Megitza: muzyka płynie z serca. WYWIAD

W Polsce jest super. Ludzie słuchają dobrej muzyki, doceniają polskie teksty i uważam, że Polska jest u progu bycia najszczęśliwszym krajem na świecie – mówi Małgorzata "Megitza" Babiarz w rozmowie z niezalezna.pl. 14 kwietnia artystka przyjedzie do Warszawy promować najnowszy krążek.

Małgorzata "Megitza" Babiarz 14 kwietnia zaśpiewa w Warszawie
Fot. Karina Popova/ mat.pras.

Swój pierwszy koncert zaśpiewałaś w Chicago, czyli z dala od rodzinnego Zakopanego. Jak do tego doszło?

Po prostu wtedy akurat tam mieszkałam, to był 2008 rok. Przez internet poznałam muzyka, Amerykanina greckiego pochodzenia Andreasa Kapsalisa, który namówił mnie, żeby grać. Wcześniej miałam udostępnione na MySpace demo z muzyką tradycyjną, karpacką. On to usłyszał i napisał do mnie, że chce ze mną robić projekt. Ja oczywiście nie wierzyłam w siebie, odmówiłam, ale on nalegał i w końcu się zgodziłam. Przekonał mnie, że nie mam nic do stracenia i że to nie jest biletowany koncert, tylko "co łaska”... Okazało się, że tej „łaski” wystarczyło mi, by zapłacić miesięczny czynsz za mieszkanie! (śmiech)

To wtedy pomyślałaś, że można żyć z muzyki?

To jedno. Ale ogarnęła mnie wtedy myśl, że to, co robię nie jest złe, że ludzie zapłacili - dobrowolnie - za koncert. I tak już poszło...

W Twojej twórczości słychać wyraźny ukłon w stronę muzyki folkowej, ale łączysz ją z jazzem, surf rockiem i popem. Nie boisz się takich połączeń? Że zostaniesz posądzona o muzyczny koniunkturalizm?

To bardzo prosta sprawa - muzyka jest jedna, a ludzie zaczęli sobie szufladkować wszystko, zapewne żeby się zorganizować. I to normalne, aczkolwiek wszystko, co gramy - wzięło się z folku. Nic nie zaczęło się od miasta i aglomeracji, ale od łąki, jaskini, krowy... Dlatego uważam, że folklor to matka muzyki, która ma przyzwolenie, że może ze swoimi dziećmi robić, co chce. Nie boję się wykorzystywać nowych nurtów, bo ja to czuję. Lubię to.

Pochodzisz z gór - można więc powiedzieć, że ta muzyka płynie w Twoich żyłach, genach. Jak wyglądały początki drogi muzycznej jeszcze w dzieciństwie?

Miłość do śpiewania zaszczepiła we mnie moja śp. babcia Zosia, która brała mnie jako małe dziecko do lasu, po chrust. Ona gdy śpiewała podczas takich spacerów, to po prostu odpływała. To były góralskie, tradycyjne piosenki i nagle widziałam inną babcię niż tę codzienną, zapracowaną przy krowach i sernikach. To mnie uwiodło. Ona mi pokazała ten świat jako pierwsza. Ale my, górale mamy to coś w sobie. Nasza kultura trzyma się mocno, a regionalizm jest dobrze utwierdzony, bo górale mają szacunek do tradycji i zaszczepiają ją już w dzieciach. Widać to i w kraju, i na emigracji - nasza kultura jest silna. Dla mnie to była norma - śpiewa się przy chrzcinach, weselach, pogrzebach... Muzyka jest nieodłączną częścią góralskiego życia.

Wspomniałaś o emigracji. Jak to jest, że zespoły folkowe polskie są bardziej doceniane za granicą, a nie u nas?

"Cudze chwalicie, swego nie znacie"... Dopiero gdy człowiek jest doceniony na zewnątrz, to odzywają się swoi... Ale to się zmienia. W Polsce jest super. Ludzie słuchają dobrej muzyki, doceniają polskie teksty i uważam, że Polska jest u progu bycia najszczęśliwszym krajem na świecie.

Kto miał największy wpływ na Twoją muzykę?

Tato, dziadek...

A z tzw. mainstreamu muzycznego?

Myślę, że na pewno Freddy Mercury, Queen, Michael Jackson, Pink Floyd, Police...

Nie brzmi folkowo.

