Mordercze zmagania zwiadowców w górach

/ mat. 10. BKPanc. / http://10bkpanc.wp.mil.pl/pl/2_4056.html

  

Żołnierze kompanii rozpoznawczej 10. Brygady Kawalerii Pancernej uczestniczyli w szkoleniu w górach. Wojskowi zmagali się nie tylko z trudami szkolenia, ale również z niskimi temperaturami, przenikliwym wiatrem oraz ograniczoną widocznością. Główne zagadnienia, jakie były realizowane podczas zeszłotygodniowych zajęć to m.in. marsz na orientację oraz patrolowanie piesze.

Pierwszym celem żołnierzy było wejście na Śnieżkę. Najwyższy szczyt Karkonoszy przywitał ich dużym chłodem. Wiejący wiatr spowodował, że temperatura odczuwalna wynosiła -18 stopni Celsjusza. Pokonanie zaplanowanej trasy dodatkowo utrudniał padający śnieg oraz duża wilgotność powietrza, przez którą zwiadowcy mieli wrażenie, że poruszają się w chmurach. W wielu miejscach mgła była tak gęsta, że widać było tylko żołnierza, który szedł z przodu. Poruszanie się utrudniał też leżący śnieg oraz wyposażenie, które każdy żołnierz obowiązkowo zabrał ze sobą na szkolenie. Plecaki sprawiały, że każdy krok górskiej wspinaczki stawał się coraz trudniejszy. Z każdym kilometrem zmęczenie było coraz większe, jednak jak przystało na żołnierzy kompanii rozpoznawczej, każdy doskonale poradził sobie z wyzwaniem - czytamy na oficjalnym portalu 10. BKPanc. 

Kolejnego dnia żołnierze wyruszyli w kierunku zachodnim. Tam po dotarciu do Słoneczników zeszli w dół do Karpacza. W sumie przez te dwa dni zwiadowcy  pokonali około 50 kilometrów. Podczas zajęć żołnierze zwracali uwagę na właściwe poruszanie się w terenie, przestrzegali określonych zasad. Śliskie podłoże, pokryte śniegiem, a w wielu miejscach także lodem, wymagało od nich skupienia i koncentracji. Bez znajomości posługiwania się mapą oraz kompasem nie byliby w stanie wykonać zadania dotarcia do wyznaczonego celu. Wszystko dookoła przykrywał śnieg, a mgła dodatkowo sprawiała, że łatwo można było stracić orientację w terenie. Zawsze wyznaczona była osoba, która wytyczała trasę i prowadziła całą grupę - podaje portal świętoszowskiej brygady.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: 10. BKPanc., DG RSZ
Tagi

Wczytuję komentarze...

Przeżył wypadek, ale sąd wydał wyrok: ma umrzeć! Bliscy Francuza są przerażeni

/ Jan Środa/Gazeta Polska

  

Miał wypadek samochodowy, od 2008 r. jest podtrzymywany przy życiu, bliscy opiekują się mężczyzną. Ale stało się coś szokującego - na Vincenta Lamberta francuski sąd wydał wyrok: odłączenie od aparatury, wbrew woli rodziny. Powód?  Szpital Sewastopol Reims obawia się... przepełnienia.

Walkę o życie brytyjskiego chłopca Alfiego Evansa obserwował cały świat. Urodził się 9 maja 2016 r., jednak już po pół roku okazało się, że cierpi na nieznaną chorobę należącą do grupy tzw. schorzeń neurodegeneracyjnych, powodującą stopniowy zanik kolejnych funkcji mózgu.

Po roku leczenia, mimo sprzeciwu rodziców chłopca, lekarze postanowili się poddać. Wystąpili do sądu o zgodę na zaprzestanie intensywnej terapii i podtrzymywania życia. Sąd przyznał im rację. Wyrok podtrzymały Najwyższy Sąd Wielkiej Brytanii oraz Europejski Trybunał Praw Człowieka, do których odwoływali się rodzice Alfiego. [polecam:https://niezalezna.pl/225170-ostatnie-pozegnanie-alfiego-evansa-byly-oklaski-kwiaty-slowa-o-wojowniku-i-bohaterze]

W tej nierównej walce z chorobą, Alfiego i jego rodzinę wspierał cały świat. Sam papież Franciszek wyraził chęć pomocy i apelował o umożliwienie rodzicom poszukania nowych form leczenia. Niestety i te apele nie dotarły do serc bezdusznych urzędników. Alfie został odłączony od aparatury 23 kwietnia 2018 roku. Tego samego dnia otrzymał włoskie obywatelstwo, by umożliwić mu leczenie w papieskiej klinice pediatrycznej Bambino Gesu. Wyrok Sądu Apelacyjnego jednak przekreślił nadzieje rodziców na uratowanie ich jedynego dziecka.

Alfie miał nie przeżyć bez aparatury, a walczył 5 dni. Okrzyknięty bohaterem i małym wojownikiem zmarł 28 kwietnia pozostawiając w żałobie nie tylko rodziców, ale prawie cały świat.

Tymczasem teraz, z bezdusznością francuskiego dla odmiany sądu, walczą bliscy Vincenta Lamberta, który w 2008 roku miał wypadek samochodowy. Obrażenia, jakich doznał, były na tyle rozległe, że od tamtej pory utrzymywany jest przy życiu za pomocą szpitalnej aparatury.

Sąd - wbrew woli rodziny - postanowił jednak odłączyć mężczyznę, a cała procedura ma być zrealizowana już jutro. 

Jak informują francuskie media, Lambert ma zostać odłączony od aparatury, gdyż szpital Sewastopol Reims obawia się... przepełnienia.

Na stronie „Pozwól mu żyć” przyrodni brat Vincenta Lamberta, David Philippon, zapewnia, że rodzina nie zaprzestanie walki o Vincenta.

„Dla nas ta decyzja jest ciosem, ale spróbujemy ją zablokować. Vincent Lambert jest osobą niepełnosprawną. Pani Buzyn (Minister Zdrowia) i inni starają się, aby umarł z głodu i pragnienia"

- stwierdził.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl