecki mógł działać na rzecz Sobiesiaka i Koska i w istocie w celu przysporzenia im korzyści majątkowej, a tym samym umniejszenia wpływów do budżetu państwa. Jak wynika z danych oszacowanych przez Ministerstwo Finansów i zawartych w ocenie skutków regulacji projektu ustawy, działania Drzewieckiego mogły spowodować zmniejszenie tych wpływów nawet w wysokości 469 mln zł rocznie. Ponieważ dopłaty miały obowiązywać do roku 2015, byłby to uszczerbek w finansach państwa rzędu 2,5 miliarda złotych. Wyliczenia spodziewanych zysków dla budżetu zostały przeprowadzone w Ministerstwie Finansów w maju 2009 r. Jednocześnie oceniając zeznania Drzewieckiego, jakie składał przed Komisją Śledczą, należy stwierdzić, że są one nieprawdziwe, co powinno skutkować jego odpowiedzialnością z art. 233 kodeksu karnego jako stanowiące przestępstwo składania fałszywych zeznań.

III. W przedsięwzięciach, które Sobiesiak i Kosek podejmowali w ramach swojej bezprawnej działalności lobbingowej, pomagał im wydatnie poseł Chlebowski. Charakter i okoliczności udzielanej przez Chlebowskiego pomocy wskazują na duży stopień uzależnienia posła od obu biznesmenów, wynikający z pewnej jasno zarysowanej wspólnoty interesów Chlebowskiego, Sobiesiaka i Koska. Istotne w tym kontekście jest również to, że Sobiesiak i Kosek wpłacali pieniądze na fundusz wyborczy Platformy Obywatelskiej. W wypadku Koska była to wpłata na kampanię wyborczą Chlebowskiego. Jednocześnie niektóre zachowania Chlebowskiego, w tym stwierdzenia wypowiadane przez niego w trakcie rozmów telefonicznych prowadzonych z Sobiesiakiem, pozwalają uznać, że mamy do czynienia z podejrzeniem popełnienia przez Chlebowskiego przestępstwa nadużycia władzy (tj. czynu z art. 231 § 1 i 2 kodeksu karnego). Zasadne jest pociągnięcie Chlebowskiego do odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań z art. 233 kodeksu karnego.

IV. Działania Marcina Rosoła jako szefa gabinetu politycznego Ministra Sportu i Turystyki zdecydowanie wykraczały poza przysługujący mu zakres uprawnień. Wysłanie zaś maila w ramach służbowej korespondencji z wiceministrem Skarbu Państwa z ministerialną rekomendacją dla Magdaleny Sobiesiak było nadużyciem władzy, czyli przestępstwem z art. 231 kodeksu karnego. Zeznania Rosoła złożone przed Komisją Śledczą są przy tym niewiarogodne, co powinno skutkować odpowiedzialnością karną z art. 233 kodeksu karnego.

V. Zeznania złożone przed Komisją Śledczą przez Grzegorza Schetynę na temat jego kontaktów i przebiegu spotkań z Sobiesiakiem należy uznać za niewiarygodne, co powinno skutkować odpowiedzialnością karną z art. 233 kodeksu karnego”.

Tusk źródłem przecieku?

