Komisja ds. Amber Gold przesłuchiwała dziś funkcjonariusza Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który pracował przy tej aferze. Świadek zeznał, że "materiał dowodowy nie wskazywał, że OLT ma doprowadzić do upadku LOT", ale jego słowa stoją w jaskrawej sprzeczności z zacytowanym meldunkiem operacyjnym.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann zareagowała na tę rozbieżność:

"Bo najpierw trzeba było zebrać materiał dowodowy - a poza pracownikami ULC nie przesłuchali Panowie nikogo, a zwłaszcza zarządu LOT".

Z dzisiejszego przesłuchania dowiedzieliśmy się też, że już w lipcu 2012 r. ABW wiedziała, iż szef Amber Gold był osobą karaną i nie powinien kierować tą spółką. Taką informację posiadała również prokuratura - zeznał dziś przed komisją śledczą funkcjonariusz ABW.

Jarosław Krajewski (PiS) spytał świadka, co zrobiła ABW po ustaleniu, że szef Amber Gold był wcześniej karany.

"Te informacje pojawiły się po pierwszych sprawdzeniach. Informacja o karalności była już w notatce urzędowej, która była podstawą wszczęcia śledztwa"

- odpowiedział funkcjonariusz.

"Jasne było, że taka osoba nie może pełnić funkcji prezesa Amber Gold i co świadek z ta wiedzą uczynił?"

- pytał dalej Krajewski.

"Proszę państwa, to prokurator zawsze podejmuje decyzje" - odpowiedział świadek. "Przy wszczęciu śledztwa ta informacja była znana. Prokuratura dysponowała tymi informacjami" - podkreślał świadek.

Przed godz. 15 komisja śledcza ogłosiła przerwę w przesłuchaniu funkcjonariusza ABW. Już wcześniej zapowiedziano, że dzisiaj po południu komisja przesłucha w trybie niejawnym byłego szefa MSW Jacka Cichockiego