(śmiech)

Słychać w Twojej muzyce, że czerpiesz z wielu źródeł. Wyczytałam też, że oprócz tego, że świetnie śpiewasz, to masz bardzo wysoki iloraz inteligencji.

Wzięłam kiedyś udział w międzynarodowym teście inteligencji, miałam 19 lat, ale miałam więcej szczęścia niż rozumu. Aczkolwiek miło, że ktoś to wspomniał. Młoda byłam, świeżo po szkole, to i mózg pracował...

Widzę, że skromność to Twoje drugie imię. Od debiutanckiego koncertu w Chicago mija 10 lat. Dlaczego tak mało jest takich wykonawców jak Ty w mainstreamie? Czy to tak elitarne grono słuchaczy?

Nie. Mainstream to niestety taka maszyna oparta na współzależnościach, koneksjach.To bardzo logiczne: żeby zyskać rozpoznawalność dzięki mainstreamowi, mainstream musi coś z Ciebie mieć. Nikt nikogo nie wypchnie bezinteresownie. Żyjemy w świecie, w którym bezinteresowna pomoc jest do zamknięcia w muzeum. Każdy czegoś chce w zamian. Sama jestem artystką, która nie lubi się dać ułożyć. Nie jestem twórcą, któremu wystarczy powiedzieć: idź w tym kierunku i tam idę. Ja wiem, dokąd zmierzam i jaki jest mój kierunek. Wychodzi ze mnie upartość, toporny, góralski łeb. Jak se umyślę, tak idę.

To pewna przeszkoda w „głównym nurcie”?

Tak. Ale i to się powoli zmienia. Jesteśmy w momencie, gdy, zwłaszcza w Internecie, mainstream nie ma takiej mocy jak kiedyś. Dziś ludzie sami wyłaniają to, co lubią i promują swoje ulubione kawałki. Niedługo to się wyrówna. Sama czuję się jako artysta niszowy, a nie mainstreamowy i z tego żyję. Da się. Mam wszystkie narzędzia, które są mi potrzebne, by czynić to dalej. Nie mam potrzeby, by na siłę dobijać się do furtki mainstreamu. Jeżeli będzie ku temu odpowiednia okoliczność, to niczego nie wykluczam, ale póki co działam po swojemu.

„To ten” to już Twoja ósma płyta. Jakie brzmienia na niej znajdziemy?

U mnie na płycie znajdują się nie brzmienia, ale uczucia. Piszę piosenki, opierając się na własnym życiu: nie zmyślam, nie czytam historii, by na siłę coś wymyślić. A że życie mam dość barwne... Ta płyta jest jak życie: w roku 2017 straciłam dwie ważne w moim życiu osoby: mamę i dziadka. Na tej płycie wybrzmiewa ta zaduma nad przemijaniem, ale z pozytywną nutą, że to nie jest koniec, a jedynie część życia. A to, co zostaje - nawet po odejściu danej osoby - to piękno, które musimy świętować.

Nowy krążek przyjedziesz promować również w Warszawie.

Tak. Koncert premierowy odbędzie się 14 kwietnia w Ośrodku Kultury Ochoty, w sali widowiskowej. Na ten koncert serdecznie zapraszam; będzie na pewno wyjątkowy! Po resztę dat i miejsc odsyłam na naszą stronę internetową (www.megitza.com - przyp. red.) Na lato mam zaplanowanych sporo koncertów, w tym festiwale. Wiem, że jest dużo fajnych i ciekawych wydarzeń. Sama najbardziej lubię spotkania w małych miejscowościach, z ludźmi zapracowanymi, bo chyba ten typ człowieka jest mi najbliższy. Pochodzę z wielodzietnej rodziny i właśnie ta praca codzienna tworzyła więź między nami.

Ale czasem warto też od pracy odpocząć…

Tak! Czytelnikom „Gazety Polskiej Codziennie” i Niezalezna.pl chciałabym powiedzieć, że czasem warto się zatrzymać, popatrzeć w oczy tym, których się kocha, rozejrzeć się. Nigdy nie jest za późno, by na chwilę przystanąć.

I oddać się tej refleksji przy Twojej muzyce.

To już magiczne kombo. (śmiech)

 

 

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

#Megitza #Małgorzata "Megitza" Babiarz #Zakopane #folk #jazz #pop #To Ten

Magdalena Fijołek
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo