"Zastraszają Amerykanów, bo boją się prawdy". Rozmowa z Antonim Macierewiczem

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

  

- Maile, jakie otrzymują w ostatnich dniach uczeni, mają zdezawuować ich prace, skłonić do zrezygnowania z zaangażowania się w badanie katastrofy smoleńskiej. Takie metody nacisku świadczą o strachu zwolenników „pancernej brzozy”, którzy za wszelką cenę chcą zablokować obiektywne badania naukowe – mówi "Gazecie Polskiej" Antoni Macierewicz, przewodniczący Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem.

Dlaczego badania przeprowadzane przez naukowców z National Institute For Aviation Research z uniwersytetu stanowego w Wichita w Kansas są tak istotne dla procesu wyjaśniania katastrofy smoleńskiej?

Na skutek decyzji ekipy premiera Donalda Tuska zostaliśmy postawieni przez Rosjan w sytuacji bez wyjścia. Systematyczna odmowa zwrotu wraku i wszystkich – co należy dodać, bo o tym się nie mówi – przyrządów nawigacyjnych Tu-154 sprawiła, że musieliśmy szukać innych narzędzi pozwalających w sposób naukowy i niepodważalny, nie poprzez hipotezy, ale poprzez metody weryfikowalne naukowo, odtworzyć ten wrak. W tym wypadku chodzi o bardzo precyzyjne odwzorowanie struktury całego samolotu, która następnie w formie numerycznej pozwali na skonstruowanie modelu i wykorzystywanie go do sprawdzenia, jak samolot Tu-154M zachowałby się w danej sytuacji. A więc w sposób weryfikowalny, naukowy, będziemy mogli sprawdzić prawdziwość hipotez – jeśli w ogóle możemy użyć w tym przypadku tego słowa – zawartych w raportach Tatiany Anodiny i Jerzego Millera. 

Dotarły do nas nieoficjalnie informacje, że na ekspertów z Wichita próbowano już wywierać naciski. Może Pan to potwierdzić?

Rzeczywiście – maile, jakie otrzymują w ostatnich dniach uczeni, mają zdezawuować ich prace, skłonić do zrezygnowania z zaangażowania się w badanie katastrofy smoleńskiej. Takie metody nacisku świadczą o strachu zwolenników „pancernej brzozy”, którzy za wszelką cenę chcą zablokować obiektywne badania naukowe! 

Ma Pan podejrzenia co do tego, kto personalnie za tą kampanią stoi?

Jeżeli ta kampania będzie kontynuowana, trzeba będzie wskazać te nazwiska. Bardzo mnie zastanawia, jak ktoś, kto uważa się za naukowca i przez niektórych za naukowca jest uważany, godzi próbę zmuszenia innego badacza do rezygnacji z podejmowania pewnych „niewygodnych” tematów z naukową etyką. Zadziwiające, prawda? To robi wrażenie, bo jest sprzeczne z samą istotą nauki i pokazuje, iż mamy do czynienia z politycznym zamówieniem. My badamy, dążymy do weryfikacji hipotez. Czasami możemy się mylić i wtedy mówimy, że się myliliśmy. Oni urządzają zaś kampanię polityczną, która jest motywowana strachem przed kompromitacją, odpowiedzialnością i przed ujawnieniem rzeczywistych źródeł postępowania. 

Czy może Pan powiedzieć, z jakich elementów będzie się składał kwietniowy raport?

To będzie obszerny dokument, chociaż dążymy do tego, aby główna jego część składała się wyłącznie z konkluzji. Jest przecież bardzo wiele zagadnień – począwszy od opisu samolotu, poprzez opis lotu, poszczególnych przyrządów i samego technicznego przebiegu wydarzenia. Staramy się, aby sam raport nie przekroczył 100 stron, w związku z tym główne konkluzje będą wymagały kilkusetstronicowych załączników. Ci, którzy będą chcieli sprawdzić wiarygodność naszego raportu, będą mogli z nich skorzystać.  

