Jak mówił laureat podczas środowej gali, w tym roku miał już poczucie, że powoli wyrasta z Nagrody im. Cybulskiego - przyznawanej twórcom, którzy nie ukończyli jeszcze 35 roku życia:

Kiedyś, dopóki jeszcze nie miałem dzieci, nominacje były dla mnie dość inspirujące. Optowałbym jednak za tym, żeby ta Nagroda w przyszłym roku była raczej dla ludzi, którzy są na początku swojej drogi i potrzebują zastrzyku jakiegoś upewnienia. Ja je już mam, mogę się nim dzielić (...). Osoby, które były w tym roku nominowane oprócz mnie, nawet jeżeli potrzebują tego upewnienia powinny wiedzieć, że to wyróżnienie jest też ich

 - powiedział.

Jestem do nagrody nominowany już któryś raz. Pierwszą statuetkę "zachachmęcił" mi Piotrek Głowacki, który potem jakoś przepadł. Rok temu Nagrodę dostała Nieradkiewicz, też nie wiem, co się z nią stało. Obym ja też nie przepadł

 - żartował aktor.

Bohater grany przez Ogrodnika  w "Cichej nocy" wraca z Holandii, by zrealizować swoje przedsiębiorcze plany - zdobyć środki na rozkręcenie biznesu w kraju emigracji. Nominacja za rolę, za którą do tej pory został doceniony także nagrodą za najlepszą pierwszoplanową rolę męską podczas 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz nominacją do Polskich Nagród Filmowych Orły 2018, była jego trzecią szansą na statuetkę Cybulskiego. Wcześniej przez Kapitułę Nagrody został dostrzeżony dzięki kreacjom w "Ostatniej rodzinie" Jana P. Matuszyńskiego i "Chce się żyć" Macieja Pieprzycy.

CZYTAJ WIĘCEJ: „Cicha Noc”: dlaczego bawi nas alkoholizm? RECENZJA