Ten tweet Wałęsy jest tylko jednym z wielu w jego kilkumiesięcznej już kampanii, mającej wykazać, że teczka TW "Bolek", której autentyczność stwierdzili biegli z Instytutu Sehna, to jeden wielki spisek. W skrócie, jego scenariusz według Wałęsy wygląda tak:

Głos w sprawie zabrała teraz wdowa po Kiszczaku, mówiąc, że "poszła z teczkami do IPN, bo bała się o własne życie".

- Mąż przed śmiercią mi powiedział: to są teczki Wałęsy, jak będziesz mieć problemy, to weź je i idź do prezesa IPN. A niech mnie Wałęsa podaje do sądu, to samo powiem co panu teraz

- powiedziała Maria Kiszczakowa w rozmowie z "Super Expressem".

Na przełomie stycznia i lutego 2016 r. wdowa po Czesławie Kiszczaku zgłosiła się do Instytutu Pamięci Narodowej i zażądała rozmowy z prezesem, do której doszło dwa tygodnie później. Wdowa po Kiszczaku zażądała za akta przechowywane w domu przez jej męża 90 tys. zł. W IPN odpowiedziano jej, że "nie handluje się takimi dokumentami, a już na pewno nie w Instytucie".

Jeszcze tego samego dnia wieczorem pracownicy IPN zabezpieczyli w willi Kiszczaków dokumenty, wśród których znajdowała się teczka tajnego współpracownika bezpieki o kryptonimie "Bolek". Badania biegłych wykazały, że jest to teczka Lecha Wałęsy z okresu współpracy z organami bezpieczeństwa w latach 70.