Antoni Krauze nie żyje. Reżyser i scenarzysta, twórca filmu „Smoleńsk” zmarł w wieku 78 lat

/ Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Wybitny reżyser i scenarzysta, twórca filmów fabularnych oraz realizator licznych obrazów krótkometrażowych. Antoni Krauze nie żyje. Ostatnie wyreżyserowane przez niego filmy to „Czarny Czwartek” oraz „Smoleńsk”.

Tuż przed premierą filmu „Smoleńsk” mówił, że zdecydowanie może to być jego ostatni film.

CZYTAJ WIĘCEJ: „Smoleńsk” to mój ostatni film - mówi reżyser Antoni Krauze.
 

Informacja o śmierci reżysera pojawiła się w mediach społecznościowych. Po chwili potwierdzili ją dziennikarze:
 


Antoni Krauze urodził się 4 stycznia w 1940 r. w Warszawie. Studiował w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, współpracując także ze Studenckim Teatrem Satyryków. W 1966 ukończył studia na Wydziale Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi. Od maja 1968 związany ze Studiem Filmowym „TOR”. Asystent Krzysztofa Zanussiego przy filmie Struktura kryształu. Od 1969 pracował samodzielnie. Zaprzyjaźniony z Piwnicą pod Baranami, brał udział w wielu jej przedsięwzięciach. Był bratem grafika Andrzeja Krauzego.

Przypominamy fragmenty wywiadu z Antonim Krauze z kwietnia 2016 roku:

Czy wiesz, że dziś Antoni to jedno z najczęściej nadawanych imion?
Przed wojną było to imię kojarzące się z łobuzami ze Starego Miasta. Nazywano ich „Antkami”. A ja otrzymałem to imię z wdzięczności za pomoc św. Antoniego Padewskiego. Kiedy wybuchła II wojna światowa, moja matka była w zaawansowanej ciąży. Ojciec, który nie był zmobilizowany do wojska w sierpniu, wyruszył na wezwanie władz w kierunku Lublina, gdzie miała powstać II Armia Wojska Polskiego. 17 września dotarła do Warszawy informacja, że granicę od Wschodu przekroczyli Sowieci. Nikt wtedy nie miał wątpliwości, co się stanie z Polakami, którzy wpadną w ich ręce. Moja matka, wtedy młoda kobieta, pobiegła na ulicę Senatorską do kościoła ufundowanego z okazji odzyskania przez Polskę Smoleńska. Ponieważ zdarzyło się to 13 czerwca, patronem kościoła został św. Antoni. Moja matka złożyła przysięgę, że jeżeli jej mąż wróci szczęśliwie do domu, to dziecko, które się narodzi, będzie miało na imię Antoni albo Antonina. I ojciec wrócił. Nikt wtedy w Polsce nie miał wątpliwości, czym grozi wejście zaborców ze Wschodu. To było dziewiętnaście lat od Bitwy Warszawskiej. A teraz, po strasznych czasach PRL-u, jakby ktoś odłączył Polakom dostęp do pamięci o tym, czym naprawdę jest Rosja.

Czy dobrze rozumiem, że od czasu „Czarnego Czwartku” to fakty, a nie sztuka są w Twojej twórczości najważniejsze?
Z biegiem lat nabrałem wielkiego szacunku do rzeczy, które wydarzyły się naprawdę. Rzeczywistość wydaje się tak pomysłowa, że wygrywa z tym wszystkim, co są w stanie wymyślić najbardziej pomysłowi autorzy. Przystępując do prac nad „Czarnym Czwartkiem”, chciałem zrobić film o tragedii, która towarzyszyła mi przez całe moje dorosłe życie. I bardzo mi zależało, żeby w filmie przedstawić fakty, niczego nie dodawać. Bo prawda o tamtej tragedii nigdy nie przedostała się do powszechnej świadomości. Grudzień 1970 roku był chyba najbardziej utajonym epizodem w powojennej polskiej historii.

Zaraz po zakończeniu zdjęć do „Czarnego Czwartku” wydarzyła się tragedia smoleńska. Kończyłem poprzedni film, ale kolejny dramat nie dawał mi spokoju. Liczba kłamstw towarzyszących oficjalnemu śledztwu prowokowała do zabrania głosu. Kiedy w połowie stycznia 2011 r., kilka dni po raporcie MAK, polska prokuratura ujawniła wydaną przez dowódcę tupolewa komendę o odejściu na drugi krąg, ukrytą w raporcie gen. Anodiny, dla wszystkich stało się jasne, że mamy do czynienia z wielką manipulacją. To wtedy podjąłem decyzję, żeby zrealizować „Smoleńsk”. Opierając się na sprawdzonych informacjach, zrekonstruować to, co rzeczywiście wydarzyło się na Siewiernym.


