Stefan Hula mógł być rozczarowany, bo po pierwszej serii konkursu olimpijskiego w Pjongczangu znajdował się na pierwszym miejscu ze zdecydowaną przewagą nad rywalami. Polak oddał najdłuższy skok pierwszej części konkursu - 111 metrów, czyli aż o trzy metry dalej niż Ryoryu Kobayashi czy też o cztery i pół metra dalej od Kamila Stocha, zajmującego drugie miejsce.

W drugiej serii Hula skoczył jednak krócej. Odległość 105,5 metra sprawiła, że spadł on na piąte miejsce. Stoch uzyskał taki sam rezultat i był czwarty.

Oczywiście jest to dla mnie ogromny sukces, ale... co mam powiedzieć, jest po zawodach. Mogło być wspaniale, ale jest pięknie. Nie denerwowałem się, czułem się dobrze i wiem na co mnie stać. Pokazywałem to w skokach treningowych, wiedziałem, że stać mnie na bardzo dobre skoki. Nie wszystko jednak zależy od nas.

- mówił Hula w rozmowie z Sebastianem Szczęsnym z TVP Sport.

Patrzę teraz, że te dwa skoki były dalekie, ale rywale w drugiej serii polecieli dobrze. Skoki są na tak wysokim poziomie, że nie jest to takie proste jakie mogłoby się wydawać. Powinniśmy być z siebie zadowoleni i dumni, bo czwarte i piąte miejsce oznacza, że pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony i jesteśmy w dobrej dyspozycji.

- dodał zawodnik z Zakopanego. 

Rywalizację olimpijską na skoczni normalnej wygrał Niemiec Andreas Wellinger, wyprzedzając Johanna Andre Forfanga i Roberta Johanssona.

Polacy byli tuż za podium: Kamil Stoch zajął czwarte miejsce, a Stefan Hula był piąty.

Pozostali nasi reprezentanci spisali się słabiej - Maciej Kot był dziewiętnasty, a Dawid Kubacki nie wszedł do drugiej serii, zajmując miejsce poza pierwszą trzydziestką.

Kolejny konkurs w Pjongczang już 17 lutego - skoczkowie powalczą wtedy w konkursie indywidualnym na dużej skoczni.