- Na Legii krążył żart, że jesteśmy „patorodziną”, no bo wszyscy ukarani. Ja miałam zaszczytny tytuł „patomatki”

– śmieje się Ewa Smalcerz. Zakaz stadionowy, jakim była ukarana w czasach wojny kibiców Legii z koncernem ITI oraz rządem Tuska, należał do najbardziej kuriozalnych.

- To było wtedy, kiedy naszego Piotra Staruchowicza ściągano z gniazda. Panowie ochroniarze psikali takim pomarańczowym gazem. Dlatego siłą rzeczy przesunęłam się tam, gdzie gaz nie docierał. Zakraplałam też oczy chłopakom, co tym gazem dostali dosyć mocno. I za to dostałam zakaz stadionowy – wspomina Ewa Smalcerz.

Powodem zakazu miało być… opuszczenie krzesełka stadionowego i zajęcie niewłaściwego miejsca. Po odwołaniu absurdalny zakaz wobec Ewy Smalcerz anulowała Ekstraklasa SA. Ale nie w przypadku wszystkich kibiców dochodzenie sprawiedliwości było
tak skuteczne.

Bicie kluczami po jądrach, zmuszanie do przysiadów nago, gazowanie w zamkniętym samochodzie, wymuszanie przyznania się do winy – takie metody policja stosował wobec kibiców Legii zatrzymanych w 2008 r. Kibiców zatrzymano aż 752, a akcją chwalił się następnego dnia Grzegorz Schetyna. Niemal wszyscy zostali po latach uniewinnieni i dziś państwo wypłaca im olbrzymie odszkodowania.

- Nikt nas za to do dziś nie przeprosił. Także tych rodziców, którzy widzieli swoje dzieci w kajdankach za coś, czego nie zrobiły – mówi Ewa Smalcerz.

Jej córka Magda, absolwentka iberystyki i resocjalizacji, w czasie policyjnej akcji robiła zdjęcia.

- Magda spóźniła się na marsz, bo była na wykładach. Niektóre zdjęcia, które udało jej się zrobić były drastyczne i mogły być dowodem w sądzie. Policjanci wciągnęli ją na siłę do kordonu, a potem zatrzymali. Panowie wzięli w depozyt aparat Magdy i zdjęcia poznikały. Porobiły się takie dziury – opowiada radna.

Magda Smalcerz nie dała się zastraszyć. Wygadana blondynka z Legii stała się słynna na całą Polskę w czasie protestów przeciw rządowi PO, jeżdżąc po kraju wyśmiewającym go „Tóskobusem”. Wystąpiła też w kultowym filmie „Kibol” Tadeusza Śmiarowskiego. Po ponad ośmiu latach została uniewinniona za Akcję Widelec.

Gdy kibiców Legii karano za wulgarne okrzyki pod adresem właściciela ich klubu, a jednocześnie telewizji TVN, wymyśli oni nowe hasło: „ITI patataj!”.

- Pamiętam taką historyjkę, kiedy tata trzymał swojego małego synka na barana i on trzymał kartkę, gdzie było napisane „ITI” i taki ładny dopisek pod spodem. I zaraz masa ochroniarzy, żeby dziecku tą kartkę wyrwać. Taka była wtedy demokracja – wspomina Ewa Smalcerz.

Dziś ma poczucie, że warto się było postawić tamtej władzy. - Od rana do nocy media tłukły, jacy kibice są paskudni, jakie to bandziory i Bóg wie jeszcze kto. A potem wyszło zupełnie inaczej. My robimy nadal to, co wtedy robiliśmy. A tamtych panów, tak za przeproszeniem, już nie ma. No może prawie nie ma i mam nadzieję, że to się bardzo szybko dla nich źle skończy – stwierdza.

Ewa Smalcerz opowie także o warszawskich aferach. Mieszka na Wilanowie i podkreśla, że nie chce by jej dzielnica kojarzyła się tylko z Miasteczkiem Wilanów.

- To także ten stary, prawdziwy Wilanów, z osiedlami willowymi, z tradycjami i cmentarzem, gdzie jest masa powstańczych grobów – mówi.

Kibice Legii z Wilanowa wspierają tamtejszych kombatantów. Jak podkreśla radna, kibice są w dzisiejszym świecie ostoją normalności.

W stolicy Polski wyrzucano z domów powstańców warszawskich, żeby elity miały gdzie mieszkać. Ten świat nie idzie w tym kierunku, w którym powinien. To, co kiedyś uznawane było za złe, dzisiaj stało się naturalne, normalne. Na szczęście są kibice, którzy ten świat unormalniają – podkreśla.