Ekspert o poważnym problemie: dymisja szefa MON i wizyta w Białym Domu. Nie dojdzie do skutku?

/ By Cezary p - Praca własna, GFDL, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4399234

Lidia Lemaniak

Dziennikarka portalu Niezalezna.pl

Kontakt z autorem

  

Zawsze był dobrym, solidnym urzędnikiem, w dzisiejszych czasach podziwiam go za odwagę, bo to piekielnie trudna funkcja - powiedział o nowym szefie MSZ w rozmowie z portalem Niezależna.pl były dyplomata dr Ryszard Żółtaniecki. Zwrócił również uwagę, że dymisja ministra obrony narodowej spowoduje problem z wizytą szefa tego resortu w Białym Domu i prowadzonymi negocjacjami z Amerykanami dotyczącymi kontraktów liczonych w miliardach dolarów. - To są niewiarygodne pieniądze, o czym nikt nie mówił. Ta decyzja jest bardzo zaskakująca - dodał.

O komentarz w sprawie zmiany na stanowisku szefa MSZ zapytaliśmy byłego dyplomatę, dr. Ryszarda Żółtanieckiego.

Jacka Czaputowicza znam bardzo dobrze, bodajże w 1991 roku – nie do końca to prawda – ale można powiedzieć, że przyjmowałem go do pracy. Czaputowicz ma piękną kartę opozycyjną. To jeden z tych młodych, wtedy jeszcze – w stanie wojennym – dzieciaków, ze środowiska "Wolność i Pokój". Oni konsekwentnie odmawiali pełnienia służby wojskowej. Dużo czasu, bardzo dużo czasu, spędził w więzieniu. Siedział z kryminalistami. To jest też taka trauma, która chyba nigdy go nie opuściła – powiedział nam dr Żółtaniecki.

Były dyplomata podkreślił, że Jacek Czaputowicz "zawsze był dobrym, solidnym urzędnikiem, w dzisiejszych czasach podziwiam go za odwagę, bo to piekielnie trudna funkcja".

Nominacja Jacka Czaputowicza – moim zdaniem – świadczy o czymś takim, że on nie do końca będzie ministrem, tzn. będzie miał poważny zakres odpowiedzialności, ale tak naprawdę ten ciężar polityki zagranicznej zostanie przeniesiony na premiera i prezydenta. Czaputowicz będzie raczej pilnował resortu, jego praca będzie bardziej urzędnicza niż dyplomatyczna – ocenił.

Dr Żółtaniecki, dopytywany przez nas o zaplanowaną wizytę szefa MON w Białym Domu, zwrócił uwagę na bardzo ważną kwestię.

MON stoi przed całym szeregiem bardzo trudnych problemów. Wynegocjowanie tych wszystkich potencjalnych kontraktów z Amerykanami wymaga ogromnego wysiłku i ogromnego profesjonalizmu zespołowego. Nie zazdroszczę nowemu ministrowi obrony narodowej, bo stanie on przed gigantycznym problemem. To są niewiarygodne pieniądze, o czym nikt nie mówił. To nie jest tak, że przyjedzie prezydent Trump, porozmawiamy sobie, jest cudowna atmosfera, zapewnimy się o przyjaźni. To jest, oczywiście, ważne, ale potem zaczyna się twardy, bezlitosny biznes. Mówimy o dziesiątkach miliardów dolarów. Przy napiętym budżecie, przy konieczności równoważenia, przy potrzebach społecznych, to jest suma niewyobrażalna. Ta decyzja jest bardzo zaskakująca – ocenił były dyplomata.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Węgry. Nauczyciele będą strajkować?

Zdjęcie ilustracyjne / fot. pixabay.com

  

Skąd my to znamy? Węgierski Związek Zawodowy Pedagogów domaga się od rządu spełnienia szeregu postulatów, w tym podwyżek płac, w przeciwnym razie grożąc strajkiem. Powiedziała o tym na konferencji prasowej prezes związku Zsuzsa Szabo.

Związkowcy domagają się jak najszybszego rozpoczęcia rozmów z nimi w sprawie ich żądań. Na niedzielnym zjeździe PSZ wysunięto szereg postulatów, wśród których figuruje podwyżka płac, zmniejszenie obciążenia uczniów, uwzględnienie specyfiki jednostkowego rozwoju każdego ucznia, a także przywrócenie swobodnego doboru podręczników oraz wolności w sferze metod nauczania.

„Mamy już dość. Wyczerpała się nasz cierpliwość. Niezadowolenie i rozgoryczenie wśród nauczycieli jest olbrzymie”

– powiedziała Szabo.

Związek domaga się spełnienia postulatów do 22 listopada, czyli Dnia Węgierskiego Nauczania Publicznego. Jeśli to nie nastąpi, pedagodzy zamierzają zorganizować demonstrację, a „jeśli to nie wystarczy”, przeprowadzą w styczniu 2020 roku ogólnokrajowy strajk.

Wiceprezes PSZ Tamas Totyik podkreślił, że pedagodzy uczą 67-68 godzin tygodniowo, ale oprócz tego co roku prowadzą nieodpłatnie 45 godzin lekcji na zastępstwach, co tydzień przez 5 godzin zajmują się dziećmi w sposób, którego nie można rozliczyć, np. sprawując nad nimi nadzór czy dbając o ich posiłki.

Totyik dodał, że z sondażu przeprowadzonego wśród nauczycieli wynika, że z powodu niskich pensji 16 proc. jest zmuszonych dawać lekcje prywatne, a 22 proc. wykonuje inny rodzaj dodatkowej pracy.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl