Futra podszyte polityką. Plaga dla mieszkańców, interes dla właścicieli

W sprawie hodowli zwierząt na futra została uruchomiona potężna machina lobbingowa, za którą stoją właściciele ferm norek. Stworzyli oni własne media, instytuty, fundacje, docierają do dziennikarzy i polityków. W ten sposób działają od lat – z jednym wyjątkiem: w przeszłości wspierali głównie polityków, którzy aktualnie byli przy władzy.

mat. pras. Otwarte Klatki

Od wielu miesięcy trwa dyskusja dotycząca hodowli zwierząt – głównie norek – na futra. Zwolennicy mówią o pozytywnym wpływie na gospodarkę, miejscach pracy i rozwoju branży futrzarskiej.

Przeciwnicy o fatalnym oddziaływaniu ferm norek na środowisko i mieszkańców, znikomej wartości dla gospodarki i niedopuszczalnych metodach lobbingowych. Przeciwko hodowli publicznie wypowiedział się prezes PiS Jarosław Kaczyński.

– „Niech futra przejdą do historii” – ta wystawa ma przysłużyć się bardzo ważnemu przedsięwzięciu. Chodzi o to, by cierpienia zwierząt było na świecie mniej. Dużo mniej niż dziś. A cierpienia zwierząt futerkowych to jedne z najgorszych cierpień, jakie mają miejsce na świecie. Dlatego warto poprzeć tę idę. Ludzie mogą żyć bez tego. Mogą żyć bez takich futer. Ludzie mogą być bardziej ludzcy

– mówił Jarosław Kaczyński podczas otwarcia w Brukseli wspomnianej wystawy, zorganizowanej przez europosłów PiS oraz organizacje pozarządowe „Otwarte klatki”, „Fur Free Alliance”, „Eurogroup for Animals”.

– Nasze stowarzyszenie powstało jako społeczny sprzeciw przeciwko budowie fermy norek w miejscowości Osin w województwie wielkopolskim. Sprawa całej inwestycji została całkowicie wyciszona i dowiedzieliśmy się o niej zupełnie przypadkowo. Na początku podjęli działania pojedynczy mieszkańcy, którzy byli zastraszani przez inwestora – dostawali pisma z kancelarii prawnej, byli wzywani do zaniechania jakichkolwiek działań

– mówi "Gazecie Polskiej" Marcin Ślęk ze Stowarzyszenia Ekologicznego „Czyste Środowisko” w Osinach. 

– W 2016 r., po rejestracji stowarzyszenia, zorganizowaliśmy spotkanie z przedstawicielami lokalnych władz i parlamentarzystami – m.in. z poseł Joanną Lichocką i senatorem Łukaszem Mikołajczykiem – którzy wpierają nasze działania. W naszej walce nie mamy niestety sprzymierzeńca w starostwie. Ciągle słyszymy, że ferma pozytywnie wpłynie na rozwój gospodarki w postaci nowych miejsc pracy, co jest po prostu nieprawdą. Na fermie pracują przede wszystkim Ukraińcy, i to w fatalnych warunkach. Działania starostwa są tendencyjne i przychylne inwestorowi, mimo że wskazywaliśmy na liczne, rażące błędy w dokumentacji i nieprawidłowości w procesie przyznawania pozwolenia na budowę fermy. W tej chwili sprawa trafiła do wojewody i jest rozpatrywana przez Urząd Wojewódzki w Poznaniu

– dodaje Marcin Ślęk.

Niemal w całej Polsce fermom norek sprzeciwiają się okoliczni mieszkańcy. – Kwestie ekologiczne są bardzo często pomijane w dyskusjach dotyczących szkodliwości ferm norek. Przepisy, które w przeszłości zostały wprowadzone w życie, pozwalają utylizować mięso norek poprzez jego zmielenie i rozrzucenie po polach. Proszę sobie wyobrazić fetor i plagi much, które się pojawiają, gdy zmielone mięso zaczyna gnić. A o tym się prawie nie mówi – podkreśla w rozmowie z "Gazetą Polską" Marcin Ślęk.

Więcej w tygodniku "Gazeta Polska"

 

 



Źródło: Gazeta Polska

 

#branża futerkowa

Dorota Kania
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo