Premier Wielkiej Brytanii Theresa May powinna dorosnąć do "powagi sytuacji”, jaka zaistniała po ataku na byłego rosyjskiego szpiega, i zrobić więcej, by ukarać i odstraszyć Rosję - ocenia brytyjski tygodnik.

Nie można rezygnować z retorsji z braku dowodów rosyjskiej zbrodni.

"Dwuznaczność i podstęp leży w naturze reżimu Putina, a przemoc jest często zdecentralizowana; granice między tym, co prywatne a państwowe, są często zatarte. Rosja doprowadza bowiem do perfekcji taktyki hybrydowe z braku otwartych działań wojennych"

- argumentuje "Economist".

Właściwa odpowiedź Londynu na atak na Skripala powinna wykorzystać "instrumenty rządowo-dyplomatyczne, militarne, wywiadowcze i, nade wszystko, finansowe" - rekomenduje tygodnik.

Premier May słusznie zwróciła się z tą sprawą do Rady Bezpieczeństwa ONZ, NATO, Unii Europejskiej i Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW). "Otrzymała od nich masę retorycznego wsparcia. Podjęcie przez nie działania jest mniej prawdopodobne" - pisze "Economist".

"May może zrobić więcej i pójść za pieniędzmi przyjaciół Putina. Powinna wydłużyć listę Rosjan oraz rosyjskich podmiotów, z którymi brytyjskie firmy nie będą mogły prowadzić interesów"

- zaleca "Economist".

Tygodnik zwraca uwagę, że brytyjskim władzom może braknąć woli, by sięgnąć po takie środki ze względów ekonomicznych; surowe sankcje nałożone na Rosję mogą dotknąć "BP, flagowej brytyjskiej firmy naftowej, która ma 20 proc. udziałów w Rosniefcie", rząd obawia się, że podważą one status londyńskiego City jako światowego centrum finansowego.

"Economist" przypomina, że szefem państwowego Rosnieftu jest jeden z najbliższych sojuszników Putina, Igor Sieczyn, który został objęty amerykańskimi, ale już nie europejskimi sankcjami.

"Brak woli działania ze strony Wielkiej Brytanii może oznaczać bezkarność (Rosji). Dla Putina będzie to wyglądało na słabość, a to może go zachęcić do ponownego ataku"

- kończy "Economist".