Jednak najważniejszym wnioskiem posłów Kempy i Dery jest ten dotyczący źródeł przecieku o akcji CBA. „Przyczyną uzyskania przez Sobiesiaka wiedzy o zainteresowaniu CBA jego osobą mogło być postępowanie premiera Donalda Tuska” – czytamy w zdaniu odrębnym. „W szczególności postępowanie ministra Drzewieckiego po spotkaniu z premierem 19 sierpnia 2009 r. wskazuje na to, że już wtedy Drzewiecki miał wiedzę o działaniach CBA. Świadczą o tym: konspiracyjny charakter spotkań, jakie po 19 sierpnia odbywał z Sobiesiakiem, wycofanie córki Sobiesiaka Magdaleny z konkursu w Totalizatorze Sportowym, a także treść rozmów telefonicznych, jakie prowadził Sobiesiak w dniu 25 sierpnia 2009 r. (np. stwierdzenie R. Sobiesiaka, że interesuje się nim „KGB, CBA” oraz to, że ma zakaz dzwonienia do Drzewieckiego i Chlebowskiego). Wbrew temu, co zeznali Donald Tusk i Mirosław Drzewiecki przed Komisją Śledczą, w trakcie tego spotkania premier najprawdopodobniej nie zachował wystarczającej ostrożności, o którą apelował szef CBA Mariusz Kamiński. Całkowicie niezrozumiałe jest także to, że w pierwszej kolejności premier spotkał się z Drzewieckim, a nie z wiceministrem Kapicą, odpowiedzialnym za procedowanie ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Taka kolejność spotkań byłaby działaniem logicznym i zgodnym z rekomendacją szefa CBA przedstawioną premierowi 14 sierpnia 2009 r. Fakt takiej rekomendacji potwierdził w swoich zeznaniach sekretarz stanu J. Cichocki. Nie można jednak wykluczyć wersji, że Donald Tusk działał absolutnie świadomie i nie miał zamiaru tej ostrożności w ogóle zachowywać. Na rzecz tego twierdzenia przemawia szczególna pozycja Drzewieckiego w Platformie Obywatelskiej. Jako współzałożyciel PO i jej skarbnik należał do najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników Donalda Tuska.

Dokładnie te okoliczności musi szczegółowo zbadać prokuratura, gdyż zachodzi podejrzenia popełnienia przestępstwa przez premiera Tuska polegającego na ujawnieniu tajemnicy państwowej osobie nieuprawnionej (tj. czynu z art. 265 kodeksu karnego)” – kończą posłowie. Równocześnie złożyli w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

Zbigniew Chlebowski „Zbycho” – były przewodniczący klubu PO. W latach 1990–2001 był burmistrzem Żarowa – doprowadził wtedy gminę na skraj bankructwa. Następnie został posłem PO i przewodniczącym sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Po opublikowaniu stenogramów z afery hazardowej odwołany z funkcji przewodniczącego klubu, zawiesił swoje członkostwo w klubie i partii.
Do historii przeszły jego spotkania na cmentarzu i stacji benzynowej z lobbystami z branży hazardowej. I zdania: „Na 90 procent, że załatwię Rysiu. Ja ci powiem szczerze... ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim... jakby Grzegorz i Mirek trochę pomogli... przecież wiesz, biegam z tym sam, blokuję tę sprawę dopłat od roku... to wyłącznie moja zasługa” (wypowiedział je w rozmowie telefonicznej z Ryszardem Sobiesiakiem, który w niewybrednych słowach domagał się korzystnych rozwiązań dla branży hazardowej).

Mirosław Drzewiecki „Miro” – polityk Kongresu Liberalno-Demokratycznego, Unii Wolności i Platformy Obywatelskiej, przedsiębiorca. W 2006 r. znalazł się na liście najbogatszych Polaków wg tygodnika „Wprost”. Były minister sportu, odwołany ze stanowiska w związku ze swoim udziałem w aferze hazardowej.
W 2008 r. w programie „Teraz My” w telewizji TVN ujawniono amerykańskie dokumenty, z których wynikało, że Mirosław Drzewiecki w czasie sylwestra na Florydzie w 1999 r. pobił swoją żonę i został zatrzymany. Twierdził, że jest polskim dyplomatą. Trafił do aresztu stanowego w Miami, z którego wyszedł następnego dnia po wpłaceniu 1,5 tys. dolarów kaucji. Podpisał wniosek o przyznanie mu adwokata z urzędu, zaświadczając, że nie ma pieniędzy na opłacenie prawnika. We wniosku Drzewiecki stwierdził, że nie pracuje, nie zarabia, nie pobiera zasiłku i nie ma funduszy na koncie bankowym, dlatego nie stać go na adwokata. Z kolei kilka miesięcy temu w TVP1 „Misja specjalna” ujawniła zeznania łódzkiego gangstera Andrzeja W. ps. „Waluś”, który stwierdził, że dostarczał Drzewieckiemu narkotyki i wspólnie z nim zażywał kokainę.

