O komentarz w sprawie zmiany na stanowisku szefa MSZ zapytaliśmy byłego dyplomatę, dr. Ryszarda Żółtanieckiego.

Jacka Czaputowicza znam bardzo dobrze, bodajże w 1991 roku – nie do końca to prawda – ale można powiedzieć, że przyjmowałem go do pracy. Czaputowicz ma piękną kartę opozycyjną. To jeden z tych młodych, wtedy jeszcze – w stanie wojennym – dzieciaków, ze środowiska "Wolność i Pokój". Oni konsekwentnie odmawiali pełnienia służby wojskowej. Dużo czasu, bardzo dużo czasu, spędził w więzieniu. Siedział z kryminalistami. To jest też taka trauma, która chyba nigdy go nie opuściła – powiedział nam dr Żółtaniecki.

Były dyplomata podkreślił, że Jacek Czaputowicz "zawsze był dobrym, solidnym urzędnikiem, w dzisiejszych czasach podziwiam go za odwagę, bo to piekielnie trudna funkcja".

Nominacja Jacka Czaputowicza – moim zdaniem – świadczy o czymś takim, że on nie do końca będzie ministrem, tzn. będzie miał poważny zakres odpowiedzialności, ale tak naprawdę ten ciężar polityki zagranicznej zostanie przeniesiony na premiera i prezydenta. Czaputowicz będzie raczej pilnował resortu, jego praca będzie bardziej urzędnicza niż dyplomatyczna – ocenił.

Dr Żółtaniecki, dopytywany przez nas o zaplanowaną wizytę szefa MON w Białym Domu, zwrócił uwagę na bardzo ważną kwestię.

MON stoi przed całym szeregiem bardzo trudnych problemów. Wynegocjowanie tych wszystkich potencjalnych kontraktów z Amerykanami wymaga ogromnego wysiłku i ogromnego profesjonalizmu zespołowego. Nie zazdroszczę nowemu ministrowi obrony narodowej, bo stanie on przed gigantycznym problemem. To są niewiarygodne pieniądze, o czym nikt nie mówił. To nie jest tak, że przyjedzie prezydent Trump, porozmawiamy sobie, jest cudowna atmosfera, zapewnimy się o przyjaźni. To jest, oczywiście, ważne, ale potem zaczyna się twardy, bezlitosny biznes. Mówimy o dziesiątkach miliardów dolarów. Przy napiętym budżecie, przy konieczności równoważenia, przy potrzebach społecznych, to jest suma niewyobrażalna. Ta decyzja jest bardzo zaskakująca – ocenił były dyplomata.