CZYTAJ WIĘCEJ: „Smoleńsk” to film o tym, co stało się z polską inteligencją - rozmowa z reżyserem Antonim Krauze
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Twitter

Tagi

Wczytuję komentarze...

"Nie" dla słomek i patyczków higienicznych. Unijni ambasadorowie poparli nową dyrektywę

/ pixabay.com/CC0/Bru-nO

  

Ambasadorowie krajów UE zatwierdzili dzisiaj porozumienie PE i państw unijnych w sprawie nowych przepisów, które mają ograniczyć ilość plastikowych śmieci trafiających do mórz. W UE zakazane będą m.in. plastikowe talerze, słomki czy patyczki higieniczne.

Komisja Europejska, która w maju ub.r. zaproponowała projekt w tej sprawie, wzięła na celownik 10 produktów jednorazowego użytku, jak również zagubione i porzucane narzędzia połowowe, np. sieci. Była to konsekwencja alarmującego wzrostu ilości szkodliwych odpadów z tworzyw sztucznych w morzach i oceanach. Łącznie stanowią one 70 proc. wszystkich odpadów morskich.

Eksperci wskazują, że części plastikowych odpadów przedostają się do płuc i trafiają na stoły przez to, że mikrodrobiny plastiku są obecne w powietrzu, wodzie i żywności.

Nowe przepisy wprowadzą zakaz stosowania tworzyw sztucznych w niektórych produktach. W przypadku, gdy istnieją dla nich łatwo dostępne i przystępne cenowo zamienniki, produkty jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych zostaną objęte zakazem wprowadzania do obrotu. Zakaz obejmie plastikowe patyczki higieniczne, sztućce, talerze, słomki, mieszadła i kubki do napojów oraz pojemniki na żywność wykonane ze spienionego polistyrenu czy produkty wykonane z oksydegradowalnego tworzywa sztucznego (tzw. utleniający się plastik).

Jeśli chodzi o inne produkty, nacisk został położony na ograniczanie ich stosowania przez wyznaczenie krajowych celów redukcji konsumpcji. Przykładowo od 2025 roku kraje członkowskie UE będą miały obowiązek recyklingu co najmniej 25 proc. butelek plastikowych (PET). W 2030 roku recyklingowi ma być poddanych minimum 30 proc. wszystkich butelek plastikowych.

W zmniejszeniu ilości plastikowych śmieci mają pomóc też odpowiednie wymagania dotyczące projektowania i etykietowania. Na opakowaniach chusteczek nawilżonych do higieny osobistej będą musiały być oznaczenia, które poinformują konsumentów o obecności plastiku w produkcie i szkodliwości dla środowiska, jeśli zostanie on wyrzucony gdzie indziej niż do kosza.

Producenci zawierających plastik filtrów tytoniowych będą musieli pokrywać koszty publicznych systemów zbierania niedopałków, a także utrzymania odpowiedniej infrastruktury. Chodzi np. o pojemniki na odpady w popularnych miejscach dla palaczy. Filtry do produktów tytoniowych zawierające plastik są drugim z najbardziej zaśmiecających jednorazowych produktów z tworzyw sztucznych w UE.

Unijni legislatorzy uznali, że takie restrykcje spowodują rozwój alternatywnych produktów, które zastąpią zawierające plastik filtry. Na paczkach papierosów i innych produktach tytoniowych z filtrami będą musiały pojawić się też specjalne oznaczenia. Poinformują one konsumentów o obecności plastiku i szkodach dla środowiska, jeśli niedopałek trafi do innego miejsca niż kosz na śmieci.

KE przekonuje, że nowa dyrektywa w sprawie tworzyw sztucznych jednorazowego użytku będzie najbardziej ambitnym instrumentem prawnym na poziomie światowym, dotyczącym odpadów morskich.

Po uzyskaniu poparcia unijnych ambasadorów porozumienie zostanie przedstawione do ostatecznego przyjęcia przez Radę UE i Parlament Europejski.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl