Szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel zapewnił wczoraj, że Polska może być pewna, iż Niemcy biorą na siebie pełną odpowiedzialność za Holokaust i będą potępiać takie zafałszowania historii jak sformułowanie "polskie obozy śmierci".

W ocenie prof. Zybertowicza "wypowiedź niemieckiego ministra spraw zagranicznych Sigmara Gabriela jest bardzo ważna".

Nie tylko dla nas, ale także dla samych Niemców. Dla nas jego słowa są nie tylko wyrazem woli kontynuacji polityki pojednania i współpracy. Mogą także być ważnym zasobem argumentacyjnym – dodał.

Szczególną uwagę zwrócę na następujące dwa zdania: "Nic nie było dla mnie tak jasne, jak fakt, że były to niemieckie obozy koncentracyjne, które nieprzypadkowo były w Polsce. Polska kultura miała zostać tak samo zgładzona, jak całe żydowskie życie". Te słowa pozwalają nam przeciwstawiać się wypowiedziom komentatorów zagranicznych, argumentującym, że to "zagłada Żydów była jedynym celem Niemców" oraz, że jeśli Polacy ucierpieli to „przy okazji" – wskazał doradca prezydenta RP.

Prof. Zybertowicz jako przykład podał Adama Leszczyńskiego, autor post-czerskiego portalu Okopress.pl (materiał z 31 stycznia 2018) wypowiedź rzecznika rządu Joanny Kopcińskiej „Polacy byli ofiarami na równi z Żydami. Musimy bronić tej prawdy historycznej” ocenia tak: „Fałsz. Okupant traktował Polaków i Żydów diametralnie inaczej”.

I temu autorowi, i wszystkim, którzy próbują  pomniejszać polskie cierpienia i rolę Polaków jako ofiar II wojny światowej, ofiar zbrodni hitlerowskich, powinno dać do myślenia, że niemiecki minister spraw zagranicznych przypomina to, co jest zbyt często odrzucane przez wielu w Izraelu, USA i innych krajach świata: "Polska kultura miała zostać tak samo zgładzona, jak całe żydowskie życie" (przywołuję na tłumaczenie na język polski pochodzące z "Deutsche Welle", by uniknąć ewentualnych przekłamań) – powiedział profesor.

Nasz rozmówca podkreślił, że "to ważne słowa nie tylko w kontekście obecnego sporu, ale także dla zrozumienia relacji polsko-niemieckich oraz wewnętrznej polityki samej Republiki Federalnej".

Wypowiedź Gabriela można skomentować słowami profesora z Uniwersytetu Wrocławskiego, Adama Chmielewskiego, który napisał na Facebooku: "Integralną częścią podmiotowości ludzkiej jest umiejętność przyznawania się do porażek moralnych. W tym tkwi ludzka godność, w szczerości wobec innych i siebie. (…) Gdyby sprawca zaprzeczał swojej niepodważalnej winie, dokonałby aktu samoponiżenia. Oprócz potępienia za wyrządzone zło, skazałby się na dodatkowe dwie kary: poniżenie w oczach innych oraz we własnych".

Prof. Zybertowicz zaznaczył, że "Chmielewski odnosi te słowa nie tylko do Niemców, chwaląc Gabriela, ale również do Polaków, którzy nie do końca – jego zdaniem – przyznają się do swoich zbrodni wobec Żydów".

Wracając do Niemiec: intelektualiści niemieccy od lat boją się demonów germańskiej tożsamości narodowej, dlatego próbują budować Niemcy kosmopolityczne, postnarodowe. Dlatego z takim rezonansem spotkała się tam koncepcja wybitnego filozofa  Jürgena Habermasa – patriotyzm konstytucyjny. Niedawny sukces wyborczy AfD, a także siła ruchów neonazistowskich w Niemczech pokazują, że te demony szowinizmu są w Niemczech obecne, w skali nieproporcjonalnej do innych krajów – mówił.

Sądzę, że niemiecki minister wypowiedzią, która ma wymiar moralny – w takim sensie, jak ujął to prof. Chmielewski – jednocześnie daje sygnał swemu społeczeństwu, że jeśli będzie zaprzeczało swojej własnej winie, to demony niemieckiego szowinizmu mogą przybrać na sile. Ta niemiecka poprawność polityczna, która często nas razi, to nie jest tylko cyniczna gra. Wielu Niemców obawia się np., że publiczne ujawnianie etnicznego tła pewnych przestępstw (np. molestowania kobiet, jakie miało miejsce w Kolonii), może prowokować ksenofobię i agresję – powiedział nasz rozmówca.

Doradca prezydenta powiedział, że "w pierwszym kroku niniejszego komentarza, gdy cytowałem prof. Chmielewskiego, popatrzyłem na ministra Gabriela jako na człowieka, który zachowuje się w sposób godny".

Ale jako analityk polityki, mam obowiązek spojrzeć na to także w kategoriach gry interesów. Myślę, że jest posunięcie, które ma wytrąć potencjalne argumenty z rąk polskich, ale nie tylko, środowisk politycznych, które chciałyby eksponować wątek niemieckiej odpowiedzialności  - w tle przecież jest motyw reparacji. Po stronie niemieckiej może mieć miejsce kalkulacja – lepiej teraz przyznać się do winy, zgodnie z faktami niż idąc w zaparte – wbrew faktom – doprowadzić do skumulowania niepokoju światowej opinii publicznej, co dodatkowo uprawomocniłoby i wzmocniło polskie oczekiwania reparacji – zaznaczył.

Zarazem trzeba na to bardzo ważne oświadczenie niemieckiego ministra spojrzeć również w kategoriach politycznych. Obecny spór polsko-izraelski może rykoszetem uderzyć w Niemcy. W swojej polityce historycznej kraj ten uzyskał bardzo duży sukces, polegający na tym, że w wyobraźni zbiorowej wielu społeczeństw udało się (sztucznie) oddzielić nazistów od Niemców. W wielu krajach Świata nazizm nie jest automatycznie kojarzony z Niemcami. Obecny nasz spór z Izraelem, niezależnie od tego, jakie koszty poniesie w nim Polska, niezależnie od tego, czy wyjdziemy z niego osłabieni czy wzmocnieni, ba, nawet jeśli wyjdziemy z niego osłabieni, wiąże się z przypomnieniem, kto był twórcą Zagłady. Kto ją wymyślił, w czyich chorych umysłach ona się poczęła, kto realizował ją z niemiecką precyzją i kto potem – z częściowym powodzeniem – zamazał obraz sprawcy. To nie byłoby korzystne dla Niemiec -- zakończył prof. Zybertowicz.