Konferencja: Amerykańscy konserwatyści w natarciu

  

W dniu, w którym ten artykuł ukaże się w „Gazecie Polskiej Codziennie”, wrócę z Waszyngtonu. Jak co roku w stolicy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej odbyła Conservative Political Action Conference (CPAC). Ta trzydniowa konferencja, organizowana przez American Conservative Union w końcu lutego, jest okazją do tego, by republikańska prawica mogła się policzyć.

Gdy rządzą Republikanie, na CPAC zawsze przemawia prezydent i wiceprezydent – tak było i tym razem. Gdy zaś partia symbolizowana przez słonia – w przeciwieństwie do osła będącego logo Demokratów – jest w opozycji, to na tej konwencji występują wszyscy kandydaci do nominacji prezydenckiej. Wyjątkiem była sytuacja z 2015 r., gdy – wydaje się to nieprawdopodobne z dzisiejszej perspektywy! – nastroje wobec Donalda Johna Trumpa były wśród Republikanów tak złe, że przyszły 45. prezydent USA ostatecznie zrezygnował z zaplanowanego wystąpienia. Tak, nie chciał być wybuczany...

Akurat bowiem prawica na prawicy, czyli konserwatyści, Trumpa nie znosili. Za różne rzeczy: za romanse z Demokratami, za romanse sensu stricto, za to, że kiedyś był za aborcją, za to, że finansowo wspierał przeciwników Republikanów, za to, że był – paradoksalnie lub nieparadoksalnie – uosobieniem znienawidzonych elit z Waszyngtonu, za to, że kłuł w oczy gigantycznym bogactwem. Byłem na tejże Conservative Political Action Conference przed trzema laty i świetnie pamiętam, że bohaterami tych tysięcy Republikanów zgromadzonych w Gaylord National Resort & Convention Center w National Harbor byli Marco Rubio z Florydy i Ted Cruz z Teksasu. Ten drugi zresztą do końca dotrzymywał kroku Trumpowi w prawyborczym wyścigu, którego wynik bardzo długo nie był oczywisty, w przeciwieństwie do Demokratów, gdzie wiktoria Hillary Rodham-Clinton była oczywista, mimo niespodziewanych sukcesów w niektórych stanach skrajnie lewicowego, ideologicznego, ale też szczerze antyestablishmentowego Billa Sandersa. I jakoś twarda republikańska prawica wybaczała Cruzowi unikanie odpowiedzi na pytanie, czy zdradził żonę – za to samo (choć w spektakularnej skali...) chciano ukrzyżować Donalda Trumpa.

Konserwatyści w USA, czyli modlitwa, flaga i hymn
Konferencja amerykańskich konserwatystów zaczyna się każdego dnia od modlitwy – zarówno chrześcijańskiej, jak i judaistycznej. Nikogo to nie dziwi, a opozycja – Demokraci – nawet nie ośmielają się tego skrytykować. Oni też zresztą nie zamykają drzwi przed Bogiem na swoich konwencjach. Potem następuje uroczyste odśpiewanie hymnu USA. Ma to rangę pewnego symbolu w czasie, gdy część amerykańskich sportowców, szczególnie murzyńskich, odmawia odśpiewania „Star-Spangled Banner”. To dlatego tylu mówców na CPAC, łącznie z wiceprezydentem Michaelem Richardem Pence’em, domagało się szacunku dla hymnu państwowego Stanów Zjednoczonych i barw narodowych. Ale nie jest to przecież problem spotykany tylko za wielką wodą. Choć jednak czym innym jest odmowa przyjęcia postawy zasadniczej przy odśpiewaniu hymnu, a czym innym wsadzanie polskiej flagi do psiej kupy. Nawet w liberalnych i wolnościowych Stanach panowie bez hamulców, Kuba Wojewódzki i Marek Raczkowski, mieliby poważne problemy z wymiarem sprawiedliwości.