Dzięki pracy podkomisji i Pana jako ministra obrony narodowej pozyskano dla sprawy badania Smoleńska międzynarodowe autorytety, m.in. Franka Taylora czy właśnie naukowców z USA. Czy podkomisja będzie próbowała w przyszłości przedstawić swoje ustalenia na arenie międzynarodowej, zdominowanej obecnie przez przekaz rosyjski?

Przede wszystkim trzeba podkreślić, że to praca zbiorowa i nie sposób przecenić wysiłku wszystkich członków komisji, a w kwestii, o której mówimy, wkładu takich osób jak prof. Wiesław Binienda, Glenn Jørgensen, dr Kazimierz Nowaczyk, dr Grzegorz Szuladziński i prof. Piotr Witakowski. Nic byśmy też nie osiągnęli bez współpracy i wielkiego wkładu Wojskowej Akademii Technicznej i zespołu prof. Aleksandra Olejnika. W sprawie umiędzynarodowienia wyników badań podjęliśmy już daleko idące przygotowania. Ale proszę nie pytać mnie dzisiaj o szczegóły. Będzie raport, a zwłaszcza jego ostateczna wersja, wtedy wrócimy do tego tematu. Dzisiaj chciałbym serdecznie podziękować prof. Taylorowi i przedstawicielowi Rodzin, którzy dzięki wywiadowi opublikowanemu w Sky News upowszechnili prawdę o katastrofie smoleńskiej na cały świat. A wszyscy, którzy nas wypytują o plany, muszą zdawać sobie sprawę z tego, że najbardziej uważnym czytelnikiem tych informacji są służby rosyjskie, bo to przecież Rosja nie zwracając naszej własności, pokazuje całemu światu, że wciąż nie chce współpracować w działaniach, których celem jest ujawnienie prawdziwych przyczyn smoleńskiej tragedii.

Czego dotyczą wasze starania w kwestii umiędzynarodowienia wiedzy o Smoleńsku?

Kierunków działań na rzecz umiędzynarodowienia tego śledztwa i skłonienia Rosji do zmiany swojego dotychczas niechętnego stanowiska. Jak Pan widzi, już dziś nasza komisja korzysta z szerokiej współpracy międzynarodowej. Zaangażowanie prof. Franka Taylora i jego zespołu, National Institute For Aviation Research, wybitnych międzynarodowych prawników – to wszystko sprawia, że Komisja ma szerokie wsparcie. Ale chcemy też współpracy z Rosją. Niestety wciąż nie otrzymałem odpowiedzi na moje pismo do Aleksandra Morozowa, szefa komisji Technicznej MAK. W piśmie tym zwróciłem się z prośbą o materiały, na podstawie których w wywiadzie z czerwca ubiegłego roku dla Agencji Sputnik wskazał, że już w powietrzu nastąpiły liczne awarie Tu-154M, m.in. silnika, generatora, wysokościomierza. Te stwierdzenia są prawdziwe, rzecz w tym, że zostały one całkowicie pominięte w raporcie Morozowa z 2011 roku, a przypomniane dopiero w tym właśnie wywiadzie, już po opublikowaniu informacji na ten temat przez naszą komisję. 

Czy kwietniowy raport zostanie przetłumaczony na angielski?

Tak, oczywiście. Zostanie przetłumaczony na język angielski, czego niestety nie zrobił pan Jerzy Miller. 

Całość wywiadu z Antonim Macierewiczem w tygodniku „Gazeta Polska”

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Rozmowy ministrów edukacji RP i Białorusi

/ https://twitter.com/MEN_GOV_PL

  

Minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski odbył dziś spotkanie z białoruskim ministrem edukacji Iharem Karpienką. „Głównym tematem rozmów było nauczanie języka polskiego na Białorusi” – poinformował szef MEN.

Jak powiedział minister Piontkowski, stronie polskiej zależy na tym, by na Białorusi „otwierane były klasy z nauczaniem języka polskiego tam, gdzie pojawiają się osoby chętne do nauki”.

„Druga sprawa to pozostawienie możliwości zdawania egzaminów maturalnych dla uczniów szkół z polskim językiem nauczania”

– powiedział Piontkowski. Wcześniej organizacje polskie alarmowały, że planowane zmiany w kodeksie edukacji doprowadzą do likwidacji takiej możliwości i konieczne będzie zdawanie matury w jednym z języków państwowych – białoruskim lub rosyjskim.

Minister edukacji powiedział, że „spotkanie pokazało, że jest otwartość strony białoruskiej na rozmowę o nauczaniu języka polskiego”.

„Na razie przekazaliśmy szczegóły do komisji dwustronnej. Tam są dwa albo trzy elementy, które dotąd budziły pewne kontrowersje, mamy nadzieje, że po tych rozmowach uda się doprowadzić do pozytywnego efektu” – oświadczył Piontkowski.

Dodał, że w trakcie rozmów polska delegacja zaproponowała także stronie białoruskiej możliwość dwustronnej wymiany młodzieży – „tak, jak Polska to robi z Niemcami, Ukrainą czy Litwą”.

Jak przekazał Piontkowski, minister Karpienka zadeklarował, że strona białoruska „nie widzi problemu w tym, aby mogły powstawać polskie klasy (klasy z nauczaniem języka polskiego – red.)”.

„Mamy nadzieję, że to przełoży się na praktyczne działania i na realną możliwość tworzenia takich klas w białoruskim systemie szkolnictwa” – dodał. Jak powiedział, władze białoruskie wskazują, że w dużej mierze decyzje takie leżą w gestii władz lokalnych, a język polski jest traktowany jak inne języki obce.

„My natomiast kładziemy nacisk na to, aby stworzyć ramy prawne, które pozwolą – tak jak jest to w Polsce – aby mniejszości narodowe mogły mieć swoje klasy, swoje szkoły, kultywować naukę języka, tradycji, historii”

– podkreślił Piontkowski.

Dlatego m.in., jak powiedział, zaprosił ministra edukacji Białorusi do odwiedzin w Polsce, „by mógł porównać rozwiązania polskie (kierowane do mniejszości białoruskiej – red.) i białoruskie”.

Na Białorusi języka polskiego w szkołach w różnej formie uczyło się w ubiegłym roku szkolnym blisko 13 tys. dzieci. Ponad połowa z tego przypadła na szkoły społeczne, działające przy organizacjach polskich. Ich przedstawiciele zwracają uwagę, że liczba uczniów szkół społecznych rośnie, ale jest to nie tylko efekt ogólnej tendencji, ale częściowo także wypierania języka polskiego ze szkół państwowych.

Na Białorusi działają dwie państwowe szkoły polskie w Grodnie i Wołkowysku (ich powstanie sfinansowała RP jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku). Oprócz tego w systemie szkolnictwa państwowego w niektórych białoruskich szkołach jest możliwa nauka języka polskiego jako przedmiotu lub w ramach zajęć dodatkowych.

Zarówno przedstawiciele Związku Polaków na Białorusi, jak i Polskiej Macierzy Szkolnej, mówią o tym, że obserwują stopniowe ograniczanie nauki języka polskiego jako przedmiotu i fakultetu.

W czasie dwudniowej wizyty na Białorusi minister Dariusz Piontkowski spotkał się z Polakami mieszkającymi na Białorusi i rozmawiał z przedstawicielami środowisk oświaty polskiej. W niedzielę wziął udział w rozpoczęciu roku szkolnego w Szkole Społecznej im. Króla Stefana Batorego, prowadzonej przy ZPB w Grodnie.

W poniedziałek w Mińsku minister Piontkowski odwiedził szkołę państwową nr 69, gdzie język polski jest nauczany jako jeden z przedmiotów.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl