Dzisiejsza konferencja dotycząca reparacji wojennych od Niemiec, którą w Brukseli zorganizowali polscy europosłowie frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów oraz Instytut Zachodni, rzuciła światło na to, jakie przekonanie dotyczące odszkodowań za straty wojenne panuje w Niemczech.

- W Niemczech panuje przekonanie, że Polska otrzymała bardzo duże sumy

- mówił podczas konferencji prof. Stanisław Żerko z Instytutu Zachodniego. Eurodeputowany Zdzisław Krasnodębski przedstawił również inne fakty dotyczące świadomości wśród współczesnych Niemców tego, jak wyglądała II wojna światowa.

- Ostatnie badania niedawno przedstawione w dzienniku "Die Welt" mówiły, że 18 proc. badanych (w Niemczech) uważa, że ich rodzina pomagała Żydom, że ich ukrywała. To jest oczywiście niemożliwe. Następuje idealizacja Niemców

- stwierdził Krasnodębski i dodał, że przed rozpoczęciem dialogu, który ma być odpowiedzią na przerabianie historii, należy obalić mit, że wypłacono ogromne odszkodowania Polsce i sprawę tę można odznaczyć grubą kreską.

Idealizacja obrazu Niemców w zakresie już nie tylko holocaustu, ale również wypłaty odszkodowań, oraz skala powielanej nieprawdy pokazuje, że sprawa "polskich obozów" i sprawa reparacji tak naprawdę nie padają daleko od siebie. Zgadza się z tym porównaniem również poseł Arkadiusz Mularczyk, przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. oszacowania wysokości odszkodowań należnych Polsce od Niemiec za szkody wyrządzone w trakcie II wojny światowej.

- Niemcy wypłaciły pewne kwoty, ale Polska dostała z tego niewiele ponad 1 proc.(odszkodowań indywidualnych). Z ogólnej kwoty ok. 76 mld euro, jako obywatele polscy dostaliśmy ok. 1,2 mld euro. Zdecydowaną większość odszkodowań dostali obywatele krajów Europy Zachodniej oraz Żydzi, w tym także Żydzi polskiego pochodzenia. Mówienie o gigantycznych odszkodowaniach od Niemiec dla Polski to oczywiste przekłamanie i można odnieść takie wrażenie, że z tymi mitycznymi odszkodowaniami, które wzięła Polska, to jak z "polskimi obozami koncentracyjnymi". Niestety, zadziałał tutaj podobny mechanizm

- powiedział w rozmowie z portalem niezalezna.pl poseł Mularczyk.

Widoczna - szczególnie w ostatnim czasie w związku z przyjęciem noweli ustawy o IPN - walka z kłamliwym określeniem "polskie obozy koncentracyjne" przybrała - co warte jest uznania - formę niemal pospolitego ruszenia, w którym wielu rodaków - jak tylko można - stara się przedstawiać historyczną prawdę o Holocauście i drugiej wojnie światowej. Idąc tropem zastosowanego wcześniej porównania, na podobne akcje oczekuje również sprawa reparacji i narosłych wokół niej mitów. 

- Temu celowi służą też nasze działania sejmowe, jednak musi się w tym zaangażować całe państwo. Na chwile obecną ważne są działania parlamentarne - musimy przygotować raport o stratach wojennych, czekamy na rozstrzygnięcia TK, aby otworzyć w Polsce ścieżkę sądową. Przed nami długa, wieloletnia batalia o pokazanie, jaka była skala naszych strat - i materialnych, i ludzkich. Myślę, że musimy to zrobić, żeby "oskrobać" historię, którą przez lata pisali za nas inni

- podkreślił Arkadiusz Mularczyk.

Już jutro odbędzie się pierwsze publiczne posiedzenie zespołu ds. oszacowania wysokości odszkodowań należnych Polsce od Niemiec za szkody wyrządzone w trakcie II wojny światowej. Poseł Mularczyk, szef zespołu, mówi, że pierwsze spotkanie będzie miało na celu ogólne poinformowanie i zarysowanie problemu strat wojennych i reparacji. 

Parlamentarzysta dodał, że podczas posiedzenia przedstawiony zostanie film dokumentalny z archiwum Telewizji Polskiej, zdjęcia lotnicze pokazujące zniszczenia w naszym kraju. Eksperci zaprezentują ogólną informację na temat strat wojennych, a sprawę odszkodowań poruszy Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie.