Podczas trwającego od godz. 10 posiedzenia komisji przesłuchiwanych będzie dwóch funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którzy pracowali przy sprawie Amber Gold. Trwa przesłuchanie pierwszego z nich - b. naczelnika delegatury w Gdańsku.

Powiedział on m.in., że we wrześniu lub na początku października 2011 r., zapadła decyzja, że delegatura ABW w Gdańsku nie będzie się aktywnie - operacyjnie zajmować spółką Amber Gold. Wyjaśnił, że decyzję podjęto "w gronie dyrekcji delegatury". Dodał, że on również uczestniczył przy jej podjęciu.

Przewodnicząca komisji śledczej Małgorzata Wassermann dopytywała go, czym było to motywowane. B. funkcjonariusz powiedział, że po pierwsze sprawa ta nie znajdowała się we właściwości ABW. Dodał, że Agencja nie zajmowała się i nie zajmuje "oszustwami na rzecz osób prywatnych".

Wskazał, że wpływ na to miały też wytyczne centrali i - jak podkreślił - "gazetowa wiedza na temat spółki Amber Gold i tego co się wokół niej dzieje".

"Jaka?" - dopytywała Wassermann. Gdy powtórzył posłanka ripostowała:

"Gazetowa wiedza na temat spółki Amber Gold? I to mówi naczelnik Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego?".

Dopytywała też o podejmowane działania operacyjne w sprawie; zaznaczyła równocześnie, że argument o braku właściwości rzeczowej ABW jest "całkowicie chybiony".

Najlepszym faktem świadczącym o tym jest to, że w pośpiechu, po notatce Krzysztofa Bondaryka (b. szefa ABW), 30 maja (2012) wszczęliście sprawę Eldorado. Na tym samym materiale, który mieliście w sierpniu, wrześniu i październiku 2011 r.

- dodała Wassermann.

B. funkcjonariusz wyjaśnił, że również urzędy związane z Ministerstwem Finansów "praktycznie do sierpnia 2012 r." przekazywały ABW sygnał, że "panują nad tematem".

Poinformował, że w maju 2012, wiedząc, że ABW będzie zajmować się sprawą, uzyskiwał informacje dot. Amber Gold z różnych instytucji m.in. z policji.

Udałem się do komendy wojewódzkiej. Szczerze uzyskałem informacje, że materiały policyjne nie przedstawiają zbyt dużej wartości i, że nie mają poszkodowanych, którzy czuliby się pokrzywdzeni przez Marcina P.

- powiedział. Dodał, że "z tamtej rozmowy wyniósł wrażenie, iż działania policji mają związek z aktywnością prokuratury".

Pytany, czy miał informacje o założeniu teczki nadzoru indywidualnego nad sprawą powiedział, że dowiedział się o tym niedawno.