Na koniec roku legioniści mierzą się z drużynami, które - podobnie jak podopieczni Tane Spaseva - zajmują miejsca w dolnych rejonach tabeli. Żadna z nich nie ma jednak tak tragicznego bilansu jak stołeczni - dzięki przedświątecznej wygranej z Legią AZS Koszalin może pochwalić się już czterema zwycięstwami, a najbliższy przeciwnik warszawian, Miasto Szkła Krosno, również zwyciężał w tym sezonie czterokrotnie. Ostatni raz tuż przed wigilią, pokonując na wyjeździe Czarnych Słupsk (93:88). - Po meczu w Słupsku nastroje poszły w górę - nie ukrywa zadowolenia prezes Miasta Janusz Walciszewski. 

Legii, która jest czerwoną latarnią ligi, w Krośnie lekceważyć nie zamierzają. - Sobotni mecz wcale nie będzie łatwy. Każdy w tej lidze walczy, nie oddaje pola. Legia w ostatnich spotkaniach przegrywała nieznacznie - zauważa Walciszewski. Trener Wojskowych też uważa, że jego drużynie brakuje jednego małego akcentu, by w końcu odnieść upragnione zwycięstwo. - Cały czas rozmawiamy z drużyną o tym małym szczególe, który sprawi, że w końcu się przełamiemy. Musimy pracować dalej, choć już w Koszalinie byliśmy blisko, by przeważyć szalę na naszą korzyść. Dogoniliśmy przeciwnika i przez chwilę byliśmy nawet na prowadzeniu, ale czegoś nam zabrakło - mówi.

- W końcówce meczu w Koszalinie nie wykonaliśmy tego, co ćwiczyliśmy przez cały tydzień na treningach - wskazuje Adam Linowski. Spasev też zwraca uwagę na problem z dyscypliną taktyczną. - Nie jestem zły na pojedyncze nietrafione rzuty za dwa czy za trzy, ale za brak konsekwencji w grze już tak - mówi. Trener Legii wciąż naciska na władze klubu w sprawie wzmocnień. - Byliśmy blisko zakontraktowania nowego środkowego, co bardzo by nam pomogło, ale rozmowy z dwoma zawodnikami, których widzielibyśmy na tej pozycji, nie zostały sfinalizowane przed meczem w Koszalinie - przyznaje.

Mecz Legii w Krośnie rozpocznie się w sobotę o godzinie 18:00. Przy okazji ostatnich spotkań obu drużyn krośnieński obiekt wypełniał się do ostatniego miejsca, podobnie ma być teraz. Mecz obejrzeć będzie można także w internecie, w serwisie emocje.tv. Oby tych emocji nie zabrakło na boisku.