Wyrok z niedowierzaniem przyjęła poseł Anita Czerwińska, będąca świadkiem ataków na modlących się pod krzyżem ustawionym po katastrofie smoleńskiej w 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu.

To zdumiewające, że sąd nie dał wiary temu, co zawierała publikacja, pomimo zeznań świadków, które opisywały dokładnie aktywną rolę Zbigniewa S. w 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu. To także groźne, bo to pokazuje na przyszłość prowokatorom, którym zależy na podtrzymywaniu antagonizmów społecznych, którzy napuszczają ludzi na siebie, że mają oni wsparcie w sądach

– mówiła poseł. 

Wobec wyroku zaprotestowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.  - GPC  działała w interesie społecznym, ujawniała bowiem ważne elementy dotyczące biografii osób zaangażowanych po jednej stronie konfliktu społecznego, mając uzasadnione przesłanki do tego, by sądzić, iż opisane przez dziennikarzy elementy życiorysu mogą mieć wpływ na sposób działania tej osoby w opisywanej sytuacji. Nie mam wątpliwości, iż w interesie czytelników nie tylko "Gazety Polskiej Codziennie", ale i innych mediów było to, by wiedzieli oni iż jeden z mężczyzn najbardziej aktywnie występujących przeciw modlącym się ludziom oraz wartościom religijnym, które symbolizował krzyż ustawiony przed Pałacem Prezydenckim skazany został prawomocnym wyrokiem w tak kontrowersyjnych sprawach, jak szantażowanie senatora Krzysztofa Piesiewicza, oraz za gwałt i napad z bronią w ręku. Opisanie tych faktów, których zresztą Sąd nie kwestionuje, jest z całą pewnością zgodne z zasadami etyki dziennikarskiej, która na pierwszym miejscu stawia zawsze dobro odbiorcy mediów, który ma prawo wiedzieć, kim są osoby odgrywające znaczące role w ważnych wydarzeniach, a takimi są na pewno konflikty społeczne.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Sąd broni szantażysty. Kontrowersyjna decyzja: wydawca „GPC” ma zapłacić „Niemcowi”

- Ufam, że sąd wyższej instancji uchyli ten wyrok - oświadczyła dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP.

To bezprecedensowy przykład wyroku politycznego, godzącego w podstawy zawodu dziennikarza i sens istnienia prasy a także w niezawisłość sądownictwa

– mówiła nam Agnieszka Zdanowska, prokurent spółki Forum, wydawcy „Codziennej”.

Sędzia, uzasadniając wyrok nie tylko stanowiący cenzurę wolnej prasy, ale będący poprzez użycie stwierdzenia "najgorszy sort" manifestem jej poglądów politycznych, dopuszcza się niewątpliwie przekroczenia granic niezawisłości, w tym od swoich osobistych przekonań. Powinnością i zadaniem dziennikarza jest – co winno być oczywiste dla sądu - zapoznawanie opinii  publicznej ze zjawiskami szczególnie groźnymi społecznie jakim niewątpliwie jest  szerzonej nienawiści przeradzającej się niejednokrotnie w przemoc fizyczną, tak jak się to niejednokrotnie działo wobec ludzi modlących się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu i w intencji ofiar poległych pod Smoleńskiem

– dodała Agnieszka Zdanowska.

W motywach ustnych sąd nie odniósł się do wyższej konieczności społecznej, którą zakładała publikacja materiału o prowokatorach eskalujących agresję wokół osób modlących się na Krakowskim Przedmieściu za ofiary katastrofy smoleńskiej. 

Niektórzy tchórzliwi sędziowie uchylają się od zmierzenia się z argumentacją strony, na niekorzyść której wydają orzeczenie Pominięcie części argumentacji może również wskazywać na nierzetelność orzekania

mówił radca prawny Jacek Bąbka, prezes walczącej z patologiami w sądach Fundacji Badań nad Prawem.  

Jeśli sąd uzna nawet, że doszło do naruszenia dóbr osobistych, to może, ale nie musi, przyznawać zadośćuczynienia powodowi. Wielokrotnie powództwa są oddalane,  w przypadku, gdy czyjeś dobra są naruszone, ale przyznanie zadośćuczynienia za to kłóci się z elementarnym poczuciem sprawiedliwości

– mówił prawnik.