Stefan Hula jest największą rewelacją pierwszej serii konkursu skoków na igrzyskach olimpijskich w Pjongczang. Zawodnik KS Evenement Zakopane uzyskał 111 metrów i jest liderem na półmetku rywalizacji. Rywalizacja w Korei przypomina igrzyska z 1972 roku i pamiętny skok Wojciecha Fortuny.

Skoki narciarskie 46 lat temu wyglądały zupełnie inaczej niż obecnie. Zawodnicy nie startowali w dopasowanych kombinezonach, ruszali również z bramki startowej, nie siadając na belce. Inny był też styl lotu - narty układali równolegle, nie obowiązywał styl "V". Na igrzyskach w Sapporo polski skoczek Wojciech Fortuna był sprawcą jednej z największych sensacji, uciszając publiczność na słynnej skoczni Okurayama. Faworytem gospodarzy był słynny Yukiyo Kasaya.

Jadę i w momencie odbicia poczułem, że wyszedłem z progu pół metra wyżej niż w każdym życiowym skoku. To było idealne, perfekcyjne wyjście z progu. No i lecę, nie mogę się wycofać, aż spadłem na czerwoną linię oznaczającą punkt krytyczny skoczni. Nie ruszyło mnie przy lądowaniu. Ręce uniosłem do góry, bo wiadomo, bardzo się ucieszyłem. Biłem sobie brawo, co widać na filmie. Cisza na stadionie. Słyszałem za to tysiące fleszy aparatów fotograficznych strzelających w moim kierunku. Patrzę na tablicę wyników: 111 metrów i 130,4 punktu - takiej noty nie pamiętam, nie widziałem nigdy w życiu. Patrzę, a ktoś biegnie do mnie. To był trener Fortecki. Gratuluje mi, rzucił mi się na szyję, uściskaliśmy się, cieszył się bardzo z mojego wyniku.

- opisywał Fortuna w wywiadzie Wojciecha Szatkowskiego w 1996 roku. 

W drugiej serii Wojciech Fortuna uzyskał tylko 87,5 metra, ale wystarczyło to do pokonania drugiego Waltera Steinera o 0,1 punktu, oznaczało to złoty medal igrzysk olimpijskich. W pamięci kibiców został na zawsze fantastyczny skok z pierwszej serii. W Pjongczang jest podobnie - 111 metrów polskiego skoczka, zachwyty nad jego świetną postawą i prowadzenie po pierwszej serii. Stefan Hula ma 5,9 punktu przewagi nad drugimi Kamilem Stochem i Johannem Andre Forfangiem.