Rok 1863 – imię wielkości. Powstanie Styczniowe i czyn legionowy

Jakże ubogi jest świat materialistów. Choćby włożyli dłoń w ranę po włóczni, dotkną jedynie ciała człowieka, nie doznają niezwykłego kontaktu z sakralną sferą ducha przekraczającego wszystko co mierzalne, co do ogarnięcia zmysłami. Nigdy nie zrozumieją w pełni polskiej historii, w której rządzi „król duch”, nie dostrzegą zwycięstwa Powstania Warszawskiego, nie pojmą fenomenu Żołnierzy Wyklętych czy wreszcie Powstania Styczniowego, tego niezwykłego czasu wolności i solidarności narodowej wyrosłego w środku nocy zaborczej.

Artur Grottger, Bitwa, grafika z cyklu Polonia, 1863

Kilka lat przed rokiem sześćdziesiątym trzecim nic nie zapowiadało powstania. Wręcz przeciwnie, wydawało się, że naród polski pogodził się z życiem pod carskim berłem i kozackim knutem. Tak też myślał nowy car, Aleksander II. 

Żadnych marzeń

Jak wspominał późniejszy członek podziemnego Rządu Narodowego Józef Kajetan Janowski:

…car Aleksander II wjechał po raz pierwszy do Warszawy, stolicy Polski, rozentuzjazmowanej, wspaniale oświetlonej, witany serdecznymi, radosnymi okrzykami przez tysięczne tłumy. Gdziekolwiek się car pokazał, tłumy otaczały jego powóz, biegły za nim, witając go okrzykami radosnymi. Oczekiwano… car przemówił, ale przemówił ostro, niemal brutalnie >>Potrafię poskromić tych, którzy by zachowali marzenia… Pomyślność Polski zależy od zupełnego zlania się jej z innymi narodami mojego cesarstwa… To co mój ojciec zrobił (Mikołaj I), dobrze zrobił<<. Chwila ta była dziejowa. Wszystkie wypadki lat następnych w niej miały swoje źródło. Gdyby car w tej chwili, z własnej swojej woli, dał nie więcej, tylko te reformy, które w pięć lat później dał pod przymusem, śmiem twierdzić, bo znałem doskonale ówczesne usposobienie narodu, że byłby Polaków najzupełniej zadowolił.

To carskie „Żadnych marzeń panowie!” było punktem zwrotnym w dziejach Polski. Bo okazało się, że choćby najbardziej pragnęli Polacy dostatku materialnego i świętego spokoju, to w niewoli nie mogą cieszyć się ani jednym ani drugim, że świadomość braku wolności tkwi jak zadra wbita w serce i duszę. Jako katolicy nie pozwolili się nigdy Polacy przekonać, że siła zastąpić może prawo, że prawo może wypływać z samej czystej siły. Dlatego choć rozdarta na troje i zniewolona, pozostała Polska – a raczej Polacy – ostatnim bastionem cywilizacji łacińskiej, bastionem otoczonym przez narody, które sile hołdując należały do cywilizacji bizantyńskiej (jak Niemcy) lub turańskiej (jak ludy Imperium Rosyjskiego). 

Pieczęć Rządu Narodowego

W r. 1863 istniał taki symbol, który silnie, ba – nieraz wszechwładnie panował nad ludźmi. Była nim pieczęć – pieczęć Rządu Narodowego.

 – pisał Józef Piłsudski.

I rzeczywiście – fenomen Państwa Podziemnego ogarniającego niemal wszystkie sfery życia narodu polskiego w epoce powstańczej, unaoczniał się w tej pieczęci. Stworzona w przeddzień wybuchu insurekcji ukazywała ideę, która żyła w polskiej tradycji politycznej od ponad dwustu lat, a która wydobyta została w epoce powstańczej właściwie wbrew możliwościom i nadziejom, a jednocześnie -paradoksalnie – jako jedyna szansa na zwycięstwo. W manifeście Komitet Narodowy wzywał: „Do broni więc, Narodzie Polski, Litwy i Rusi, do broni, bo godzina wspólnego wyzwolenia już wybiła, stary miecz nasz wydobyty, święty sztandar Orła, Pogoni i Archanioła rozwinięty”. Te właśnie wyobrażenia – Orzeł Biały, obok Pogoni i Archanioła Michała – umieszczone na pieczęciach rządowych ukazywały ideę solidarności narodów Rzeczypospolitej, nie jednego czy dwojga, lecz wielu narodów, ramię w ramię walczących o wolność i prawo. Dlatego właśnie Orzeł Biały pierwszy i jedyny raz w swych dziejach otrzymał miecz: dzierży go w szponach wraz z krzyżem. Orzeł – podobnie jak archanioł Michał i Pogoń – jawi się jako wojownik o świętą sprawę Polski wolnej, niepodległej i chrześcijańskiej. Rządową pieczęć z trójpolowym herbem respektowali i uznawali wszyscy – i to nie tylko Polacy, lecz i ciemiężcy, Rosjanie. A rząd odpłacał za zaufanie. Pisze Piłsudski:

…w zapadłym Sandomierzu jest sobie taki wariat, oficer rosyjski, zakochany w koniu. Koń to jego życie. Nagle konia mu kradną, nie ma konia. Życie biednego człowieka zatrute, zabrakło mu przyjaciela, zabrakło mu życia. Konia jak nie ma, tak nie ma. Oficer rozpacza, odchodzi od zmysłów. Mądry izraelita radzi mu: <<Pan nie tam szuka, pan potrzebujesz szukać u rządu!>>… I oficer zwraca się przez Żyda, płaci podatek, opłaca stempel podania i po trzech dniach koń zostaje mu zwrócony.


Cud siły, cud pracy

Z tej wielkiej idei rządu powstańczego, idei współpracy i pojednania narodów Rzeczpospolitej, opartej na chrześcijańskim fundamencie przebaczenia krzywd historycznych, wyrosnąć miała równie śmiała koncepcja Józefa Piłsudskiego, którą potrafił natchnąć wielu swych współpracowników: federalizm. Wedle koncepcji federalistycznej Piłsudskiego Polska, Litwa, Ukraina i Białoruś - uznając wolność narodów i jednostek za najistotniejszy fundament - miały stworzyć sojusz państw  wymierzony przeciwko idącemu i ze wschodu i z zachodu kultowi czystej siły. W solidarności narodów I Rzeczypospolitej bowiem dostrzegł wreszcie Piłsudski tę wielkość, której tak gorączkowo w dziejach Powstania szukał.  Cud siły, cud pracy, ogrom siły zbiorowej, ogrom siły moralnej – takich słów używa Naczelnik Państwa odnajdując imię wielkości roku 1863, odnajdując je w solidarnym wysiłku wszystkich: chłopów, szlachty, księży, mieszczan, Polaków, Rusinów, Litwinów i Żydów. W tej admiracji Piłsudskiego dla koncepcji wspólnoty narodowej występującej pod hasłem „Idź i czyń!”, tkwi istota rozkazu komendanta Piłsudskiego z 3 sierpnia 1914 r.: „Odtąd nie ma Strzelców, ani Drużyniaków. Wszyscy, co tu jesteście zebrani jesteście żołnierzami polskimi... Jedynym odtąd waszym znakiem jest orzeł biały”. I ta sama myśl w późniejszej odzewie: „…cały Naród skupić się winien w jednym obozie pod kierownictwem Rządu Narodowego. Poza tym obozem zostaną tylko zdrajcy…”. 

W straconej trzeba walczyć sprawie…

W jednym trudno zgodzić się z Józefem Piłsudskim – nazbyt lekko,  spiesząc się do wniosku o najistotniejszej roli wysiłku zbiorowego, potraktował on postać niezwykłą, rzucającą blask potężniejący na następne epoki. Romuald Traugutt, święty rewolucjonista, człowiek, dla którego „mus” narodowy więcej znaczył niż wymarzone szczęście domowe, archetyp Żołnierza Wyklętego, symbol. Żadne czarno-białe, zerojedynkowe schematy do niego nie pasują. W rosyjskim mundurze zwalcza powstanie Węgrów walczących o wolność, z rąk cara odbiera ordery i patenty oficerskie, opłakuje ukochaną żonę i dzieci, rozpaczliwie szuka osobistego szczęścia, a gdy je wreszcie znajduje, porzuca wszystko by odpowiedzieć na „mus” nakładany nań przez… kogo? Rzeczpospolitą, Polskę, Ojczyznę? Żadna z nich przecież realnie nie istnieje. Dyktator upadającego powstania, głowa idealnej, nierealnej Rzeczpospolitej wielu narodów, marzyciel i twardy realista, idealista i pragmatyczny żołnierz, dyktator i wizjoner. Jakże daleko od tamtych czasów jesteśmy dziś, jakiż współczesny polityk napisać mógłby takie słowa: „Dążnością Rządu Polskiego być powinno, jest i będzie zawsze prowadzenie ludu Polskiego drogą prawdy, drogą wskazaną przez Boskiego Nauczyciela naszego”. A może właśnie tylko Polak zdolny byłby i dziś zwrócić się do narodów Europy słowami Traugutta z 8 marca 1864 r.:

prawdziwa wolność człowieka, równość wszystkich przed prawem, stosunki międzynarodowe, oparte na braterstwie i miłości chrześcijańskiej muszą wydawać się mrzonkami, a ci którzy w nie wierzą, ludźmi co najmniej słabego umysłu i godnymi politowania; my zaś z pokorą i zupełną szczerością wyznajemy, że dla nas te mrzonki są głównym prawidłem i kardynalnym prawem tak w stosunkach jednostek jak i całych narodów między sobą. Dla nas «nie pożądaj cudzego; nie czyń drugiemu, czego nie chcesz aby tobie czyniono» jest główną podstawą wszystkich stosunków społecznych (…), bo my w swej prostocie nie umiemy pojąć, jakim sposobem to, co obowiązuje każdego w szczególności, nie ma w równej że sile obowiązywać ogółu całego.  

Cały artykuł Tomasza Panfila można przeczytać w dodatku historycznym „Legioniści dziedzicami Powstańców Styczniowych" pod redakcją Tomasza Łysiaka.

 


Źródło: tygodnik Gazeta Polska

#powstanie styczniowe #rocznica #dziedzictwo Legionów

Tomasz Panfil
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo