W zeszłym miesiącu na łamach niezalezna.pl informowaliśmy o wynikach rankingu, publikowanego cyklicznie na portalu Mepranking.eu, które opracowywane są na podstawie specjalnego algorytmu. Uwzględnia on m.in. aktywność europarlamentarzystów na różnego rodzaju gremiach Parlamentu Europejskiego, udzielanie się w specjalistycznych komisjach (np. opiniodawczej), systematyczność w składaniu raportów i dokumentów, a także liczbę przemówień na posiedzeniach plenarnych.

Pod uwagę bierze się również funkcję, jaką dany europoseł sprawuje w gremiach podlegających Parlamentowi Europejskiemu. Każdy z wymienionych aspektów jest osobno punktowany, a suma punktów wpływa na miejsce danego europosła w rankingu.

W specjalistycznym zestawieniu MEP, uwzględniającym aktywność przedstawicieli Parlamentu Europejskiego, europoseł PO Róża Thun jest sklasyfikowana na jednym z najniższych miejsc spośród europarlamentarzystów (635. pozycja na 751 możliwych). Tymczasem Ryszard Czarnecki zajął w tym zestawieniu 11. miejsce - informowaliśmy w lutym.

CZYTAJ WIĘCEJ: Róża Thun na jednym z najniższych miejsc w rankingu PE. W przeciwieństwie do Ryszarda Czarneckiego

Wyniki są aktualizowane na bieżąco, zmieniają się noty, jak i miejsca poszczególnych polityków, ale R. Czarnecki stale znajduje się w czołówce.

Dlatego kuriozalnie wyglądają wyniki subiektywnego rankingu dziennikarzy magazynu "Politico" - deputowanych do Parlamentu Europejskiego, którzy uznani zostali za "kontrowersyjnych". W gronie dwudziestu europosłów "Politico" umieściło właśnie posła w Polski.

Jak jest to tłumaczone? Okazuje się, że nie chodzi o merytoryczną ocenę, a jedynie o emocji. Kluczowe znaczenie miała histeryczna reakcja polityków Platformy na wywiad udzielony portalowi niezalezna.pl i komentarz o działaniach Róży Thun, a przede wszystkim użycie określenia "szmalcownik". W konsekwencji odwołano R. Czarneckiego z funkcji wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego.

- To ideologiczny żart. Choć umieszczenie obok mnie bardzo wpływowych polityków, jak dotychczasowego przewodniczącego frakcji socjalistów Gianniego Pitelli, który został posłem do włoskiego parlamentu, czy też wieloletniego szefa Komisji Zagranicznych europarlamentu Elmara Broka potwierdza, że znaleźli się tam ludzie, którzy mieli bardzo dużo do powiedzenia - zauważa Czarnecki.

Jak zaznaczył nasz rozmówca, zestawienie magazynu "Politico" jest wyrazem osobistych uprzedzeń.

- Tak jak wybór pana Timmermansa na człowieka roku przez "Gazetę Wyborczą" był skrajnie subiektywny, tak samo ranking "Politico" jest wyrazem pewnych niechęci, uprzedzeń ideologicznych i osobistych.

Dla Ryszarda Czarneckiego najważniejsze są oficjalne statystyki Parlamentu Europejskiego, które publikowane są na stronach PE. Według nich jest on najbardziej wpływowym polskim europarlamentarzystą.

- Muszę powiedzieć, że jestem bardzo dumny z oficjalnych statystyk europarlamentu, tym bardziej, ze w ostatnim czasie przesunąłem się o trzy pozycje do przodu. I to wtedy, kiedy przestałem być wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego - dodał Czarnecki.

Co ciekawe, wśród "kontrowersyjnych" polityków zabrakło autorów pomysłu, aby zmienić w ostatniej chwili reguły od dawna obowiązujące w Parlamencie Europejskim i inaczej traktować "głosy wstrzymujące się" - decyzję taką podjęto tuż przed głosowaniem ws. odwołania R. Czarneckiego. I to był prawdziwy skandal.