We wrześniowych wyborach do Bundestagu zwyciężył chadecki blok CDU-CSU na czele z Angelą Merkel uzyskując poparcie na poziomie 33 proc. Notowania kanclerz jednak w ostatnim czasie znacząco spadły. Jeszcze przed wyborami spora część opinii publicznej krytykowała wprowadzoną przez nią politykę "otwartych drzwi", która zaowocowała pojawieniem się w Niemczech dużej liczby imigrantów z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki. 

To jednak nie jedyny problem, który spędza sen z powiek Angeli Merkel. Od zwycięskich przez CDU wyborów wciąż nie można w Niemczech sformować rządu. Rozmowy w ramach tzw. koalicji jamajskiej (CDU/CSU - FDP - Zieloni) zakończyły się fiaskiem, entuzjastycznie do stworzenia tzw. wielkiej koalicji (CDU/CSU - SPD) nie podchodzą również socjaldemokraci. Całkiem realna zatem jest perspektywa przedterminowych wyborów w Niemczech, choć takiego scenariusza stara się uniknąć prezydent Frank-Walter Steinmeier, obawiając się wzrostu poparcia dla antyimigranckiej partii AfD (Alternatywa dla Niemiec; we wrześniowych wyborach uzyskała 12,6 proc. poparcia).

Problemy związane z polityką migracyjną oraz trudności w skonstruowaniu stabilnego rządu negatywnie odbiły się na poparciu dla Angeli Merkel. Według sondażu przeprowadzonego dla agencji DPA przez YouGov, 47 proc. Niemców chce, by Merkel ustąpiła za stanowiska kanclerza przed końcem kadencji, czyli do 2021 r. Mandat zaufania Bundeskanzlerin otrzymała jedynie od 36 proc. ankietowanych rodaków. Dla porównania, tuż po wrześniowych wyborach wcześniejszego ustąpienia kanclerz Merkel chciało nieco ponad 1/3 Niemców.

Na początku stycznia CDU/CSU siądzie do rozmów koalicyjnych z SPD. Jeśli nie przyniosą oni wiążącego rezultatu, nie jest wykluczony powrót do negocjacji z ramach koalicji jamajskiej. W optymistycznym wypadku - rząd w Niemczech zostanie zawiązany w marcu lub kwietniu, około pół roku po wyborach do Bundestagu.