Grzegorz Schetyna „Grzechu” – jeden z najbardziej wpływowych i najbogatszych ludzi Platformy Obywatelskiej. W 2007 r. został szefem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Podał się do dymisji po ujawnieniu afery hazardowej. Okazało się, że jest w zażyłej znajomości z Ryszardem Sobiesiakiem, a rozmowa z nim została nagrana przez CBA. Do najsłynniejszych cytatów z afery hazardowej należy podsłuchana przez CBA rozmowa Sobiesiaka ze znajomym na temat Grzegorza Schetyny: „Teraz mi powiedział Grzesiu: Ty jesteś kutas – mówi – zawsze na ostatnią chwilę”.

Ryszard Sobiesiak „Rychu” – były piłkarz i przedsiębiorca, m.in. z branży hazardowej. Bliski znajomy czołowych polityków Platformy Obywatelskiej, w tym Zbigniewa Chlebowskiego, Mirosława Drzewieckiego i Grzegorza Schetyny.
W październiku 2009 r. został skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu (na 2 lata) i 2 tys. zł grzywny przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu za skorumpowanie urzędnika Wrocławskiej Agencji Rozwoju Regionalnego w sprawie dotacji unijnej dla swojej spółki Winterpol.
Jest współwłaścicielem wyciągu w Zieleńcu. W związku z nieprawidłowościami przy jego budowie śledztwo prowadzi poznańska prokuratura (zostało ono przeniesienie z Legnicy w związku z podejrzeniami, że może zachodzić brak bezstronności – Legnica podlega Prokuraturze Apelacyjnej we Wrocławiu, a z materiałów CBA wynika, że dolnośląscy prokuratorzy byli zaprzyjaźnieni z Ryszardem Sobiesiakiem).

Jan Kosek – biznesmen z branży hazardowej z podkrakowskiego Zabierzowa, wiceprezes Związku Pracodawców Prowadzących Gry Losowe i Zakłady Wzajemne. Ze stenogramów rozmów opublikowanych w „Rzeczpospolitej” wynika, że Jan Kosek zdecydowanie dążył do zmian w tzw. ustawie hazardowej. Chciał również, by Zbigniew Chlebowski interweniował w Ministerstwie Finansów w sprawie przetargu na otwarcie salonu gier w Warszawie. W przetargu brała udział jego firma „Filmotechnika”. W kwietniu 2008 r. firma Koska zdobyła tę lokalizację, ale cofnięto ją po wewnętrznej kontroli tego przetargu w Ministerstwie Finansów.

Magdalena Sobiesiak – córka Ryszarda. Zasiada w spółkach ojca, zajmuje się również branżą hazardową – była m.in. w zarządzie Cassino Polonia Wrocław. O jej istnieniu opinia publiczna dowiedziała się po publikacji stenogramów z afery hazardowej, gdy rozmawiano o posadzie dla niej w zarządzie Totalizatora Sportowego. Gdy w sprawie afery hazardowej nastąpił przeciek i okazało się, że sprawą interesuje się CBA, kandydaturę córki Sobiesiaka w pośpiechu wycofano.

„Wycofałem Magdę, bo tam KGB, CBA... Jak się spotkamy, to ci powiem – donosów było tyle, że k... wiesz...” – tłumaczył w nagranej przez CBA rozmowie z Janem Koskiem Ryszard Sobiesiak.

Marcin Rosół – działacz PO, były asystent Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska, jeden z głównych bohaterów afery hazardowej. Skandal z jego udziałem opisał w „Newsweeku” w 2006 r. Jerzy Jachowicz. Rosół razem ze swoim kolegą Piotrem Wawrzynowiczem podczas kampanii wyborczej PO w 2005 r. wyprowadzali za pomocą podstawionych „słupów” partyjne pieniądze. Donald Tusk zapowiadał wypalanie żelazem nieuczciwości. Jednak żadnemu z nich nic się nie stało – Rosół trafił do Agencji Rozwoju Mazowsza, chociaż publikacje na jego temat były prawdziwe, o czym świadczy fakt, że Jerzy Jachowicz wygrał z nim proces. Po wygranej PO Marcin Rosół został szefem gabinetu politycznego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego. To Rosół 24 sierpnia 2009 r. przekazał Magdalenie Sobiesiak informację, że musi wycofać swoją kandydaturę z Totalizatora.