Padają przestrogi, że taki mróz w połączeniu z silnym wiatrem może być groźny nie tylko dla zdrowia, lecz nawet dla życia. Nowojorczycy nie są przyzwyczajeni do surowych zim. Przeciętna temperatura stycznia wynosi około 3,5 stopni Celsjusza, a w minionym roku sięgała nawet 22 stopni.

Władze miasta i stanu Nowy Jork ogłosiły stan wyjątkowy i radzą, aby kto może nie wychylał nosa z domu, a jeśli już musi, to by ciepło się ubierał. Mimo, że lotniska - unieruchomione w czwartek przez śnieżycę - znów działają, to jednak poważne opóźnienia doprowadzają pasażerów do szału. W sobotę samoloty po wylądowaniu godzinami czekały na dotarcie do bramy terminalu. Pasażerowi grozili nawet wyłamaniem drzwi awaryjnych.

Nie do pozazdroszczenia jest w Nowym Jorku los osób bezdomnych, których jest tam - jak się szacuje - ponad 60 tys. Działanie schronisk pozostawia jednak dużo do życzenia.

Czwartkowa zamieć dała się miastu we znaki, a niektóre dzielnice jeszcze nie poradziły sobie z odśnieżaniem. Najbardziej ucierpiał Queens, gdzie drogi w większości zostały odśnieżone, ale pługi przysypały zaparkowane samochody. Trudno się też wciąż poruszać, ponieważ na wąskich ulicach często przejezdny jest tylko jeden pas. Dochodzi do awantur, gdyż czasem pługi śnieżne tworzą zaspy blokujące wyjazdy z domów.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Atak zimy w USA. Boston pod zamarzniętą wodą