Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro oświadczył w środę w Krakowie, że prokuratorzy i policjanci, pracujący nad sprawą zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów, do którego doszło w 1992 r., dokonali przełomu.

Postawiono zarzuty kryminalne trzem sprawcom; dwóch przyznało się do tej zbrodni - poinformował szef resortu sprawiedliwości.

Ziobro mówił na briefingu prasowym m.in., że sprawa zabójstwa Jaroszewiczów "miała swoje różne etapy" i "nie ma zbrodni doskonałej".

Kryminolog prof. Brunon Hołyst podkreślił, że „wszyscy, którzy zajmują się sprawą Jaroszewiczów, także dziennikarze śledczy, zwracają uwagę, że w toku śledztwa, w toku oględzin, popełniono wiele kardynalnych błędów, które niewątpliwie utrudniły ustalenie okoliczności i sprawców tego zabójstwa”.

Jaroszewiczów zamordowano w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. w ich willi w warszawskim Aninie. Byłemu premierowi bandyci zacisnęli na szyi rzemienną pętlę; przedtem go maltretowali. Jego żona Alicja Solska-Jaroszewicz zginęła od strzału w głowę z bliskiej odległości, oddanego ze sztucera męża.

W związku z tą sprawą w kwietniu 1994 r. zatrzymano cztery osoby - Krzysztofa R. "Faszystę", Wacława K. "Niuńka", Henryka S. "Sztywnego" i Jana K. "Krzaczka". Wówczas zatrzymani od początku utrzymywali, że są niewinni, a prokuratura bezzasadnie przypisuje im zabójstwo Jaroszewiczów. W 1998 r. ówczesny Sąd Wojewódzki w Warszawie uniewinnił całą czwórkę z braku dowodów - wnosiła o to nie tylko obrona podsądnych, ale też oskarżyciel. W 2000 r. wyrok uniewinniający utrzymał Sąd Apelacyjny w Warszawie.

W połowie ub. roku do badania zabójstwa Jaroszewiczów powróciła Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.

Wszczęcie śledztwa było możliwe po przekazaniu do prokuratury materiałów dotyczących ujawnienia w mediach uznawanych za zagubione śladów kryminalistycznych ze sprawy dotyczącej tej zbrodni. Jak poinformowano w środę, zarzuty postawione w sprawie są efektem współpracy prokuratur w Krakowie, Warszawa-Praga oraz policji.

Jak powiedział środkom masowego przekazu syn państwa Jaroszewiczów - Jan, "on otrzymał pewnego dnia paczkę” – wyjaśnił prof. Hołyst. I dodał:

On nie zaglądał, co tam było w tej paczce, rzucił ją do piwnicy, ale na prośbę prokuratorów i oficerów policji, zajrzał do tej paczki i okazało się, że tam są folie z zabezpieczonymi śladami daktyloskopijnymi.

Kryminolog podkreślił, że oględziny miejsca zdarzenia są poważnym źródłem informacji podczas śledztwa.

Jeżeli źle zostały wykonane oględziny, to już tych oględzin nie da się zrekonstruować, a zniszczonych śladów nie udaje się odzyskać dla wymiaru sprawiedliwości

- zaznaczył.

Odnosząc się do śledztwa w sprawie zabójstwa Jaroszewiczów Hołyst ocenił:

Jeżeli dokonano tylu kardynalnych błędów, nie wiadomo, dlaczego, nie chciałbym stwarzać jakichkolwiek hipotez dotyczących tej sprawy (…) wiadomo, że śledztwo utknęło w martwym punkcie i nie było wyników.

Przypomniał jednak, że „co prawda próbowano wmówić trzem ludziom z marginesu społecznego, alkoholikom, że to oni dokonali tego zabójstwa, ale jak wiadomo, ta wersja oskarżenia nie ostała się w sądzie i sąd wydał wyrok uniewinniający i właściwie przez tyle lat nic się nie działo”.

Jednocześnie Hołyst zwrócił uwagę na to, że w związku z tym, że Piotr Jaroszewicz był premierem, osobą publiczną, to wokół jego morderstwa powstało wiele teorii spiskowych.

Najczęstsze to były motywy polityczne. Spodziewano się, że w archiwum Jaroszewicza znajdują się cenne materiały, które mogą rzucić światło na różne osoby aktywne wówczas w "Solidarności", że mógł dysponować pewnym archiwum Gestapo, w którym były zawarte tajne informacje, dotyczące sytuacji w Polsce

- mówił.

Wiedziano, że Jaroszewicz pisał pamiętniki, w których przedstawiał realną sytuację w Polsce, także wskazując na rolę Związku Sowieckiego.

Nawet mówiono, że ta zbrodnia nastąpiła na zlecenie Moskwy

- dodał.

Piotr Jaroszewicz w latach 1970-80 – za czasów PRL - był prezesem Rady Ministrów. Od 1964 r. do 1980 r. był też członkiem Biura Politycznego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W 1980 r. funkcji premiera pozbawiła go ekipa I sekretarza PZPR Edwarda Gierka, rok później Jaroszewicza wyrzucono z PZPR.