Generał z polskim rodowodem przemawiał jak wysokiej rangi funkcjonariusz KGB i namiestnik obcego państwa, Amerykanin wyraził to, co grało w duszy Polakom. Oficer znad Wisły straszył bratobójczą walką, zapowiadał „skrępowanie rąk awanturnikom” i obiecywał „zachowanie podstawowych przesłanek socjalistycznej odnowy”. Prezydent USA tłumaczył, że „brutalna siła może zastraszyć, ale nie może uformować podstawy trwałego społeczeństwa, a kulejąca polska gospodarka nie może być odbudowana metodami terroru”. Jaruzelski zapewniał, że „mimo popełnionych błędów i gorzkich porażek partia w procesie historycznych przemian jest nadal siłą aktywną i twórczą”. Lider Zachodu zagwarantował, że może podnieść sytuację ekonomiczną w Polsce: „My w Ameryce chętnie udzielimy naszej pomocy, zrujnowanej polskiej gospodarce, tak jak pomogliśmy krajom europejskim po obu wojnach światowych”. Blado przy tym brzmiały słowa komunistycznego aparatczyka, gdy metodami wojskowymi chciał wrócić do militarnego zarządzania produkcją, jak w pierwszych latach panowania Włodzimierza Lenina: „Komitet Obrony Kraju powołał pełnomocników-komisarzy wojskowych na wszystkich szczeblach administracji państwowej oraz w niektórych jednostkach gospodarczych. Pełnomocnicy-komisarze otrzymali prawo nadzorowania działalności organów administracji państwowej - od ministerstw do gmin”. Reagan przypomniał, że Polacy już od XIX w. stanowczo powstawali przeciwko zaborcy za swoje motto przybierając słowa: „Za wolność waszą i naszą”. Tę tradycję zwalczała cała komunistyczna historiografia i publicystyka, więc tamtego dnia Biały Dom był bardziej polski niż cały PRL.
 

Cały artykuł Jakuba Maciejewskiego do przeczytania w najnowszym tygodniku Gazeta Polska.