Tak silnej reprezentacji na halowy czempionat świata nie mieliśmy chyba nigdy w historii. Z czołówki polskich lekkoatletów brakuje tylko tych, których konkurencje nie są rozgrywane w hali, np. młociarzy.

27-osobowa ekipa pojechała do Birmingham w jednym celu – poprawić wynik z rekordowych dla nas mistrzostw świata w Maebashi z 1999 r. Podczas zawodów w tym japońskim mieście Biało-Czerwoni wywalczyli pięć medali (złoto, dwa srebra i dwa brązy) i jest to nasz najlepszy wynik. W ogóle w tej imprezie Polska radzi sobie bardzo słabo, czego dowodem są zaledwie trzy złote medale w historii.

Zdobyli je: w 1999 r. wieloboista Sebastian Chmara, trzy lata później męska sztafeta 4 x 400 m w składzie: Piotr Rysiukiewicz, Piotr Haczek, Jacek Bocian i Robert Maćkowiak, a przed czterema laty w Sopocie Kamila Lićwinko w skoku wzwyż.

Teraz ten bilans powinien się poprawić. Faworytów do medali mamy wielu. Najbardziej liczyć możemy na ubiegłorocznego wicemistrza świata na otwartym stadionie – Adama Kszczota, faworyta w biegu na 800 m. Trzy lata temu w Sopocie Polak zajął drugie miejsce, ale teraz wszyscy typują go jako głównego faworyta do złota.

Polacy są wymieniani także jako faworyci do medali w pchnięciu kulą. Konrad Bukowiecki jedzie do Anglii z drugim najlepszym wynikiem na świecie (22 m), a Michał Haratyk z trzecim (21,47 m).

Niespodziankę może też sprawić mniej znana kulomiotka Paulina Guba, która w tym sezonie halowym legitymuje się trzecim wynikiem na świecie (18,77).

Dwóch kandydatów do medalu mamy także w skoku o tyczce. Ubiegłoroczny wicemistrz świata Piotr Lisek i mistrz globu z 2011 r. Paweł Wojciechowski wymieniani są w grupie kilku skoczków, którzy mogą wywalczyć w Birmingham medale.

Wśród faworytów są też nasze dwie sztafety, męska i żeńska, na 4 x 400 m – obie zajmują drugie miejsca na światowych listach w tym sezonie po zsumowaniu czasów poszczególnych zawodników, Marcin Lewandowski w biegu na 1500 m, Angelika Cichocka na 800 m i Justyna Święty-Ersetic na 1500 m.

Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie".