Redaktor Wikło sugeruje, że na zlecenie podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza atakujemy Prokuraturę Krajową - jako konkurencyjne ciało w badaniu katastrofy smoleńskiej. To oczywiście niedorzeczność, bo zespół Marka Pasionka - jak i jego samego - wielokrotnie chwaliliśmy. Zresztą równo dwa lata temu sam w "GP" opublikowałem obszerny tekst o nowym prokuratorskim zespole smoleńskim, bardzo przychylnie odnoszący się do powołanego przez Zbigniewa Ziobro składu.

Podkreślam więc: nie krytykujemy Prokuratury Krajowej ani tym bardziej pomysłu zaangażowania przez nią zagranicznych ekspertów. Nasze ostatnie artykuły to bicie na alarm w związku z konkretnym specjalistą z USA: Theodore'a Postolem. Co interesujące - red. Wikło w swojej diatrybie w ogóle nie wymienia jego nazwiska (nadmienia tylko, że "zestaw ekspertów prokuratury budzi respekt").

Z tekstu red. Wikły nie dowiemy się również, że Postol jest regularnym ekspertem proputinowskich agencji propagandowych: Russia Today i Sputnik. Obie zostały założone przez rosyjski rząd i obie uważane są za narzędzia Kremla w wojnie informacyjnej (warto poczytać, co przekazywały na temat Smoleńska). Dodam, że Russia Today ma w Stanach Zjednoczonych status "zagranicznego agenta". Jest on nadawany podmiotom realizującym na terytorium USA interesy obcego państwa poza sferą oficjalnej dyplomacji. Tymczasem Postol krytykuje w Russia Today amerykańską politykę obronną, zwłaszcza w odniesieniu do Rosji.

"Budzący respekt" naukowiec od lat z zaangażowaniem walczy też z pomysłami zbudowania w Europie Środkowo-Wschodniej tarczy antyrakietowej - niezwykle ważnej dla bezpieczeństwa Polski. W 2015 r. właśnie Sputnikowi mówił:

„Nie ma żadnej wojskowej przyczyny, aby rozmieścić rakiety w Europie. To głupie z wojskowego punktu widzenia”.

"Mogę zrozumieć, że polityczne władze Rosji uważają, iż muszą odpowiedzieć na to, co postrzegają jako nieustające wdzieranie się Ameryki i jako plany zastraszania" - to też jego słowa, tym razem tłumaczące agresywne zachowania Moskwy na arenie międzynarodowej. 

Gdy w 2016 r. Departament Obrony USA zdecydował się wydawać więcej na cele związane z NATO, Postol potępił tę decyzję. Żalił się Sputnikowi, że to „prowokacja opierająca się na «grzechu pierworodnym» rozszerzenia NATO, który doprowadził do łatwego do przewidzenia załamania się stosunków między Rosją a Zachodem”. Postol stwierdził też, iż Sojusz Północnoatlantycki „jest większym zagrożeniem dla samego siebie i Europy Zachodniej niż dla Rosji”. A gdy Norwegia rozważała ze strachu przed Rosją przystąpienie do NATO-wskiego systemu antyrakietowego, alarmował, że to błąd, bo „Norwegia zostanie wciągnięta w konflikt pomiędzy wielkimi potęgami”.

Naukowiec jest też - o czym pisaliśmy - autorem szeroko wykorzystanego przez kremlowską propagandę prywatnego raportu na temat ataku chemicznego w syryjskim mieście Chan Szajchun w 2017 r. Raportu uderzającego w USA, a broniącego Rosji i al-Asada.

Jednym słowem: Theodore Postol zachowuje się jak typowy "ruski agent". Czy naprawdę red. Wikło uważa, że taka postać powinna mieć dostęp do poufnych informacji ze śledztwa smoleńskiego? 

Aha, w gronie ekspertów prokuratury zaniepokoiła nas też - choć w znacznie mniejszym stopniu - postać Roberta Benzona. W 2008 r. - zaraz po napaści na Gruzję - badał on w Rosji razem z Tatianą Anodiną katastrofę, w której zginął doradca Władimira Putina (jeden z "rzeźników" w wojnie czeczeńskiej). Samolot po uderzeniu w ziemię rozpadł się na drobne kawałki (jak w Smoleńsku), a świadkowie zgodnie twierdzili, że płonął, znajdując się jeszcze w powietrzu. W raporcie - do którego Benzon nie zgłaszał uwag - stwierdzono zaś, że przyczyną wypadku był błąd pilotów. Zeznania świadków uznano przy tym za mało wiarygodne, gdyż z powodu niskich chmur nie mogli oni jakoby widzieć samolotu dłużej niż kilka sekund... 

I to tyle, jeśli chodzi o naszą "falę ataków" na Prokuraturę Krajową. Niestety, mimo wysłanych do prokuratorów pytań, nie dowiedzieliśmy się, kto wytypował autorytet z Russia Today i Sputnika do grupy smoleńskich ekspertów. Ale dziś wiemy przynajmniej, kto go broni.