Dziś rano po raz kolejny na placu centralnym Kemerowa zebrało się 5 tys. osób, które domagały się od władz całej prawdy o tragedii. 

Oficjalnie władze utrzymują, że podczas pożaru miały zginąć łącznie 64 osoby. Jednak tylko według sporządzanej dziś na placu listy nazwisk osób, które zaginęły po niedzielnym pożarze, zginąć mogło 85 osób. Ponadto, według jednej z obecnych na placu kobiet, którą cytuje lokalny portal news.vse42.ru, tylko 700 osób, spośród wszystkich obecnych feralnego dnia w centrum handlowym, udało się ewakuować.

Ponadto nieznane pozostaje miejsce, gdzie znajdują się ciała ponad 40 dzieci, które zginęły w „Zimnej Wiszni”. Dziś z placu do lokalnej kostnicy udała się delegacja lokalnych aktywistów razem z merem Kemerowa Iliją Sierediukiem. Po powrocie jeden z mieszkańców stwierdził:

W kostnicy są tylko ciała osób dorosłych. Żadnego dziecka. Nam nie mówią, gdzie one są. Jesteśmy w szoku.

Przed zebranymi na wiecu wystąpił także Igor Wostrikow, lokalny przedsiębiorca, który stracił w niedzielę w pożarze trójkę dzieci, żonę i siostrę. Jak relacjonuje news.vse42.ru, on zaprezentował nagranie audio, na którym nieznana osoba mówi: 

„On powiedział, że trupów jest ponad 400. Trupy wywożono wczoraj, i będą wywozić dziś w nocy. Nie wyobrażasz sobie ile ich jest. Jest ich więcej niż 150 – to już jest sprawa międzynarodowa. A jeżeli to ma się stać śledztwem międzynarodowym – musieliby zwolnić wszystkich. Więc dlatego Moskwa przysłała tego idiotę”.

Człowiek na nagraniu nie mówi wprost, kogo miała „przysłać Moskwa”, ale dziś do Kemerowa

 

 przyleciał prezydent Rosji Władimir Putin. Jednak nie spotkał się on z żadnym poszkodowanym. Najpierw, specjalnie dla niego ogrodzono i zamknięto dla wszystkich mieszkańców kilka ulic, znajdujących się w pobliżu miejsca tragedii gdzie Putin złożył kwiaty. Internauci porównali to do tego, jak w obliczu tragedii zachowują się liderzy USA.

Później, podczas wizyty w lokalnym szpitalu prezydent Rosji spotkał się przed kamerami z jednym z rannych. Internauci szybko jednak poddali w wątpliwość, czy chodzi o osobę poszkodowaną, czy o podstawionego człowieka.

"Tak, oczywiście, właśnie tak wyglądają osoby, które ucierpiały w pożarze. Oni zawsze, nawet na drugi dzień leżą w dżinsach z zapiętym paskiem, na kocu. Bez kroplówki, bez leków i wody na stoliku"

- skomentował jeden z użytkowników Twittera.

Internauci podają, że na zdjęciu rozpoznano funkcjonariusza sił gwardii narodowej – Rosgwardii. Według innych, mężczyzna, który nazywa się Aleksander Kałaczew, faktycznie pracował w centrum handlowym i faktycznie ucierpiał w wyniku pożaru. Nadal dostępny jest Instagram mężczyzny, jednak skasowana została jego strona na portalu społecznościowym vk.com.

Sytuacja w mieście może być o tyle poważna, że na ulicach zauważono nawet kolumnę pojazdów wojskowych…


fot.: news.vse42.ru