Pod koniec ubiegłego roku opisywaliśmy sprawę Marleny Jastrzębskiej oraz jej batalii o dziecko. Wówczas – w grudniu 2017 r. – polski sąd oddalił apelację obywatela Danii i nie zgodził się na wydanie siedmiolatka za granicę. Jak podkreślaliśmy, było to wyjątkowo ważne rozstrzygnięcie, ponieważ dotychczas sądy automatycznie wydawały dzieci w trybie Konwencji Haskiej.

Niestety, to nie był koniec sprawy. 

W 2013 roku, po tym jak wyjechałam z synem do Polski, ojciec dziecka wystąpił o pozbawienie mnie praw rodzicielskich. Po kilku rozprawach – w 2015 roku – duński sąd ostatecznie wydał wyrok pozbawiający mnie tych praw. Powodem było to, że wyjechałam z synem bez zgody ojca 
– opowiadała portalowi Niezalezna.pl Marlena Jastrzębska. 

Jak tłumaczył, w 2016 roku ojciec wystąpił do Sądu Okręgowego w Ostrołęce o uznanie zagranicznego wyroku. 

I sąd na to przystał. Jednak Sąd Apelacyjny w Białymstoku był innego zdania
– dodaje kobieta.

Dziś decyzję w tej sprawie podjął Sąd Najwyższy. Korzystną dla matki i dziecka.

Jest to najbardziej szczęśliwy dzień w moim życiu! Sąd Najwyższy nie pozbawił mnie władzy rodzicielskiej, a to znaczy, że mój syn Marcus będzie mógł pozostać ze mną w Polsce 
– powiedziała nam tuz po ogłoszeniu decyzji Marlena Jastrzębska.

Zaznaczyła też, że dzisiejsze rozstrzygnięcie to ważny precedens. 

Postanowienie Sądu Najwyższego, który przy wydawaniu decyzji powołał się na dobro dziecka, będą mogły wykorzystać również inne matki 
– mówiła nam matka siedmioletniego Marcusa.

To bardzo ważna decyzja dla innych tego typu rozstrzygnięć, na co zresztą zwrócił uwagę Rzecznik Praw Dziecka
– podkreślił Marlena Jastrzębska.