"Pirania" - tak Michała Pazdana nazwał selekcjoner Leo Beenhakker, który w 2007 roku dał obrońcy szansę na reprezentacyjny debiut. Wtedy było to ogromne zaskoczenie, ale czas pokazał, że holenderski szkoleniowiec miał dobre przeczucie.

W 2008 roku Pazdan pojechał na Mistrzostwa Europy, choć nie zagrał tam nawet minuty. Osiem lat później na Euro 2016 był już kluczowym piłkarzem w kadrze Adama Nawałki. Zyskał nawet przydomek "minister obrony narodowej" po fantastycznym meczu z Niemcami.

Po udanym Euro 2016 z polskiej ligi do angielskiego Leicester wyjechał Bartosz Kapustka. Szczęścia nie miał za to Pazdan, który był jednym z objawień mistrzostw, ale nie doczekał się zagranicznego transferu. W obecnym okienku transferowym 30-latka łączono z różnymi klubami, ale ostatecznie prawdopodobnie zostanie on w Legii Warszawa. Powód jest prosty: zbliżają się mistrzostwa świata i liczy się regularna gra w klubie. Pazdan grający w pierwszym składzie Legii to pewniak do wyjazdu na mundial.

- Życie mnie nauczyło, żeby niczym się nie nakręcać. Gdy pojechałem z Legią na obóz, nie miałem już żadnego ciśnienia na transfer. Zależało mi, by się dobrze przygotować. Runda jest krótka, zostały trzy miesiące. Poza tym czułem, że to może nie być dobry moment na zmiany, przecież niedługo są mistrzostwa świata - mówi Pazdan w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

Wydaje się, że Michał Pazdan na pozostaniu w Legii Warszawa może sporo zyskać. Jeżeli bardzo dobrze wypadnie w rundzie wiosennej Lotto Ekstraklasy, a następnie potwierdzi formę w Rosji, to zgłoszą się po niego zagraniczne kluby. Niespełna 31 lat będzie to ostatni moment na wyjazd z Polski i udowodnienie, że jest obrońcą solidnej klasy europejskiej.