Charakterystyczne, że na konferencji odbywającej się na granicy Dystryktu Federalnego i Marylandu (ale już na terytorium tego drugiego) szczególnie fetowano tych mówców, którzy – mimo ostatniej tragedii w Parkland na Florydzie opowiadali się za swobodnym dostępem do broni. Aktywiści republikańscy okazali się nieczuli na wielotysięczne demonstracje przeciwników posiadania broni, traktując prawo do jej używania jako jedną z podstawowych amerykańskich wolności.

USA liderem świata wolności
Lista obecności republikańskich polityków, dziennikarzy i osób publicznych na colutowym konwentyklu sprawia wrażenie, że dla amerykańskiej prawicy jest sprawą honoru i prestiżu, by się pokazać w tym tradycyjnym, konserwatywnym gronie. Nie tylko zresztą dla prawicy. Dlatego np. w pierwszym panelu poświęconym romansowi (w tytule napisano wręcz o pójściu do łóżka) radykalnej lewicy i mainstreamowych mediów brała udział Kim Strassel z „Wall Street Journal”. Jasne, że przeważali prawicowi dziennikarze z „Fox News”, „Washington Times” czy portalu Daily Beast i innych.

Z naszego punktu widzenia ważny był panel z udziałem byłego ambasadora USA przy ONZ-ecie Johna Boltona, a także przedstawicielki Instytutu Hoovera Erielle Davidson, Zuhdi Jassera z Amerykańsko-Muzułmańskiego Forum na rzecz Demokracji oraz Raheema Kassama (Breitbart London).

Zastanawiano się, jakie jest w tej chwili największe zagrożenie dla USA? We wstępie do dyskusji wymieniono ich cztery: 1) Chiny, 2) Rosja, 3) „państwa zbójeckie”, 4) wszystkie te niebezpieczeństwa naraz. Większość dyskutantów wydawała się skłaniać do tej ostatniej tezy.

Szczególnie interesujący dla mnie – po ostatnich doświadczeniach ewidentnej cenzury personalnej i ideologicznej na wielu polskich uczelniach i, mimo prawicowych rządów, panoszącej się tam lewicowo-liberalnej politycznej poprawności – był panel, którego tytuł mówił sam za siebie „Jak uniwersyteckie kampusy skręciły w kierunku obozów reedukacyjnych”. Nie przypadkiem panel ten został poprzedzony rozmową z sekretarzem edukacji Betsy DeVos, którą przeprowadziła Kay Coles James, prezes Heritage Fundation. Paneliści, reprezentujący zarówno media, jak i różnego rodzaju organizacje oraz fundacje amerykańskiej młodzieży, przedstawili skrajnie negatywną ocenę uczelni w USA, które stały się membraną liberalnych dogmatów i lewicowych antywartości. Padły ostre sformułowania porównujące wykładowców akademickich do... skunksów.

Puentą konferencji były wystąpienia Donalda Trumpa (piątek) i Mike’a Pence’a (czwartek). Wiceprezydent USA w większym stopniu skupił się na polityce zagranicznej, a jego szef na wewnętrznej. Trump wyśmiewał fake newsy na swój temat i kpił z atakujących go mediów, ale dostał owacje, gdy już na poważnie podkreślił, że USA uznały Jerozolimę za stolicę Izraela. To, co najważniejsze dla nas, powiedział wiceprezydent: „Stany Zjednoczone AP będą dalej liderem świata wolności”. Nie przypadkiem w wypowiedzi tej pojawiły się pojęcia z czasów zimnej wojny ze Związkiem Sowieckim. Pence podkreślił też, że wydatki na obronność są za administracji Trumpa największe w historii USA od czasów Ronalda Reagana. Lepszych wiadomości dla Polski nie mogło być. Ale dla Rosji oraz pacyfistów różnej maści i amerykańskich oraz europejskich lewicowo-liberalnych elit, chcących powtórzyć reset z Moskwą (jak za Obamy), to był fatalny przekaz...

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts