Afera, która wstrząsnęła światkiem warszawskiego show-biznesu (ale nie tylko), zaczęła się od zatrzymania Cezarego P. Mężczyzna został namierzony, gdy sprzedawał klientowi kokainę. Tylko wtajemniczeni wiedzieli, że wkrótce wybuchnie skandal. Bo prochy u Cezarego P. (działka kokainy kosztowała 500 złotych) kupowali nierzadko ludzie w pierwszych stron gazet. Aktorzy, piosenkarze, prawnicy, lekarze, politycy.... Dlatego mężczyzna został nazwany "dilerem celebrytów".

Prokuratura Okręgowa w Warszawie zakończyła śledztwo przeciwko Cezaremu P. – pisaliśmy na niezalezna.pl. Celebryci, którzy ćpali kokainę, będą musieli pofatygować się do sądu. Zresztą niektórzy już zeznawali.

- To dość nietypowana sprawa, bo większą uwagę od oskarżonego będą przyciągali świadkowie - kpił w rozmowie z nami jeden ze śledczych.


Proces trwa. Pojawiły się pierwsze nazwiska. Nadal jednak trwa pościg pomiędzy tabloidami, który poda kolejne. I pojawiają się dość kuriozalne sytuacje. Gdy jedna z gazet "nagle odkryła" sprawę Filipa Wiśniewskiego.

Tymczasem nasz reporter historię biznesmena z Poznania, który obecnie prowadzi interesy w Warszawie, opisaliśmy półtora roku temu!

Byłem narkomanem z elit!

powiedział nam Wiśniewski w czerwcu 2016 roku.

Od tamtej publikacji minęło kilkanaście miesięcy. Skontaktowaliśmy się z Wiśniewskim, który wkrótce będzie zeznawał w procesie Cezarego P. Zapytaliśmy co obecnie porabia. A przede wszystkim, czy podtrzymał zobowiązanie - nigdy więcej narkotyków!

Wywiad, którego Państwu udzieliłem wprowadził niemałą dezorientację. Coś co wydawało się, że było z mojej strony zabawą - okazało się bardzo poważnym problemem, z którym walkę podjąłem i ją wygrywam

– mówi teraz w rozmowie z niezalezna.pl Filip Wiśniewski.

CZYTAJ WIĘCEJ: Celebryci kupili 3,5 kilograma kokainy. Znane są nazwiska ponad 200 klientów dilera

Przyznaje, że nasz poprzedni tekst z 2016 roku, zburzył mit o "kolorowym świecie" bywalców salonów.

To był szok dla wielu ludzi, bo dotychczas temat uzależnienia, temat kokainy w „wyższych sferach" był tematem tabu. A prawda jest taka, że problem ten istniał, istnieje i istniał będzie - tłumaczy Wiśniewski, który przyznaje, że reakcje były różne. -Wielu gratulowało odwagi, inni śmiali się za plecami

Plotkarskie portale natychmiast podchwyciły, że 34-letni biznesmen, to dawny znajomy Kayah i Moniki Lewczuk. On nie zaprzecza, że znał obie kobiety. I tylko tyle.

Gazety żyją nazwiskami znanych osób, a tak naprawdę czy ktoś pochylił się nad rzeczywistym problemem narkomanii w Polsce? Skali tego problemu? Nie. Dziś ważne jest show. Tanie show bardziej się sprzeda

– ocenił.

- W każdym środowisku istnieje problem narkomanii i uzależnienia. Często presja spoczywająca na osobach z show biznesu, zderzenie z machiną mediów, nagłą popularnością, nieadekwatną w wielu przypadkach do osiągnięć zawodowych, odreagowywana jest w alkoholu czy używkach – dodał.

„Każdego dnia muszę być czujny, bo to choroba podstępna, brutalna, która w najmniej spodziewanym momencie potrafi uderzyć”.

Media rozpisują się na temat pieniędzy wydanych przez Wiśniewskiego na narkotyki. Padają gigantyczne sumy.

Napisano już na ten temat wiele. Prawdą jest, że pochodzę z rodziny biznesowej, z czego mogę być dumny. Wszak to moi rodzice są dla mnie największymi autorytetami. W biznesie, w sporcie da się zarobić duże pieniądze, da się je też wydać. Oczywiście kwoty podane przez jeden z tabloidów nie są prawdziwymi. Na temat szczegółów i kwot nie chciałbym jednak rozmawiać

– tłumaczy Filip Wiśniewski.