W programie 'Minęła 20" gościem Michała Rachonia był Antoni Macierewicz, były szef MON, który komentował sprawę otrucia Siergieja Skripala i konsekwencje wobec Rosji, jakie obecnie egzekwuje Wielka Brytania.

- [System rosyjski - red.] to jest system, który posługuje się takimi narzędziami, który używa morderstw jako narzędzia gry politycznej, a na pewno zemsty wobec ludzi, których uważa za swoją własność, a ludzi ze swoich służb uważa za swoją własność

- powiedział Macierewicz.

- Zawsze podstawowym kanonem rosyjskich służb było zabić tego, którego uważa się za własnego człowieka i człowieka, który z ich punktu widzenia zdradził. Ten kanon był,  jest i będzie obowiązywał – tak długo, jak postsowiecki reżim będzie decydował w Rosji, będzie obowiązywał

- dodał były szef MON.

Zapytany, czy zdecydowana reakcja Wielkiej Brytanii zmieni stosunek świata zachodniego do Rosji, Antoni Macierewicz odpowiedział:

- Ta zmiana jest bardzo wyraźnie widoczna i nie jest przypadkiem, że podobnie jak blisko 10 lat temu, w wypadku Litwinienki, tym państwem, które wyznacza kierunek działania,  jest Wielka Brytania. Brytyjczycy – i słusznie – bardzo zasadniczo traktują takie sprawy jako morderstwo nie tylko własnego obywatela, ale i ingerencję w ich suwerenność. Demonstrują, że nie będą tego w jakikolwiek sposób respektowali, używając wszystkich narzędzi politycznych i dyplomatycznych zgodnie z zasadą stopniowalności reakcji. To bardzo imponujące,  jak się zachowują i dobrze, że świat zachodni staje murem za Wielką Brytanią, bo nie wolno zgodzić się na takie gangsterskie, ludobójcze metody jakie stosuje Rosja.

W programie przypomniano także niedawną wypowiedź prezydenta Rosji, Władimira Putina, który stwierdził, że "nie miał nic wspólnego ze sprawami międzynarodowymi 10 kwietnia 2010 r." 

- Zdaje się, że odbywa się ciągle jakiś rodzaj podskórnej walki między ówczesnym prezydentem [Dmitrijem Miedwiediewem - red.] a ówczesnym premierem Rosji [Władimirem Putinem - red.]

- stwierdził Macierewicz. 

W przytoczonym materiale Władimir Putin komentował sprawę ustaleń podkomisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej. Oświadczył, że wszystko, co działo się na pokładzie polskiego samolotu rządowego Tu-154M zostało zbadane i zauważył, że samolot leciał z Warszawy, a nie z Moskwy. - Szukajcie w takim razie u siebie - powiedział.

- Rosjanie rozpowszechnili mit pancernej brzozy, który także zakorzenił się wśród zwolenników Rosji w Polsce. Wszystko właśnie zaczęło się od eksplozji w skrzydle, a dostęp do wnętrza skrzydła, gdzie można było ładunek zamontować, mieli tylko Rosjanie podczas remontu samolotu w Samarze. Nikt później tego skrzydła nie otwierał, a więc tutaj pan Putin ze swoją diagnozą myli się i wie, że się myli

- podkreślił były szef MON.