W rozmowie Krzysztof Wyszkowski ujawnia, jak władza traktowała rodzinę „przestępcy” z Kedywu AK: 

To była okropna nędza. Było nas troje rodzeństwa i walczyliśmy o kawałek starego chleba, który mama przypiekała na wodzie na patelni. Mieszkaliśmy w piwnicy porośniętej grzybem, spaliśmy na łóżku piętrowym. Ja na górze, pod sufitem, nad nosem mając piękny, kolorowy grzyb. Na dwór wychodziliśmy zimą oddzielnie, po kolei, bo starczało ubranek dla wszystkich trojga od razu.

Rodzinę Wyszkowskich celowo zesłano do dzielnicy nomenklatury. 

W dużych poniemieckich willach mieszkali tam funkcjonariusze. Nas umieszczono w piwnicy i dzieci funkcjonariuszy nie chciały się z nami bawić 
– opowiada.

Ojciec już wtedy siedział, potem wysłano go do niewolniczej pracy w kopalni i kamieniołomie, a także przy formowaniu betonowych belek służących do budowy Pałacu Kultury. A wcześniej doszło do wspomnianego fałszerstwa. 

Nie wiem, czy nie mogę być za to pociągnięty do odpowiedzialności. Mam w dokumentach fałszywą i datę, i miejsce urodzenia. Urodziłem się 10 sierpnia 1947 roku w Ostrowi Mazowieckiej, a mam wpisane Mrągowo i 19 listopada tego roku 
– mówi Wyszkowski.

Stało się tak, bo jego matka uciekała przez komunistami będąc z nim w ciąży. 

Wtedy w Ostrowi Mazowieckiej, w domku mojego dziadka, przy Słonecznej 8, na pierwszym piętrze, urodziłem się. Musieliśmy zameldować moją siostrę, która wprowadziła się tam, gdy mama była w ciąży. No więc trzeba było odczekać trzeba było odczekać jakąś prawdopodobną odległość czasu do moich narodzin 
– wyjaśnia.

Wyszkowski nie ukrywa, że chciałby dziś zburzyć Pałac Kultury, do którego budowania zmuszony był jego ojciec. 

Bardzo bym chciał. Tym bardziej, że gdy ojciec wyszedł z więzienia, zawiózł mnie na pływalnię do Pałacu Kultury i pokazywał kawałki marmurów, które osobiście musiał piłować w kamieniołomie 
– powiedział w „Wywiadzie z chuliganem”.