Kolejny manifestant, ppłk Wacław Pruszyński, był funkcjonariuszem wywiadu SB o ps. Arens i Oron, a jego żona pracowała w gabinecie Czesława Kiszczaka. Z kolei matka Agnieszki Czeredereckiej też pracowała w MSW i uczyła esbeków w szkole imienia Dzierżyńskiego.

Na protestach „obrońców demokracji” przeciwko rządowi PiS od dawna tłumów brak. A to daje możliwość ustalenia, kim są ci nieliczni, którzy przychodzą zawsze, a przez media przedstawiani są jako najbardziej zatroskani o Polskę obywatele. „Żelazny skład” zjawia się bez znaczenia, czy danego dnia chodzi akurat o obronę „wolnych sądów”, kontrmiesięcznicę, dostęp do aborcji czy wiecowanie ku czci komunistów. Ważne, że protest ma uderzyć w PiS.

Ich „osiągnięcia” są powszechnie znane, a wiele z nich ma jawnie destabilizować państwo lub – jak zakłócanie miesięcznic – jest działaniem w interesie Rosji. Przypomnijmy tylko prowokowanie zajść przed Sejmem w czasie próby puczu z grudnia 2016 r., bezprawne wdzieranie się na teren parlamentu, rzucanie jajami w kolumnę aut rządowych czy oblewanie farbą siedziby PiS.

Kolejny raz do eskalacji atmosfery agresji doszło po wydarzeniach z 8 grudnia 2017 r., gdy kilkoro uczestników protestu Obywateli RP obrzuciło jajami rządowe limuzyny. Z kolei w styczniu uczestnicy czarnego marszu oblali farbą siedzibę PiS.

Tylko o niewielkiej części „żelaznego składu” wiedzieliśmy dotąd coś konkretnego. Tymczasem obok dobrze znanych już postaci z protestów antyrządowych, jak działający w PZPR płk LWP Adam Mazguła, który w 2016 r. zasłynął pochwałą stanu wojennego, czy były żołnierz WSI Tadeusz Korblin, wśród „obrońców demokracji” jest Lalka Podobińska (właściwe imię Stanisława), była szefowa biura posłanki Twojego Ruchu Anny Grodzkiej. Promotorka posła-transwestyty zakładała też z nim fundację osób transpłciowych Trans-fuzja. 

Podobińska sama była aktywistką uczelnianą SZSP, członkiem plenum rady uczelnianej. Jej ojciec, Romuald Fedorowicz, w 1944 r. przystąpił do sowieckiej partyzantki. Później na ochotnika przeszedł do Armii Czerwonej. Po wojnie skierowano go do Polski do służby w KBW. W 1960 r. zgłosił się do pracy w SB jako wywiadowca w Biurze „B”. Po odejściu z SB w 1974 r. dalej pomagał służbom. W 1985 r. został zarejestrowany jako właściciel lokalu kontaktowego SB o krypt. „Baza”. Pobierał za to opłaty od SB. Matka Lalki Podobińskiej – Katarzyna, podobnie jak mąż, od 1945 r. pracowała w MBP i z bezpieką związała się na długie lata.

Innym demonstrantem antyPiS jest Wacław Pruszyński. W Internecie przedstawia się zdjęciem podpisanym „Jestem gorszego sortu”. Innym razem Pruszyński prezentuje się podczas protestów, podpisując zdjęcie „Protest Wolne sądy!”. Jest też jego fotografia z lipcowej demonstracji pod Pałacem Prezydenckim ze świecą w ręku. 

W PRL ppłk Wacław Pruszyński był funkcjonariuszem wywiadu SB o ps. Arens i Oron. Pracował m.in. w rezydenturze wywiadu PRL w Kairze. Był wyróżniany w stanie wojennym. Ceniono go w SB jako wartościowego funkcjonariusza bezpieki przejawiającego własną inicjatywę i „pomysłowość operacyjną”. Od 1983 r. zatrudniono go w MSZ jako doradcę ministra. Funkcjonował nadal równolegle jako pracownik zewnętrzny wywiadu PRL. W 1986 r. został wysłany z MSZ na I sekretarza ambasady PRL w Budapeszcie. Jego żona Weronika pracowała również w MSW, w stanie wojennym była inspektorem w gabinecie ministra Czesława Kiszczaka.

– Za chwilę stracimy wszystko. Teraz właśnie tracimy sądy – wołała w listopadzie 2017 r. przed Sejmem Elżbieta Podleśna należąca do ruchów Strajk Kobiet i Obywatele RP. Podczas gdy posłowie obradowali nad reformą sądownictwa, Podleśna wznosiła okrzyki przed Sejmem w obronie „wolnych sądów”. – Mój ojciec był sędzią w czasach komuny. I codziennie pękało mu serce, jak musiał iść do roboty. Aż umarł, mając 50 lat. Teraz ja idę do pięćdziesiątki i stanę po tej samej stronie, po której stał mój stary – krzyczała Podleśna. Internauci szybko podsumowali to jako perfekcyjny strzał we własną stopę „demokratów”.

Z etykietką Warszawskiego Strajku Kobiet maszeruje też przeciwko PiS przy różnych okazjach Agnieszka Czerederecka. Jej matka była wieloletnim pracownikiem MSW PRL. W czasie swej kariery uczyła m.in. byłych esbeków w Wyższej Szkole Oficerskiej im. Feliksa Dzierżyńskiego w Legionowie. – To wy szerzycie nienawiść – krzyczała przez megafon w ubiegłym roku uczestniczka kontrmiesięcznicy, blokującej wraz z Obywatelami RP Marsz Pamięci ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej. – Tak, to pan jest winien tego, co się dzieje w naszym kraju! Pan zabił nas moralnie, zabił w nas szczęście i spokój! Odebrał pan nam spokój i to szczęście. Powoduje pan, że wychodząc z domu, rozglądamy się na boki, czy sąsiad nas nie zaatakuje. Bo mamy znaczek „Obywatele RP” – mówiła demonstrantka Monika Dąbrowska. Przyznała, że jest córką oficera LWP:

– Mój tato był żołnierzem zawodowym LWP. Pracował w 36. specpułku lotnictwa.

Aktywnym demonstrantem jest też dziennikarz i dyplomata Krzysztof W. Kasprzyk. To współzałożyciel KOD, były konsul generalny RP w Vancouver, Los Angeles i Nowym Jorku. Kasprzyk robił karierę już w PRL jako redaktor m.in. „Echa Krakowa”. Zasłużył się w szeregach PZPR. Już na studiach powierzono mu funkcje członka komisji propagandy Komitetu Uczelnianego AGH, a później sekretarza grupy partyjnej.

Po latach, gdy Kasprzyk stał się obrońcą demokracji, zamieścił wpis o śmierci niebanalnego człowieka – Fidela Castro. Tekst okrasił zdjęciem dyktatora z 1972 r. grającego w koszykówkę podczas pokazowego meczu w krakowskiej hali Wisły. „Byłem na trybunach, które żywiołowo reagowały na dryblingi legendarnego wówczas kubańskiego dyktatora” – pisał.

Więcej w tygodniku "Gazeta Polska"